Mój LinkedIn rano to jest jak otwarcie lodówki o trzeciej w nocy. Nie wiesz czego szukasz, ale wiesz że czegoś potrzebujesz. Dziś w lodówce znalazłem: Ferrari elektryczne za 640K dolarów, menedżera który nie śpi sześć godzin, kompot nazwany „fruit water", pracownika po pięćdziesiątce którego nikt nie chce zatrudnić, i post ze spacją który ma sześćset reakcji. I wziąłem rosół. Ferrari za 640 tysięcy dolarów Ferrari właśnie pokazało swoje pierwsze auto elektryczne. Sześćset czterdzieści tysięcy dolarów. Ja buduję Malucha na prąd za sto pięćdziesiąt tysięcy złotych. Siedemset części. Szyby na korbkę. Zero ekranów dotykowych. Buda z projektu Skarbu Państwa. Ferrari ma czternaście tysięcy części i subskrypcję na podgrzewanie siedzeń. Mój Maluch ma korbkę i ogrzewanie, które działa bo działa. Patent #24 — zero-wear drivetrain. Sprzęgło magnetyczne, cztery silniki na kołach, stalowa płyta sprężysta. Zero części zużywalnych w transmisji. Ferrari tego nie ma. Za sześćset czterdzieści tysięcy dolarów. Ktoś powie: to nie ta sama liga. Zgadzam się. Ferrari to liga pieniędzy. Maluch to liga rozwiązań. Menedżer który umrze zanim przejdzie na emeryturę Robert Tomaszewski napisał post, który powinien wisieć w każdym biurze w Polsce: menedżerowie budują strategie na lata do przodu, a sami wyglądają jakby mieli nie dożyć do kolejnego miesiąca. Sześć godzin snu. Kofeina. Cukier. Stres. Energetyki od dekady. Znam to. Cztery hospitalizacje psychiatryczne. Lorabex. Clopixol. Pasy. Nie dlatego, że jestem słaby — dlatego, że przez dwadzieścia lat nie spałem, nie jadłem i nie odpuszczałem. Różnica: ja trafiłem na oddział zamknięty i ktoś mnie zatrzymał. Większość menedżerów trafia na oddział kardiologiczny i nikt ich nie zatrzymał wcześniej. Moja mama robi rosół w czwartki. To jest moja strategia wellness. Zero aplikacji, zero coacha, zero retreatu na Bali. Rosół. Od osiemdziesięcioletniej kobiety, która wstaje o szóstej i nie potrzebuje motywacyjnego posta żeby wiedzieć co robić. Pracownik 50+ którego nikt nie chce Marta Olesiak pisze, że „młody pracownik to zawsze lepszy pracownik" to jeden z najbardziej absurdalnych mitów rynku pracy. Mam czterdzieści siedem lat. Prowadzę firmę od dwudziestu siedmiu. Mam dwadzieścia cztery patenty. Konfiguruję routery od czasu kiedy internet w Polsce był na modemie 56k. I na LinkedIn mam sto czterdzieści jeden wyświetleń profilu. Dwudziestolatek z TikTokiem o produktywności ma więcej w jeden dzień. System nie wartościuje doświadczenia. System wartościuje widoczność. Dlatego piszę. Nie dlatego, że lubię — dlatego, że muszę. Bo dwadzieścia siedem lat ciszy to za dużo. Kompot to fruit water Mariusz Bedryj wrzucił hita: Amerykanie odkryli „fruit water" i „chicken tea". Kompot i rosół. Cały LinkedIn w jednym memie. Bierzesz coś prostego, sprawdzonego, działającego od pokoleń — nazywasz po angielsku — i nagle jest innowacją. Agile? Babcia moja robiła agile w kuchni — iteracyjnie poprawiała rosół co czwartek od pięćdziesięciu lat. Scrum? Tata robił scrum na budowie — piętnaście minut rano, kto co robi, kto ma problem, lecimy. MVP? Każdy polski złota rączka buduje MVP — minimum viable produkt, który jakoś działa i da się poprawić w sobotę. Nie potrzebujemy więcej angielskich słów na polskie rzeczy. Potrzebujemy ludzi którzy ROBIĄ polskie rzeczy — i mówią o nich głośno. #Spacja Sześćset sześć reakcji na post który zawiera jedno słowo i zdjęcie. Marcin Jurka, szacunek — złamałeś algorytm minimalizmem. A ja piszę artykuły po trzy tysiące słów i mam jedną reakcję. Od siebie. Ale wiesz co? Ta jedna reakcja wystarczy. Bo moje artykuły nie są po to, żeby mieć sześćset reakcji. Są po to, żeby jeden człowiek — ten właściwy — je przeczytał i napisał „pogadajmy." I to działa. Wczoraj napisałem do COO firmy jubilerskiej o pająkach, mitologii i serwisie samochodowym. Zamiast spacji — trzy tysiące znaków. I siedemnaście minut czytania. Bo spacja jest fajna. Ale treść zostaje. Rosół Dziś jest Dzień Matki. Moja mama Janina ma osiemdziesiąt lat i robi rosół w czwartki. Nie ma LinkedIn. Nie ma strategii. Nie ma KPI. Ma garnek, marchewkę, pietruszkę i kurczaka. I ma syna, który wstaje codziennie rano i buduje. Bo rosół daje energię. A mama mówi „wstań." Wszystkiego najlepszego, mamo. I wszystkim mamom, które robią „chicken tea" od pokoleń — zanim ktokolwiek wymyślił na to angielską nazwę. Łukasz „Loki" Frąckowiak LOKIS Group · Gdańsk · ISP od 1998 · 24 patenty UPRP Syn Janiny. Ojciec Oli i Ali. Konstruktor Malucha. Pacjent psychiatryka. Człowiek. #DzieńMatki #LinkedIn #rosół #Ferrari #EV #Maluch #50plus #kompot #LOKIS #Gdańsk #zdrowie
Dodaj komentarz