A co by było gdyby…. ??

Autor:

w

Wyobraźcie sobie szpital psychiatryczny. Nie — nie ten z filmów. Prawdziwy. Taki, w którym leżałem cztery razy. Wojewódzki Szpital Psychiatryczny im. prof. Tadeusza Bilikiewicza w Gdańsku. Ulica Srebrniki 17. Zapamiętajcie ten adres — za chwilę okaże się, że jest w nim więcej ironii niż w całym repertuarze Stephena Kinga. Ale zacznijmy od geografii. Ulica Srebrniki, Gdańsk Wrzeszcz Srebrniki numer 2 — Cmentarz Centralny Srebrzysko. Dwadzieścia osiem hektarów nekropolii, założonej w 1925 roku na stokach doliny Potoku Strzyża. Srebrniki numer 12 — krematorium. Działające od 2002 roku. Obok kolumbarium. Ściany pamięci z niszami na urny. Srebrniki numer 17 — szpital psychiatryczny. Mój szpital. Ten, w którym dostałem Clopixol, pasy i Lorabex. Ten, w którym schowano przede mną kartę podawania leków — co jest naruszeniem art. 23 ustawy o prawach pacjenta. Ten, w którym biegły sądowy wydający o mnie opinię okazał się pracownikiem tego samego szpitala — co jest konfliktem interesów z art. 281 Kodeksu postępowania cywilnego. Srebrniki numer 19 — tutaj właśnie budują nowe Centrum Zdrowia Psychicznego dla Dzieci i Młodzieży. Za 44,3 miliona złotych z Funduszu Medycznego. Na lata 2026-2029. Czujecie już tę geometrię? Cmentarz, krematorium, kolumbarium, szpital psychiatryczny, centrum dla dzieci — wszystko na jednej ulicy. W zasięgu spaceru. Sąsiedzi. A teraz wyobraźcie sobie, że cmentarz się rozrasta. Bo Gdańsk buduje Srebrzysko II. Nową nekropolię. W rozwidleniu ulic Ogrodowej i Srebrniki. W kierunku szpitala. Cmentarz rośnie ku szpitalowi. Stephen King napisałby to gorzej. A co by było gdyby… A co by było gdyby pacjent tego szpitala — ten sam, któremu podawano leki bez zgody, trzymano w pasach, którego opiniował biegły-pracownik tego samego szpitala, w którego opinii znaleziono piętnaście błędów merytorycznych — co by było, gdyby ten pacjent wyszedł i zamiast się załamać, zaczął budować? Co by było, gdyby odszkodowanie za cztery przymusowe hospitalizacje stało się kapitałem założycielskim? Co by było, gdyby szpital, który go skrzywdził, zapłacił za szpital, który on zbuduje? PĄCZEK Wyobraźcie sobie budynek w kształcie pączka. Donuta. Torusa. Nie żartuję. Budynek okrągły, bez początku i końca. Korytarz, który wraca do punktu wyjścia. Pacjenci mogą chodzić w kółko — i to nie jest metafora choroby. To jest architektura terapeutyczna. Bo widzicie, ja mam ASD. Spektrum autyzmu. I wiem, czego ludzie w spektrum potrzebują od przestrzeni: Przewidywalności. Powtarzalności. Braku ślepych zaułków. Braku niespodzianek za rogiem. Możliwości ruchu bez konieczności podejmowania decyzji o kierunku. Pączek to daje. Chodzisz i chodzisz. Nie musisz nigdzie skręcać. Nie musisz decydować. Korytarz cię prowadzi. Wracasz do punktu wyjścia i możesz zacząć od nowa. Wewnątrz pączka — ogródek sensoryczny. Zamknięty dziedziniec. Zieleń, woda, ścieżki dotykowe. Bezpieczna przestrzeń, która nie wymaga od ciebie niczego. Na zewnątrz — okna na las i… cmentarz. Spokój. Cisza. Natura. Personel widzi cały pierścień z jednego punktu. Nie trzeba kamer w każdym kącie. Geometria robi robotę za technologię. Brama Jest taka droga na skróty. Ze szpitala, pod torami PKM — Pomorskiej Kolei Metropolitalnej — do Niedźwiednika. Pod wiaduktem kolejowym stoi