Moja mama ma na imię Janina. Ma osiemdziesiąt lat. Mieszka na Ostroroga 1/2 w Gdańsku. Na parterze, bo kolana już nie te. Gotuje rosół w czwartki. Ma klucz do mojej firmy, bo firma jest w tym samym budynku co jej mieszkanie — i czasem wchodzi sprawdzić czy jadłem. Nie zadzwonię do niej dziś z życzeniami. Wejdę na dół i powiem: „Cześć mamo, wszystkiego najlepszego." I dostanę rosół, bo czwartek. To jest proste. To jest normalne. To jest coś, co większość ludzi ma i nie docenia. Czego nie mam Nie mam kontaktu z córkami. Aleksandra ma dwanaście lat. Alicja kończy dziesięć za szesnaście dni. Siedemnasty miesiąc bez ojca. Dziś jest Dzień Matki. Ich matka dostanie laurkę, kwiaty, „kocham cię mamo" napisane flamastrem na kartce z bloku technicznego. I ma do tego prawo — bo jest ich matką. Ale ja nie dostanę nic. Bo nie jestem matką. I bo nie widuję córek od lutego dwa tysiące dwudziestego piątego roku. Nie dlatego, że jestem niebezpieczny. OZSS stwierdził, że dzieci radośnie powitały ojca. Psycholog CBT odnotowała, że Ola ma myśli samobójcze z powodu braku kontaktu ze mną. Alimenty zapłacone za każdy miesiąc — z odsetkami, które sam doliczyłem bez wezwania. Dlatego, że system sądowy pozwala jednej stronie zablokować kontakt — i nie robi nic, kiedy druga strona prosi o pomoc. Co powiedziała Ola „Jeżeli nie będzie wakacji z tatą, to się zabije." To jest zdanie mojej dwunastoletniej córki. Wypowiedziane w gabinecie psychologa. Zapisane w aktach sprawy. Karta 374. Dziś jest Dzień Matki. I gdzieś w Gdańsku dwunastolatka rysuje laurkę dla mamy — ta sama dwunastolatka, która powiedziała psychologowi, że nie chce żyć, bo nie widzi taty. Nie piszę tego żeby kogokolwiek oskarżać. Piszę to żeby ktokolwiek usłyszał. Mama Janina Moja mama jest kotwicą. Dosłownie. Kiedy leżałem w szpitalu psychiatrycznym — cztery razy — mama przychodziła. Kiedy komornik zajął mi konto — mama pożyczyła na alimenty. Kiedy sąd odwołał rozprawę bo byłem na oddziale tego samego szpitala o którym sąd orzekał — mama powiedziała: „wstań, weź prysznic, jedz rosół." Nie czytała moich patentów. Nie rozumie co to ZETA Engine. Nie wie co to LinkedIn. Ale wie, że jej syn wstaje codziennie rano i robi. I to jej wystarcza. Moja mama nie jest na LinkedIn. Nie prowadzi firmy. Nie ma profilu. Nie pisze postów o „leadershipie" i „work-life balance". Moja mama robi rosół w czwartki, pilnuje żebym jadł, i mówi „wstań" kiedy leżę. To jest leadership. Prawdziwy. Bez hashtagów. Dwie matki Dziś jest dzień dwóch matek w moim życiu. Jedna — Janina — daje mi rosół, klucz i słowo „wstań". Ma osiemdziesiąt lat i więcej siły niż ja. Druga — matka moich córek — dostanie laurkę od Oli i Ali. I ma do tego prawo. Jest matką. Dobrą matką — sama to powiedziałem w 2020 roku, na WhatsAppie, i nie cofam tego. Ale matka, która blokuje kontakt z ojcem, odbiera dziecku połowę świata. Nie dlatego że jest złą matką. Dlatego że system jej na to pozwala. I to jest mój problem z Dniem Matki. Nie z matkami. Z systemem, który traktuje ojcostwo jak opcję, a macierzyństwo jak prawo absolutne. Do mamy Mamo, nie przeczytasz tego, bo nie masz LinkedIn. Ale gdybyś miała, powiedziałabyś: „Łukasz, przestań pisać w internecie i zjedz rosół." Masz rację. Jak zawsze. Wszystkiego najlepszego, mamo. Za osiemdziesiąt lat wstawania. Za rosół. Za klucz. Za „wstań." I za to, że nigdy nie przestałaś wierzyć, że wstanę. Do córek Ola. Ali. Tata jest. Tata płaci. Tata pisze. Tata buduje. Tata czeka. Siedemnaście miesięcy to dużo. Ale to nie jest na zawsze. Zróbcie mamie piękną laurkę. Zasługuje. A jak będziecie gotowe — tata ma rosół od babci. Dziś nie jest Dzień Ojca. Dziś jest Dzień Matki. I piszę to z szacunkiem dla każdej matki — w tym matki moich córek. Ale piszę też z bólem ojca, który od siedemnastu miesięcy nie przytulił swoich dzieci. V Nsm 1749/23. Karta 374. Art. 577 KPC złożony. Wakacje zaczynają się 27 czerwca. Łukasz „Loki" Frąckowiak Syn Janiny. Ojciec Oli i Ali. Gdańsk, 26 maja 2026. #DzieńMatki #ojciec #alienacja #rodzina #dzieci #mama #Gdańsk #LOKIS
Dodaj komentarz