brama. Ładna brama. Stara. A co by było, gdyby ta brama stała się wejściem? Nie do szpitala. Do czegoś nowego. Do PĄCZKA. Wchodzisz przez bramę, idziesz alejką i trafiasz do ogrodu w środku donuta. Nie czujesz, że jesteś w szpitalu. Czujesz, że jesteś w parku. W parku, który przypadkiem ma pokoje, terapeutów i kuchnię. Sześć Maluchów W ogródku ringa — tak nazywam ten wewnętrzny dziedziniec — stoją samochody. Sześć sztuk. Fiat 126p. Maluch. Przerobiony na napęd elektryczny. Niebieski — kursuje na PKM Niedźwiednik. Shuttle dla rezydentów. Zielony — jeździ po parku i okolicy. Kontakt z naturą. Żółty — terapeutyczny. Przejażdżki. Wiatr we włosach. Proste bodźce. Czerwony — dostawczy. Apteka, poczta, zakupy. Fioletowy — ambulans. Między PĄCZKIEM a głównym budynkiem WSP. I czarny. Czarny Maluch numer sześć. Nazywamy go Karawanka. Ale o nim za chwilę. Cicha fuzja A co by było gdyby na działce między szpitalem a cmentarzem — na tej działce, która w planie zagospodarowania przestrzennego ma przeznaczenie cmentarne — powstał prywatny ośrodek? Nie zamiast szpitala. Obok niego. WSP im. Bilikiewicza — publiczny. Psychiatria ogólna. Finansowany z NFZ. PĄCZEK — prywatny. ASD. Autyzm. Inna inność. Finansowany z odszkodowania, a potem z działalności. Dwa podmioty. Jedna ulica. Wspólna kadra (umowy o współpracy). Wspólna diagnostyka. Wspólna kuchnia. De facto — jeden szpital. De iure — dwa. Cicha fuzja użytkowa. Bo widzicie, WSP ma kadrę. Ma doświadczenie. Ma infrastrukturę. Ale nie ma pieniędzy na innowacje. Nie ma budynku w kształcie pączka. Nie ma sześciu Maluchów na prąd. Nie ma AI, które orkiestruje sześć instancji sztucznej inteligencji równolegle (tak, mam taki system — ale to historia na inny artykuł). A ja mam to wszystko. Plus dwadzieścia trzy wnioski patentowe w UPRP. Plus ISP, który prowadzę od 1998 roku. Plus spółkę z o.o. zarejestrowaną w maju 2026. I mam coś, czego żaden dyrektor szpitala nie ma: perspektywę pacjenta. Z wewnątrz. Cztery razy z wewnątrz. Pet Sematary A teraz czarny Maluch. Pamiętacie tę działkę z przeznaczeniem cmentarnym? Tę między szpitalem a cmentarzem? A co by było, gdyby na tej działce powstało kolumbarium? Ale nie dla ludzi. Dla zwierząt. Kolumbarium na urny ze zwierzętami. Słoiczki z prochami kotów, psów, chomików, papug. Ściana pamięci dla tych, którzy kochali bezwarunkowo i nigdy nie wystawili ci diagnozy. Kraków właśnie otwiera "Park Wiernych Przyjaciół" — miejskie kolumbarium dla zwierząt ze spopielarnią. W Gdańsku czegoś takiego nie ma. Przeznaczenie działki w planie zagospodarowania mówi "cmentarz". Kolumbarium to cmentarz. Nie trzeba zmieniać planu. Nie trzeba walczyć z urzędnikami o zmianę przeznaczenia. Plan mówi cmentarz — daję im cmentarz. Tylko nie taki, jakiego się spodziewali. Cmentarz dla zwierząt. Na działce obok szpitala psychiatrycznego. Obok krematorium ludzkiego. Obok Cmentarza Centralnego. Na ulicy Srebrniki. A czarny Maluch numer sześć — Karawanka — wozi urny. Miniaturowy karawan elektryczny. Fiat 126p w żałobnej czerni, cicho sunący alejkami między PĄCZKIEM a kolumbarium. Z pełnym szacunkiem. Zero patosu. Terapia, której nie wymyślił żaden psychiatra A teraz połączmy to w całość. Ośrodek ASD w kształcie pączka. Z ogrodem sensorycznym w środku. Z flotą sześciu elektrycznych Maluchów. Z bramą od strony PKM. Z kolumbarium dla zwierząt tuż obok. I teraz: pacjenci PĄCZKA mogą opiekować się zwierzętami. To się nazywa AAT — Animal Assisted Therapy. Terapia z udziałem zwierząt. Udowodniona naukowo. Szczególnie skuteczna w ASD. Pacjenci uczą się przerabiać Maluchy na napęd elektryczny. Terapia zajęciowa. Motoryka. Planowanie. Odpowiedzialność. I na końcu — coś namacalnego. Samochód, który jeździ. Który zbudowałeś własnymi rękami. Pacjenci mogą prowadzić te Maluchy po terenie zamkniętym. Piętnaście na godzinę. GPS tracking na dashboardzie. Nauka jazdy jako terapia — dla ludzi, którym nikt nigdy nie dał kluczyków, bo mają diagnozę. I pacjenci mogą opiekować się kolumbarium. Dbać o urny. Sadzić kwiaty. Mieć kontakt ze śmiercią — tą małą, zwierzęcą, łagodną — w bezpiecznym otoczeniu. Bo ludzie w spektrum często nie umieją przetwarzać straty. A tu mogą się tego nauczyć. Powoli. Na swoich warunkach. Skąd pieniądze Pytanie, które zadacie: skąd na to pieniądze? Odpowiedź jest ironiczna do bólu. Cztery hospitalizacje. Clopixol bez zgody. Pasy. Karta leków schowana. Biegły z konfliktem interesów. Piętnaście błędów w opinii biegłego. Zero odniesień do OZSS w piętnastu wnioskach. Rozprawa odwołana bo pacjent leżał na oddziale tego samego szpitala, o którym sąd orzekał. To jest materiał na pozew cywilny o zadośćuczynienie. Na milion złotych. I ten milion — gdyby się udał — staje się kapitałem założycielskim. Szpital, który mnie skrzywdził, płaci za szpital, który zbuduję. Dla ludzi takich jak ja. Bo LinkedIn jest pełen postów o "transformacji cyfrowej" pisanych przez ludzi, którzy nigdy nie skonfigurowali routera. Jest pełen postów o "innowacji w ochronie zdrowia" pisanych przez ludzi, którzy nigdy nie leżeli na oddziale zamkniętym. Ja konfiguruję routery od 1998 roku. I leżałem na oddziale zamkniętym cztery razy. I zamiast pisać o tym, jak "disruption zmienia healthcare", wolę zapytać: A co by było, gdyby pacjent zbudował lepszy szpital niż ten, który go zamknął? A co by było, gdyby budynek w kształcie pączka okazał się lepszą architekturą terapeutyczną niż te prostopadłe korytarze z zamkniętymi drzwiami na końcu? A co by było, gdyby sześć elektrycznych Maluchów dawało więcej radości niż cały oddział farmakoterapii? A co by było, gdyby kolumbarium dla zwierząt na działce obok szpitala psychiatrycznego okazało się najlepszą terapią żałoby, jaką ktokolwiek wymyślił? Nie wiem. Ale zamierzam się przekonać. SCOPA Tak to nazwałem. Sensoryczny. Centrum. Otwarty. Pączek. Autyzm. Dobrowolny. Artykuł 22, nie 28. Wchodzisz kiedy chcesz. Wychodzisz kiedy chcesz. Nikt cię nie trzyma. Nikt ci nie chowa karty leków. Nikt nie opiniuje o tobie za twoimi plecami. Bo najlepsza terapia to taka, z której możesz wyjść. Łukasz "Loki" Frąckowiak LOKIS sp. z o.o. | ISP od 1998 | 23 patenty UPRP Gdańsk, ul. Srebrniki (niedługo) Mam ASD. Mam cztery hospitalizacje za sobą. Mam dwadzieścia siedem lat doświadczenia w budowaniu rzeczy, które działają. I mam wizję budynku w kształcie pączka, którego nikt przede mną nie narysował. A co by było gdyby…? #ASD #autyzm #zdrowiepsychiczne #innowacja #architektura #SCOPA #LOKIS #Gdańsk #patent #bootstrap #healthtech #neurodiversity #mentalhealth #PetSematary #StephenKing

Komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *