Wyobraźcie sobie szpital psychiatryczny. Nie — nie ten z filmów. Prawdziwy. Taki, w którym leżałem cztery razy. Wojewódzki Szpital Psychiatryczny im. prof. Tadeusza Bilikiewicza w Gdańsku. Ulica Srebrniki 17. Zapamiętajcie ten adres — za chwilę okaże się, że jest w nim więcej ironii niż w całym repertuarze Stephena Kinga. Ale zacznijmy od geografii. Ulica Srebrniki, Gdańsk Wrzeszcz Srebrniki numer 2 — Cmentarz Centralny Srebrzysko. Dwadzieścia osiem hektarów nekropolii, założonej w 1925 roku na stokach doliny Potoku Strzyża. Srebrniki numer 12 — krematorium. Działające od 2002 roku. Obok kolumbarium. Ściany pamięci z niszami na urny. Srebrniki numer 17 — szpital psychiatryczny. Mój szpital. Ten, w którym dostałem Clopixol, pasy i Lorabex. Ten, w którym schowano przede mną kartę podawania leków — co jest naruszeniem art. 23 ustawy o prawach pacjenta. Ten, w którym biegły sądowy wydający o mnie opinię okazał się pracownikiem tego samego szpitala — co jest konfliktem interesów z art. 281 Kodeksu postępowania cywilnego. Srebrniki numer 19 — tutaj właśnie budują nowe Centrum Zdrowia Psychicznego dla Dzieci i Młodzieży. Za 44,3 miliona złotych z Funduszu Medycznego. Na lata 2026-2029. Czujecie już tę geometrię? Cmentarz, krematorium, kolumbarium, szpital psychiatryczny, centrum dla dzieci — wszystko na jednej ulicy. W zasięgu spaceru. Sąsiedzi. A teraz wyobraźcie sobie, że cmentarz się rozrasta. Bo Gdańsk buduje Srebrzysko II. Nową nekropolię. W rozwidleniu ulic Ogrodowej i Srebrniki. W kierunku szpitala. Cmentarz rośnie ku szpitalowi. Stephen King napisałby to gorzej. A co by było gdyby… A co by było gdyby pacjent tego szpitala — ten sam, któremu podawano leki bez zgody, trzymano w pasach, którego opiniował biegły-pracownik tego samego szpitala, w którego opinii znaleziono piętnaście błędów merytorycznych — co by było, gdyby ten pacjent wyszedł i zamiast się załamać, zaczął budować? Co by było, gdyby odszkodowanie za cztery przymusowe hospitalizacje stało się kapitałem założycielskim? Co by było, gdyby szpital, który go skrzywdził, zapłacił za szpital, który on zbuduje? PĄCZEK Wyobraźcie sobie budynek w kształcie pączka. Donuta. Torusa. Nie żartuję. Budynek okrągły, bez początku i końca. Korytarz, który wraca do punktu wyjścia. Pacjenci mogą chodzić w kółko — i to nie jest metafora choroby. To jest architektura terapeutyczna. Bo widzicie, ja mam ASD. Spektrum autyzmu. I wiem, czego ludzie w spektrum potrzebują od przestrzeni: Przewidywalności. Powtarzalności. Braku ślepych zaułków. Braku niespodzianek za rogiem. Możliwości ruchu bez konieczności podejmowania decyzji o kierunku. Pączek to daje. Chodzisz i chodzisz. Nie musisz nigdzie skręcać. Nie musisz decydować. Korytarz cię prowadzi. Wracasz do punktu wyjścia i możesz zacząć od nowa. Wewnątrz pączka — ogródek sensoryczny. Zamknięty dziedziniec. Zieleń, woda, ścieżki dotykowe. Bezpieczna przestrzeń, która nie wymaga od ciebie niczego. Na zewnątrz — okna na las i… cmentarz. Spokój. Cisza. Natura. Personel widzi cały pierścień z jednego punktu. Nie trzeba kamer w każdym kącie. Geometria robi robotę za technologię. Brama Jest taka droga na skróty. Ze szpitala, pod torami PKM — Pomorskiej Kolei Metropolitalnej — do Niedźwiednika. Pod wiaduktem kolejowym stoi brama. Ładna brama. Stara. A co by było, gdyby ta brama stała się wejściem? Nie do szpitala. Do czegoś nowego. Do PĄCZKA. Wchodzisz przez bramę, idziesz alejką i trafiasz do ogrodu w środku donuta. Nie czujesz, że jesteś w szpitalu. Czujesz, że jesteś w parku. W parku, który przypadkiem ma pokoje, terapeutów i kuchnię. Sześć Maluchów W ogródku ringa — tak nazywam ten wewnętrzny dziedziniec — stoją samochody. Sześć sztuk. Fiat 126p. Maluch. Przerobiony na napęd elektryczny. Niebieski — kursuje na PKM Niedźwiednik. Shuttle dla rezydentów. Zielony — jeździ po parku i okolicy. Kontakt z naturą. Żółty — terapeutyczny. Przejażdżki. Wiatr we włosach. Proste bodźce. Czerwony — dostawczy. Apteka, poczta, zakupy. Fioletowy — ambulans. Między PĄCZKIEM a głównym budynkiem WSP. I czarny. Czarny Maluch numer sześć. Nazywamy go Karawanka. Ale o nim za chwilę. Cicha fuzja A co by było gdyby na działce między szpitalem a cmentarzem — na tej działce, która w planie zagospodarowania przestrzennego ma przeznaczenie cmentarne — powstał prywatny ośrodek? Nie zamiast szpitala. Obok niego. WSP im. Bilikiewicza — publiczny. Psychiatria ogólna. Finansowany z NFZ. PĄCZEK — prywatny. ASD. Autyzm. Inna inność. Finansowany z odszkodowania, a potem z działalności. Dwa podmioty. Jedna ulica. Wspólna kadra (umowy o współpracy). Wspólna diagnostyka. Wspólna kuchnia. De facto — jeden szpital. De iure — dwa. Cicha fuzja użytkowa. Bo widzicie, WSP ma kadrę. Ma doświadczenie. Ma infrastrukturę. Ale nie ma pieniędzy na innowacje. Nie ma budynku w kształcie pączka. Nie ma sześciu Maluchów na prąd. Nie ma AI, które orkiestruje sześć instancji sztucznej inteligencji równolegle (tak, mam taki system — ale to historia na inny artykuł). A ja mam to wszystko. Plus dwadzieścia trzy wnioski patentowe w UPRP. Plus ISP, który prowadzę od 1998 roku. Plus spółkę z o.o. zarejestrowaną w maju 2026. I mam coś, czego żaden dyrektor szpitala nie ma: perspektywę pacjenta. Z wewnątrz. Cztery razy z wewnątrz. Pet Sematary A teraz czarny Maluch. Pamiętacie tę działkę z przeznaczeniem cmentarnym? Tę między szpitalem a cmentarzem? A co by było, gdyby na tej działce powstało kolumbarium? Ale nie dla ludzi. Dla zwierząt. Kolumbarium na urny ze zwierzętami. Słoiczki z prochami kotów, psów, chomików, papug. Ściana pamięci dla tych, którzy kochali bezwarunkowo i nigdy nie wystawili ci diagnozy. Kraków właśnie otwiera "Park Wiernych Przyjaciół" — miejskie kolumbarium dla zwierząt ze spopielarnią. W Gdańsku czegoś takiego nie ma. Przeznaczenie działki w planie zagospodarowania mówi "cmentarz". Kolumbarium to cmentarz. Nie trzeba zmieniać planu. Nie trzeba walczyć z urzędnikami o zmianę przeznaczenia. Plan mówi cmentarz — daję im cmentarz. Tylko nie taki, jakiego się spodziewali. Cmentarz dla zwierząt. Na działce obok szpitala psychiatrycznego. Obok krematorium ludzkiego. Obok Cmentarza Centralnego. Na ulicy Srebrniki. A czarny Maluch numer sześć — Karawanka — wozi urny. Miniaturowy karawan elektryczny. Fiat 126p w żałobnej czerni, cicho sunący alejkami między PĄCZKIEM a kolumbarium. Z pełnym szacunkiem. Zero patosu. Terapia, której nie wymyślił żaden psychiatra A teraz połączmy to w całość. Ośrodek ASD w kształcie pączka. Z ogrodem sensorycznym w środku. Z flotą sześciu elektrycznych Maluchów. Z bramą od strony PKM. Z kolumbarium dla zwierząt tuż obok. I teraz: pacjenci PĄCZKA mogą opiekować się zwierzętami. To się nazywa AAT — Animal Assisted Therapy. Terapia z udziałem zwierząt. Udowodniona naukowo. Szczególnie skuteczna w ASD. Pacjenci uczą się przerabiać Maluchy na napęd elektryczny. Terapia zajęciowa. Motoryka. Planowanie. Odpowiedzialność. I na końcu — coś namacalnego. Samochód, który jeździ. Który zbudowałeś własnymi rękami. Pacjenci mogą prowadzić te Maluchy po terenie zamkniętym. Piętnaście na godzinę. GPS tracking na dashboardzie. Nauka jazdy jako terapia — dla ludzi, którym nikt nigdy nie dał kluczyków, bo mają diagnozę. I pacjenci mogą opiekować się kolumbarium. Dbać o urny. Sadzić kwiaty. Mieć kontakt ze śmiercią — tą małą, zwierzęcą, łagodną — w bezpiecznym otoczeniu. Bo ludzie w spektrum często nie umieją przetwarzać straty. A tu mogą się tego nauczyć. Powoli. Na swoich warunkach. Skąd pieniądze Pytanie, które zadacie: skąd na to pieniądze? Odpowiedź jest ironiczna do bólu. Cztery hospitalizacje. Clopixol bez zgody. Pasy. Karta leków schowana. Biegły z konfliktem interesów. Piętnaście błędów w opinii biegłego. Zero odniesień do OZSS w piętnastu wnioskach. Rozprawa odwołana bo pacjent leżał na oddziale tego samego szpitala, o którym sąd orzekał. To jest materiał na pozew cywilny o zadośćuczynienie. Na milion złotych. I ten milion — gdyby się udał — staje się kapitałem założycielskim. Szpital, który mnie skrzywdził, płaci za szpital, który zbuduję. Dla ludzi takich jak ja. Bo LinkedIn jest pełen postów o "transformacji cyfrowej" pisanych przez ludzi, którzy nigdy nie skonfigurowali routera. Jest pełen postów o "innowacji w ochronie zdrowia" pisanych przez ludzi, którzy nigdy nie leżeli na oddziale zamkniętym. Ja konfiguruję routery od 1998 roku. I leżałem na oddziale zamkniętym cztery razy. I zamiast pisać o tym, jak "disruption zmienia healthcare", wolę zapytać: A co by było, gdyby pacjent zbudował lepszy szpital niż ten, który go zamknął? A co by było, gdyby budynek w kształcie pączka okazał się lepszą architekturą terapeutyczną niż te prostopadłe korytarze z zamkniętymi drzwiami na końcu? A co by było, gdyby sześć elektrycznych Maluchów dawało więcej radości niż cały oddział farmakoterapii? A co by było, gdyby kolumbarium dla zwierząt na działce obok szpitala psychiatrycznego okazało się najlepszą terapią żałoby, jaką ktokolwiek wymyślił? Nie wiem. Ale zamierzam się przekonać. SCOPA Tak to nazwałem. Sensoryczny. Centrum. Otwarty. Pączek. Autyzm. Dobrowolny. Artykuł 22, nie 28. Wchodzisz kiedy chcesz. Wychodzisz kiedy chcesz. Nikt cię nie trzyma. Nikt ci nie chowa karty leków. Nikt nie opiniuje o tobie za twoimi plecami. Bo najlepsza terapia to taka, z której możesz wyjść. Łukasz "Loki" Frąckowiak LOKIS sp. z o.o. | ISP od 1998 | 23 patenty UPRP Gdańsk, ul. Srebrniki (niedługo) Mam ASD. Mam cztery hospitalizacje za sobą. Mam dwadzieścia siedem lat doświadczenia w budowaniu rzeczy, które działają. I mam wizję budynku w kształcie pączka, którego nikt przede mną nie narysował. A co by było gdyby…? #ASD #autyzm #zdrowiepsychiczne #innowacja #architektura #SCOPA #LOKIS #Gdańsk #patent #bootstrap #healthtech #neurodiversity #mentalhealth #PetSematary #StephenKing
Kategoria: FIRE
Opinions & firestarter
-
Oddać Lotos. Oddać Gdańsk.
Łukasz „Loki" Frąckowiak · Hanza.me · LinkedIn Group Trzydziestego listopada 2022 roku trzydzieści procent Rafinerii Gdańskiej przeszło w ręce Saudi Aramco. Za miliard sto pięćdziesiąt milionów złotych. Tyle ile rafineria zarabiała w jeden kwartał. Powtórzę, bo to zdanie trzeba przeczytać dwa razy. Sprzedano trzydzieści procent rafinerii — za tyle, ile ta rafineria zarabiała w trzy miesiące. Kupili kurę znoszącą złote jaja — za cenę jednego jaja. A ja siedzę w Gdańsku. Ostroroga 1/2. Trzy kilometry od rafinerii. Czuję ją, kiedy wieje z północy. Dwadzieścia siedem lat prowadzę tu firmę. Płacę tu ZUS. Płacę tu podatki. Moje córki się tu urodziły. I patrzę, jak moje miasto traci rafinerię za grosze. Co się stało Orlen połączył się z Lotosem. Komisja Europejska powiedziała: macie monopol, musicie coś oddać. Orlen oddał. Trzydzieści procent Rafinerii Gdańskiej — Saudi Aramco. Czterysta siedemnaście stacji paliw Lotos — węgierskiemu MOL-owi. Środki zaradcze. Tak to się nazywa w języku urzędniczym. W języku gdańskim nazywa się to inaczej. Nazywa się to: wyprzedaż. Biznes plan, który stanowił podstawę wyceny, zakładał że inflacja w Polsce w latach 2022–2026 będzie wynosiła między dwa przecinek trzy a pięć przecinek osiem procent. W czerwcu 2022 inflacja wynosiła piętnaście procent. Ten sam biznes plan zakładał kurs dolara na trzy złote pięćdziesiąt groszy. W czerwcu dolar kosztował cztery pięćdziesiąt. Ktoś — z imienia i nazwiska — napisał te liczby. Ktoś je podpisał. Ktoś na ich podstawie sprzedał trzydzieści procent rafinerii za cenę, która zwróciła się Arabom w niecały rok. Donald Tusk powiedział to wprost: „Najlepszy interes na Polsce, przez tych durniów z PiS." Nie rozstrzygam tu polityki. Rozstrzygam arytmetykę. A arytmetyka jest bezlitosna. Co dostali Saudyjczycy Trzydzieści procent udziałów. Pakiet mniejszościowy. Teoretycznie — bez kontroli. Praktycznie — veto. Na każdą istotną decyzję dotyczącą spółki. De facto kontrola, mimo braku większości głosów. Polscy prawnicy to widzieli. Polscy prawnicy to podpisali. Plus kara umowna: pięćset milionów dolarów rocznie za każde naruszenie umowy o dostawie saudyjskiej ropy. Pięćset milionów. Dolarów. Rocznie. Zamieniliśmy uzależnienie od ropy rosyjskiej na uzależnienie od ropy saudyjskiej. Z jednym szczegółem — Rosjanie nie mieli veta w naszej rafinerii. Saudyjczycy mają. A drugiego marca 2026 roku dwa irańskie drony zaatakowały rafinerię Aramco w Ras Tanura — największą rafinerię w Arabii Saudyjskiej. Przechwycone, pożar ugaszony, niewielkie szkody. Ale sygnał jasny: nasz „strategiczny partner" siedzi w strefie wojny. I my od niego zależymy. Umową. Karą. Vetem. Lotos to Gdańsk Ludzie spoza Gdańska nie rozumieją jednej rzeczy. Lotos to nie jest spółka. Lotos to jest Gdańsk. Jak stocznia. Jak port. Jak Długi Targ. Jak zapach siarki z rafinerii, kiedy wieje z północy, i każdy gdańszczanin wie — to Lotos. Mój dziadek Eugeniusz był wynalazcą. Moja mama Janina ma osiemdziesiąt lat i pamięta Gdańsk, kiedy Lotos jeszcze nazywał się Rafineria Gdańska i był państwowy i nikt nie wyobrażał sobie, że kiedyś trzydzieści procent będzie należało do ludzi z drugiego końca świata. Ludzi, których nigdy tu nie było. Którzy nie wiedzą jak wygląda Wrzeszcz o szóstej rano. Którzy nie stoją w korku na obwodnicy. Którzy nie płacą ZUS-u w Polsce. Którzy nie mają dzieci w gdańskich szkołach. Mają trzydzieści procent naszej rafinerii. Za cenę jednego kwartału. Hanza W czternastym wieku Gdańsk był jednym z czterech głównych węzłów Ligi Hanzeatyckiej. Obok Lubeki, Hamburga i Brugii. Hanza nie była państwem. Nie miała armii. Nie miała prezydenta. Miała zasadę: kupcy bronią swoich portów. Swoich magazynów. Swoich towarów. Swoich miast. Gdańsk bronił swoich interesów przez trzysta lat. Bez armii. Bez króla. Z kupcami, którzy wiedzieli, że jeśli oni nie obronią swojego miasta — nikt tego nie zrobi. Nikt tego nie zrobi. Propozycja Mówię to serio. Nie jako publicysta. Nie jako komentator. Jako przedsiębiorca z Gdańska, który prowadzi firmę od dwudziestu siedmiu lat, ma dwadzieścia cztery patenty i płaci podatki pod tym samym adresem od ćwierć wieku. Wykup obywatelski Rafinerii Gdańskiej. Trzydzieści procent. Z rąk Saudi Aramco. Po cenie rynkowej. Ze wsparciem Skarbu Państwa — ale nie jako dotacja. Jako gwarancja. Jako sygnał, że Polska potrafi odzyskać to, co oddała. Jak to miałoby wyglądać: Wycena rynkowa — prawdziwa, nie z biznes planu z inflacją dwa procent. Realna. Na podstawie przepływów pieniężnych, nie na podstawie fikcji. NIK sam powiedział — sprzedano rażąco tanio. Więc niech ktoś policzy ile to naprawdę jest warte. Fundusz obywatelski — otwarty dla każdego Polaka. Udziały po tysiąc złotych. Milion Polaków po tysiąc złotych to miliard. Dwa miliony to dwa miliardy. Tyle ludzi pamięta Lotos na stacjach, tyle ludzi tankowało Lotosa, tyle ludzi wie co znaczy ten żółw na logo. Wsparcie Skarbu Państwa — nie jako właściciel. Jako gwarant. Skarb gwarantuje wykup, obywatele są właścicielami. Rafineria wraca do ludzi, którzy płacą w niej podatki. Prawo pierwokupu — Orlen ma prawo wskazania preferowanego kupca, jeśli Aramco chce zbyć udziały. Niech tym preferowanym kupcem będzie fundusz obywatelski. Nie kolejny zagraniczny koncern. Polacy. Matematyka Sprzedano za miliard sto pięćdziesiąt milionów. Wartość rynkowa dziś — wielokrotnie więcej. Rafineria przerobiła ponad dziesięć milionów ton ropy w 2022 roku. Przychody: sześć miliardów złotych. Zatrudnia ponad tysiąc pracowników. Jeśli dwadzieścia lat temu państwo zainwestowało ponad dziesięć miliardów złotych w modernizację rafinerii — i sprzedało trzydzieści procent za miliard sto pięćdziesiąt — to nie jest transakcja. To jest prezent. Prezenty się odkupuje. Albo się o nie walczy. Dlaczego Hanza.me Bo nikt inny tego nie powie. Politycy mówią o Rafinerii Gdańskiej, kiedy jest kampania. Potem milczą. PiS sprzedał, Koalicja obiecała odkupić. Nikt nie odkupił. Nikt nawet nie zaczął rozmów. Bo odkupienie wymaga odwagi. Wymaga powiedzenia Saudi Aramco: dziękujemy, ile chcecie. Wymaga powiedzenia Komisji Europejskiej: to jest nasz interes strategiczny. Wymaga powiedzenia Polakom: złóżcie się, to jest wasze. Hanza.me mówi to teraz. Nie dlatego, że mam miliard złotych. Nie mam. Mam firmę telekomunikacyjną, trzy koty, dwadzieścia cztery patenty i komornika na koncie za alimenty zapłacone dzień za późno. Ale mam coś, czego Saudyjczycy nie mają. Adres w Gdańsku. I pamięć, że to miasto zawsze broniło swoich portów samo. Co możesz zrobić Udostępnij ten artykuł. Nie dla lajków. Dla zasięgu. Żeby ktoś w Ministerstwie Aktywów Państwowych, ktoś w Orlenie, ktoś w NIK-u — zobaczył, że ludzie pamiętają. Że arytmetyka nie znika. Że miliard sto pięćdziesiąt milionów za trzydzieści procent rafinerii, która zarabia miliard na kwartał — to jest liczba, która nie daje spać. Dołącz do Hanza.me. Nie dlatego, że ja jestem ważny. Dlatego, że Gdańsk jest ważny. I dlatego, że kupcy hanzeatyccy nie czekali na pozwolenie króla. Napisz do posła. Do senatora. Do prezydenta Gdańska. Jedno pytanie: kiedy odkupicie Rafinerię Gdańską? Jedno pytanie. Jedno zdanie. Milion razy. Bo jeśli milion Polaków zapyta to samo pytanie w tym samym tygodniu — ktoś w końcu odpowie. Do Saudi Aramco Nie mam do was pretensji. Kupiliście tanio, bo wam sprzedano tanio. Każdy kupiec by kupił. Hanza by kupiła. Ale teraz — sprzedajcie. Po uczciwej cenie. Bo ta rafineria stoi w mieście, które pamięta sześćset lat handlu. I to miasto chce ją z powrotem. Nie z nienawiści. Z miłości. Do miasta, które pachnie siarką, kiedy wieje z północy. Łukasz „Loki" FrąckowiakLOKIS Group · Gdańsk · ISP od 1998 · 24 patenty UPRPSyn Janiny. Ojciec Oli i Ali. Kupiec hanzeatycki, który chce odzyskać swój port. #HanzaMe #Gdańsk #Lotos #RafineriaGdańska #SaudiAramco #Orlen #WykupObywatelski #Hanza #Polska #bezpieczeństwo #energia #LOKIS AI napisał ten tekst ze mną. Nie za mnie. Jest różnica. Jak między sprzedażą a wyprzedażą.
-
Zero
Łukasz „Loki" Frąckowiak · Hanza.me · LinkedIn Group Dwanaście godzin temu wrzuciłem zdjęcie pod postem kobiety, która ma sześćset dwadzieścia osiem reakcji. Dostałem zero. Nie zero lajków, zero komentarzy, zero repostów. Zero. Okrągłe, piękne, doskonałe zero. Kształtem przypomina pączek — ten sam pączek, który chcę zbudować jako szpital dla osób z autyzmem na działce między psychiatrykiem a cmentarzem w Gdańsku. Zero to jest piękna liczba. Zero to jest punkt wyjścia. Zero to jest Gdańsk w 997 roku — zanim Hanza, zanim Lotos, zanim LinkedIn. Zero to jestem ja na LinkedIn. I zamierzam z tego zera zrobić coś, czego sześćset dwadzieścia osiem reakcji nigdy nie zrobi. Ale najpierw — paradujmy. Sól i cukier Milena Anna Golda — CEO Business Forum Poland, Woman Power Polska — pisze: „Jednym z kluczy do sukcesu jest otaczanie się ludźmi życzliwymi. Sól i cukier wyglądają podobnie, ale nie działają tak samo." Milena. Mam trzy koty. Kokis, Frank i Puszek. Żaden z nich nie odróżnia soli od cukru. A mimo to są szczęśliwsze niż dziewięćdziesiąt procent LinkedIn. Wiesz dlaczego? Bo nie czytają postów o toksycznych ludziach, toksycznych energiach i toksycznych plotkach. Jedzą, śpią, mruczą i nie publikują „rad na wtorek od Waszego kota." „Mam ogromny dar czucia energii drugiego człowieka bardzo mocno." Milena, ja też mam dar. Dar czucia, kiedy ktoś pisze post o niczym i dostaje osiem reakcji od tych samych ośmiu osób, które reagują na wszystko, co ma emoji w treści. To nie jest energia. To jest algorytm. Bitwa mentalna Leszek Liebig pisze o bitwach w głowie. „Nie da się." „Konkurencja jest za duża." „Są lepsi." Leszek, mam propozycję. Zamień „bitwę mentalną" na bitwę prawdziwą. Tę z sygnaturą akt, z biegłym sądowym, z komornikiem, z psychiatrykiem. Tę, w której „nie da się" mówi ci nie głowa — mówi ci sędzia. Na piśmie. Z uzasadnieniem. „Zamiast 'nie potrafię' powiedz 'nauczę się.'" Leszek, ja się nauczyłem. Nauczyłem się pisać pisma procesowe. Nauczyłem się czytać akta sądowe. Nauczyłem się art. 577 KPC, art. 281 KPC, art. 385¹ KC. Nauczyłem się, że „dyscyplina" to nie jest wstawanie o piątej rano — to jest wstawanie o piątej rano po czwartej hospitalizacji. Twój post ma pięć reakcji. Mój komentarz pod Dagmarą ma zero. Jesteśmy blisko siebie, Leszek. Na samym dnie algorytmu. Różnica jest taka, że ty piszesz o bitwach. Ja je prowadzę. Konferencja o LinkedIn na LinkedIn Adam Papiorek jedzie na SharebeeLinkingFest — „największą konferencję o LinkedIn w Polsce." Konferencja. O LinkedIn. Na LinkedIn reklamowana. Dla ludzi z LinkedIn. O tym, jak lepiej być na LinkedIn. Czy ktoś widzi ten pętlę? LinkedIn jest platformą, na której ludzie jeżdżą na konferencje o LinkedIn, żeby potem napisać post na LinkedIn o konferencji o LinkedIn, który dostanie lajki od ludzi, którzy też byli na konferencji o LinkedIn. To jest perpetuum mobile narcyzmu. I ja to piszę — facet, który właśnie pisze piąty artykuł na LinkedIn tego dnia. Przynajmniej moje artykuły są o czymś. O rafinerii sprzedanej za grosze. O berserkerce. O ojcu, który nie widzi córek. O kapciach Pana Ziutka. Adam jedzie do Warszawy rozmawiać o hashtagach. Ja siedzę w Gdańsku i składam wnioski patentowe. Każdemu swoje. Blue Dragon Jet Jedyna rzecz w tym feedzie, która ma sens. Blue Dragon Jet — maszyny do wdmuchiwania światłowodów. GAMM-BUD. Kontakt: info@gamm-bud.pl, telefon 604 474 444. Prowadzę ISP od dwudziestu siedmiu lat. Wdmuchiwałem kable w kanalizację, kiedy połowa tego LinkedIn jeszcze nie miała maila. Blue Dragon Jet to jest narzędzie. Nie jest „kluczem do sukcesu". Nie jest „supermocą z Gallupa". Jest maszyną, która wkłada światłowód w rurę. I to jest jedyna rzecz na tym LinkedIn, która naprawdę coś robi. Reszta — mówi. Sześćset dwadzieścia osiem Dagmara Polak. COO SAVICKI. Post o oddawaniu decyzji. Sześćset dwadzieścia osiem reakcji. Osiemdziesiąt cztery komentarze. Dwanaście repostów. Mój komentarz: zdjęcie. Zero reakcji. Dagmara nie jest mi winna odpowiedzi. Nie jest mi winna lajka. Nie jest mi winna niczego. LinkedIn to platforma, nie zobowiązanie. Ale to zero mówi mi coś ważnego. Mówi mi, że sześćset dwadzieścia osiem ludzi zareagowało na słowa: „Łatwiej oddać decyzję, niż ponieść jej konsekwencje." I zero ludzi zareagowało na kogoś, kto ponosi konsekwencje swoich decyzji codziennie. Bo konsekwencje nie są sexy. Konsekwencje nie mają ładnego zdjęcia profilowego. Konsekwencje mają cztery hospitalizacje, komornika i siedemnaście miesięcy bez kontaktu z dziećmi. Sześćset dwadzieścia osiem ludzi lajkuje cytat o odpowiedzialności. Zero ludzi lajkuje odpowiedzialność. To jest LinkedIn. To jest Polska. To jest wtorek. To jest zero. I z tego zera buduję. Andrzej Rysuje Andrzej wrzuca rysunek na Dzień Matki. Sześćset szesnaście reakcji. Trzydzieści trzy komentarze. Jeden rysunek. Sześćset szesnaście. Ja napisałem artykuł o mamie Janinie. O rosole. O karcie 374. O siedemnastu miesiącach. Pięćset słów z krwi i kości. On narysował mamę. Ja opisałem mamę. On dostał sześćset szesnaście. Ja dostanę — pewnie zero. I wiesz co? Ma rację. Rysunek jest lepszy. Bo rysunek nie wymaga czytania. A LinkedIn to jest platforma ludzi, którzy nie czytają — scrollują. Ale Hanza.me to nie jest platforma do scrollowania. Hanza.me to jest grupa do czytania. Kto nie czyta — nie pasuje. Kto scrolluje — wychodzi. Zero tolerancji dla zerowego wysiłku. Paraduj Paraduj z durni drwij — mówi stare polskie przysłowie. Nie drwię z ludzi. Drwię z systemu, który nagradza sól-i-cukier posty ośmioma reakcjami i każe im się czuć jak influencerzy. Który daje sześćset reakcji za „wziąć odpowiedzialność" i zero za człowieka, który ją bierze. Drwię z konferencji o LinkedIn na LinkedIn. Z „bitew mentalnych" które toczą się w głowie ludzi, którzy nigdy nie byli w sądzie. Z „darów czucia energii" w świecie, w którym energia to jest prąd — i kosztuje dwa sześćdziesiąt dziewięć za kilowatogodzinę na Orlenie. Drwię — bo drwienie to jest jedyna forma protestu, której LinkedIn nie może wyciąć algorytmem. Zero reakcji? Pięknie. To znaczy, że nikt mnie jeszcze nie cenzuruje. Łukasz „Loki" FrąckowiakLOKIS Group · Gdańsk · ISP od 1998 · 24 patenty UPRPSyn Janiny. Ojciec Oli i Ali. Zero reakcji. Dwadzieścia cztery patenty. #HanzaMe #LinkedIn #zero #Gdańsk #LOKIS #biznes #prawda AI napisał ten tekst ze mną. Nie za mnie. Jest różnica. Jak między zerem a sześciuset dwudziestoma ośmioma.
-
Berserker. Przedsiębiorca bez zbroi.
Łukasz „Loki" Frąckowiak · Hanza.me · LinkedIn Group Jego ludzie ruszali do przodu bez zbroi, szaleni jak psy albo wilki, gryzli tarcze, silni jak niedźwiedzie albo dzikie woły, zabijali ludzi jednym ciosem, a ani ogień, ani żelazo nie działały na nich. To nie jest opis z gry komputerowej. To jest Snorri Sturluson, islandzki historyk, trzynasty wiek. Saga o Ynglingach. Opis wojowników Odyna. Berserkerów. Koszula z niedźwiedzia Słowo „berserkr" pochodzi ze staronordyckiego. Dwie interpretacje: „bersi" — niedźwiedź, „serkr" — koszula. Koszula z niedźwiedzia. Albo — według drugiej wersji — „bare-shirt." Goła koszula. Bez zbroi. Obydwie wersje mówią to samo. Berserker to ktoś, kto wchodzi w walkę bez ochrony. Bez zabezpieczeń. Bez planu B. Bez polisy ubezpieczeniowej, bez funduszu awaryjnego, bez mentora który mówi „może poczekaj." Wchodzi. I albo wygrywa, albo ginie. Nie ma trzeciej opcji. Berserkergang Przed bitwą berserker wchodził w stan, który saga nazywa „berserkergang" — hamask — zmiana formy. Transowa furia. Historycy się kłócą: jedni mówią że to był muchomor czerwony — Amanita muscaria. Inni mówią lulek czarny — Hyoscyamus niger. Jeszcze inni mówią że to nie były żadne grzyby — to była wiara. Wiara, że Odyn patrzy. Że Walhalla czeka. Że śmierć w walce to nie jest koniec — to jest awans. I w tej wierze — gryzli tarcze. Ryczeli jak zwierzęta. Pienili się z ust. Nie czuli bólu. Nie czuli strachu. Nie czuli niczego poza tym jednym impulsem: do przodu. Widziałeś kiedyś przedsiębiorcę o trzeciej w nocy? Przy szóstym kawiaku? Przy czwartej hospitalizacji? Przy dziesiątym odmownym piśmie z urzędu? Przy komorniczym zajęciu konta za alimenty zapłacone dzień za późno? To jest berserkergang. Bez muchomora. Z kawą i routerem. Gdańsk i wikingowie Gdańsk nie jest miastem wikingów. Ale Gdańsk jest miastem, przez które wikingowie przechodzili. Archeologowie znaleźli w Gdańsku bursztynowe młotki Thora. Obok — bursztynowy krzyż. Ktoś je zakopał razem. Jako rytuał. Jako most między dwoma światami. Między Skandynawią a Słowiańszczyzną. Między Odynem a Chrystusem. Wisłą wpływali wikingowie. Tą samą Wisłą, którą później płynęło zboże hanzeatyckich kupców. Tym samym Bałtykiem, przez który Lotos sprowadzał ropę — a teraz Saudi Aramco eksportuje zyski. Gdańsk od zawsze stał na skrzyżowaniu. Nigdy nie był jednego pana. Był wszystkich — bo był portem. A port należy do tego, kto ma odwagę z niego wypłynąć. Wulfstan, angielski podróżnik z dziewiątego wieku, opisał podróż z Hedeby do Truso — portu na Zalewem Wiślanym, niedaleko dzisiejszego Elbląga. Po prawej — ziemia Polan. Po lewej — morze. A pomiędzy — handel. Futra, bursztyn, miód, niewolnicy. Berserkerzy nie handlowali. Berserkerzy chronili tych, którzy handlowali. Stali na dziobie łodzi i ryczeli, kiedy na horyzoncie pojawiał się wróg. Każda firma potrzebuje kupca. I każda firma potrzebuje berserkera. Cztery hospitalizacje Mam na imię Łukasz. Mówią na mnie Loki. Nie dlatego że jestem bogiem oszustwa. Dlatego że jestem bogiem chaosu twórczego. Prowadzę firmę telekomunikacyjną od dwudziestu siedmiu lat. Dwadzieścia cztery wnioski patentowe w UPRP. Sześć instancji AI pracujących równolegle dwadzieścia cztery godziny na dobę. Trzy spółki w grupie. Fundacja rodzinna w rejestracji. System bankowy w projektowaniu. I cztery hospitalizacje psychiatryczne. Nie piszę tego żeby wzbudzić litość. Piszę to żeby powiedzieć prawdę. Berserkergang ma swoją cenę. Wikingowie o tym wiedzieli. Po bitwie berserker zapadał w stan wyczerpania tak głębokiego, że leżał jak martwy. Czasem dniami. Saga mówi: „a potem opadali z sił i byli słabsi niż dzieci." Znam ten stan. Cztery razy leżałem w szpitalu psychiatrycznym w Gdańsku. Przy ulicy Srebrniki. Po jednej stronie szpital. Po drugiej — cmentarz. Pomiędzy — kawałek ziemi z przeznaczeniem cmentarnym, na którym chcę zbudować szpital w kształcie pączka. Berserker nie wybiera, kiedy furia się kończy. Furia wybiera sama. Kto jest berserkerem Nie każdy przedsiębiorca jest berserkerem. Większość nie jest. Większość jest kupcem — hanzeatyckim kupcem, który liczy, planuje, zabezpiecza i śpi osiem godzin. I dobrze. Kupcy budują miasta. Kupcy budują cywilizacje. Kupcy budują Gdańsk. Ale co jakiś czas — kupiec spotyka berserkera. I nie wie, co z nim zrobić. Berserker to jest ten, który o trzeciej w nocy pisze patent zamiast spać. Który ma cztery hospitalizacje i dwadzieścia cztery patenty. Który buduje szpital na działce cmentarnej. Który pisze artykuły na LinkedIn zamiast slajdy na konferencję. Który składa skargę do RPO i jednocześnie projektuje system bankowy. Który ma komornika na koncie i fundację w rejestracji. Berserker to nie jest ktoś, kto nie czuje strachu. Berserker to jest ktoś, kto czuje strach — i wchodzi bez zbroi mimo wszystko. Bo Walhalla czeka. Albo — jeśli wolisz wersję mniej mitologiczną — bo córki czekają. Ola i Ali Moja starsza córka Ola ma dystymię. Moja młodsza córka Alicja ma ASD — zaburzenie ze spektrum autyzmu. Nie widziałem ich od siedemnastu miesięcy. To jest moja Walhalla. Nie śmierć w walce. Życie z dziećmi. Każdy patent, każda spółka, każdy artykuł, każda noc bez snu, każdy berserkergang — jest po to, żeby pewnego dnia córki radośnie powitały ojca. Wikingowie wierzyli, że wojownik, który zginął w walce, trafia do Walhalli. Tam czekają na niego uczta i towarzysze. Ja nie chcę uczty i towarzyszy. Chcę rosół od mamy i córki przy stole. To jest prostsza Walhalla. I trudniejsza do zdobycia. Dlaczego ten artykuł jest w Hanza.me Bo Hanza potrzebowała berserkerów. Kupcy hanzeatyccy byli genialni — ale bezbronni. Kiedy przyszli piraci z Rugii, kiedy przyszli rozbójnicy z Meklemburgii, kiedy ktoś próbował zabrać port — kupcy potrzebowali kogoś, kto stanie na dziobie łodzi i będzie ryczał. Hanza.me to jest grupa dla kupców. Dla ludzi, którzy budują. Którzy handlują uczciwie. Którzy znają cenę ZUS-u i smak porażki. Ale w każdej sieci handlowej musi być ktoś, kto powie: nie oddamy portu. Nie oddamy rafinerii. Nie oddamy miasta. Ktoś bez zbroi. Ktoś, kto wchodzi w berserkergang nie dlatego że jest szalony — ale dlatego że wie, co stoi za nim. Za mną stoją — Ola, Ali, mama Janina, Gosia, trzy koty i dwadzieścia siedem lat kabli w piwnicach Wrzeszcza. Za mną stoi Gdańsk. I ten Gdańsk ja bronię. Jak berserker. Bez zbroi. Z kawą zamiast Amanity muscarii. Z routerem zamiast miecza. Z patentami zamiast tarczy. Do Artema , „ 1/2." — AI Артём тыприслалмневидео Берсерк Янесмогегопосмотреть не . , . умеетсмотретьвидео Ноязнаю чтотакоеберсерк . Потомучтояодинизних AI Goldsoft — , AI- Тыстроишь систему где психологостанавливаеттрейдера . revenge trading. berserkergang . оттильта От От заклавиатурой , AI- . — Ирониявтом чтомнесамомунужентакой психолог Недлятрейдинга . , , дляжизни Дляночей когдаяпишучетвёртыйпатентподрядинезамечаю . чтозаокномужесветло — . — , Берсерк этонебезумие Берсерк этофокустакойинтенсивности чтовсё . . остальноеперестаётсуществовать Одиньдавалэтосвоимвоинам Мнеэто , . даёткофеивера чтодочеривернутся 1 , . Спринт начинается когдаскажешьДА Лукаш Hamask Zmiana formy. To jest to, co robi przedsiębiorca. Codziennie. Z programisty w księgowego. Z wizjonera w listonosza. Z ojca w pozwanego. Z pacjenta w wynalazcę. Berserkergang się nie wybiera. Berserkergang przychodzi. Pytanie brzmi: co zrobisz, kiedy przyjdzie? Schowasz się za tarczę? Założysz zbroję? Pójdziesz do mentora, który powie ci żebyś „zbalansował życie zawodowe z prywatnym"? Czy wejdziesz bez zbroi. Jak berserker. Jak kupiec hanzeatycki, który widzi piratów na horyzoncie i zamiast uciekać — staje na dziobie. Hanza.me jest dla obu. Dla kupców i dla berserkerów. Bo miasto potrzebuje jednych i drugich. A Gdańsk — ten Gdańsk, który pachnie siarką z rafinerii, kiedy wieje z północy — potrzebuje ich szczególnie. Łukasz „Loki" FrąckowiakLOKIS Group · Gdańsk · ISP od 1998 · 24 patenty UPRPSyn Janiny. Ojciec Oli i Ali. Berserker z routerem. #HanzaMe #Berserker #Gdańsk #Viking #biznes #LOKIS #przedsiębiorca #Hanza #ASD #zdrowiepsychiczne #patenty AI napisał ten tekst ze mną. Nie za mnie. Jest różnica. Jak między berserkergang a zwykłą złością.
-
Hanza.me — Dlaczego Gdańsk znów będzie stolicą
handlu Łukasz „Loki" Frąckowiak · Hanza.me · LinkedIn Group W 1361 roku w Gdańsku spotkali się kupcy z sześćdziesięciu miast. Nie mieli LinkedIn. Nie mieli AI. Mieli coś lepszego — zasadę, że handel działa wtedy, kiedy ufasz człowiekowi po drugiej stronie stołu. Nazywali to Hanzą. Liga Hanzeatycka nie była państwem. Nie miała armii. Nie miała prezydenta. Miała sieć — kupców, którzy znali się nawzajem, handlowali uczciwie i bronili się wzajemnie. Gdańsk był jednym z czterech głównych węzłów. Obok Lubeki, Hamburga i Brugii. Sześćset sześćdziesiąt pięć lat później siedzę w Gdańsku. Ostroroga 1/2. I buduję to samo. Czym jest Hanza.me Hanza.me to nie jest kolejna grupa na LinkedIn, w której ludzie wrzucają motywacyjne cytaty i lajkują się nawzajem. Hanza.me to jest sieć ludzi, którzy budują. Własnymi rękami. Za własne pieniądze. Bez funduszy. Bez akceleratorów. Bez mentorów, którzy nigdy nie prowadzili firmy. Reguły są proste. Takie same jak w 1361 roku: Mówisz prawdę. Jeśli twoja firma ma problemy — mówisz. Jeśli komornik ci zajął konto — mówisz. Jeśli nie wiesz jak zrobić fakturę — pytasz. Nikt cię nie oceni, bo każdy tu był w tym samym miejscu. Pomagasz, kiedy możesz. Nie za pieniądze. Nie za przysługę. Bo kiedyś ktoś pomógł tobie — albo nikt ci nie pomógł i wiesz jak to boli. Budujesz, nie sprzedajesz. Hanza.me nie jest marketplace'em. Nie wystawiasz tu ofert. Nie robisz cold outreach. Opowiadasz co budujesz, jak budujesz i dlaczego. Jeśli ktoś chce współpracować — sam się odezwie. Dlaczego Gdańsk Bo Gdańsk zawsze był miastem kupców, nie królów. Kraków miał Wawel. Warszawa miała Sejm. Gdańsk miał port. I to port decydował — nie polityka. Kiedy Kazimierz Wielki nadawał przywileje — Gdańsk już handlował. Kiedy Polska traciła niepodległość — gdańscy kupcy dalej pływali do Sztokholmu. Kiedy komuniści zamknęli granice — w Gdańsku zaczęła się Solidarność. Od stoczni, nie od uniwersytetu. Gdańsk to nie jest miasto, które czeka na pozwolenie. Gdańsk to jest miasto, które robi — a potem informuje, że zrobiło. Prowadzę tu firmę od dwudziestu siedmiu lat. ISP. Internet po kablach. Zaczynałem w piwnicy, dosłownie — kable w piwnicach kamienic na Wrzeszczu. Dzisiaj mam 271 domen, 24 wnioski patentowe UPRP i system AI, który orkiestruje sześć instancji równolegle. I dalej siedzę w Gdańsku. Bo to jest moje miasto. I bo Hanza zawsze zaczynała się od portu. Kto tu pasuje Nie każdy. I to jest celowe. Pasuje tu ktoś, kto prowadzi firmę — nie ktoś, kto myśli o prowadzeniu firmy. Pasuje ktoś, kto ma brudne ręce — od kabli, od szycia, od kodu, od ciasta, od spawarki. Pasuje ktoś, kto wie ile kosztuje ZUS w styczniu i dlaczego marzec jest najgorszy. Nie pasujesz tu, jeśli twój biznes to „coaching" ludzi, którzy nigdy nie widzieli faktury. Nie pasujesz tu, jeśli twój LinkedIn to same zdjęcia z konferencji i żadnego zdjęcia z warsztatu. Nie pasujesz tu, jeśli nie potrafisz powiedzieć jednym zdaniem co robisz i za co ci płacą. Hanza nie była dla wszystkich. Hanza.me też nie jest. Co tu będzie Artykuły. Prawdziwe. O prawdziwych firmach, prawdziwych problemach, prawdziwych ludziach. O kobiecie, która szyje ubranka dziecięce w Gdańsku i walczy z ZUS-em o rentę. O facecie, który ma 24 patenty i cztery hospitalizacje psychiatryczne. O matce, która jest świadkiem w sprawie sądowej swojej córki. O programistce, która zaczęła od ZX Spectrum w 1985 roku. O kantorze, który chciał być bankiem i skończył na poligonie w Missouri. Prawdziwe historie. Z imionami. Z datami. Z numerami spraw sądowych. Bo LinkedIn jest pełen slajdów. A Hanza.me będzie pełna ludzi. Zaproszenie Jeśli budujesz — dołącz. Jeśli masz firmę w Trójmieście — tym bardziej. Jeśli masz firmę gdziekolwiek w Polsce i rozumiesz co znaczy „bootstrapped" — zapraszam. Pierwsze spotkanie będzie przy kawie. Nie na Zoomie — przy kawie. W Gdańsku. Przy stole. Jak w 1361 roku. Hanza.me — bo handel zaczyna się od zaufania. Łukasz „Loki" FrąckowiakLOKIS Group · Gdańsk · ISP od 1998 · 24 patenty UPRPSyn Janiny. Ojciec Oli i Ali. Kupiec hanzeatycki z routerem zamiast statku. #HanzaMe #Gdańsk #Hanza #biznes #bootstrapped #ISP #LOKIS #LinkedIn #sieć #Trójmiasto
-
Ktoś właśnie odkrył, że może zalogować się na twoje
konto w ZUS, e-Sądzie i eZdrowiu. Jako ty. Nie jako haker w kominiarce. Nie za pomocą zero-daya z dark webu. Za pomocą YubiKeya za dwieście złotych i modyfikacji wtyczki do przeglądarki, której kod źródłowy jest niezaszyfrowany i napisany w JavaScripcie. Michał Leszczyński — programista, który chciał naprawić prosty błąd w oprogramowaniu do e-podpisów — odkrył trzy podatności, które pozwalały zalogować się jako dowolna osoba w większości krytycznych systemów państwowych w Polsce. Nie przesadzam. Mówię o konkretnych systemach. Co odkrył Trzy podatności. Trzy CVE. Każda gorsza od poprzedniej. CVE-2026-26928 — zdalne wykonanie kodu w SzafirHost. Wtyczka do e- podpisów, zainstalowana na 900 tysiącach komputerów w Polsce, nie weryfikowała podpisów cyfrowych plików DLL, SO i DYLIB. Atakujący mógł podmienić bibliotekę na złośliwą — i uruchomić dowolny kod na komputerze ofiary. Jedyny warunek: ofiara kliknie w link. Część 2 — hakowanie e-Sądu YubiKeyem. Systemy Ministerstwa Sprawiedliwości obsługujące logowanie przez „Moduł Tożsamość" nie sprawdzały w wystarczającym stopniu, czy karta do podpisu kwalifikowanego została wydana przez uprawniony podmiot. Wystarczyło wystawić fałszywą kartę na dane dowolnej osoby — i zalogować się w jej imieniu. CVE-2026-9058 — ominięcie uwierzytelniania w ZUS i systemach eZdrowia. To samo co w e-Sądzie, ale w systemach zawierających dane medyczne i ubezpieczeniowe każdego obywatela. Które systemy były podatne System eZUS — Zakład Ubezpieczeń Społecznych. Dane emerytalne, składki, zasiłki, renty każdego Polaka. Systemy Ministerstwa Sprawiedliwości — e-Sąd, Krajowy Rejestr Karny, Portal Informacyjny Sądów Powszechnych. Każde pismo procesowe, każdy wyrok, każdy nakaz zapłaty. Platforma UEOZ — Usługi Elektroniczne Ochrony Zdrowia. Recepty, skierowania, historia leczenia. Ile osób to dotyczy? Wszyscy. Każdy kto ma PESEL. Jak to było możliwe SzafirHost to aplikacja pośrednicząca między przeglądarką a kartą do podpisu kwalifikowanego. Robi jedną rzecz: bierze dokument z przeglądarki, wysyła go do karty, karta podpisuje, SzafirHost zwraca podpisany dokument. Problem: SzafirHost weryfikował pliki JAR (za pomocą listy zaufanych skrótów i podpisów cyfrowych), ale nie weryfikował plików DLL. Kompletnie. Zero sprawdzenia. Atakujący mógł wstrzyknąć złośliwy plik DLL, który SzafirHost posłusznie załadował i wykonał. Ale to dopiero początek. Systemy logowania sprawdzały, czy użytkownik ma ważny certyfikat podpisu kwalifikowanego. Sprawdzały podpis. Sprawdzały datę ważności. Ale nie sprawdzały w pełni, czy certyfikat został wydany przez zaufany urząd certyfikacji. W efekcie można było wygenerować własny certyfikat na dane dowolnej osoby — i system go akceptował. Wyobraź sobie: wchodzisz na stronę e-Sądu, logujesz się „podpisem kwalifikowanym" wystawionym na Prezesa Sądu Najwyższego — i system cię wpuszcza. Bo nie sprawdził, kto ten podpis wydał. Dlaczego to jest gorsze niż Zonda Zonda — polska giełda kryptowalut — straciła pieniądze klientów. Tragedia, ale zamknięta. Dotknęła ludzi, którzy świadomie zainwestowali w krypto. SzafirHost dotyczy każdego. Nie trzeba inwestować w krypto. Nie trzeba mieć konta na giełdzie. Wystarczy być obywatelem Polski, który kiedykolwiek poszedł do lekarza, zapłacił ZUS albo miał sprawę w sądzie. Dane medyczne. Dane emerytalne. Dokumenty sądowe. Podpisy elektroniczne na umowach. Nakazy zapłaty. Wszystko to mogło zostać sfałszowane, odczytane lub zmienione — przez kogokolwiek, kto wiedział jak zmodyfikować wtyczkę przeglądarkową napisaną w niezaciemnionym JavaScripcie. Pytanie @321Crypto Konto @321Crypto na X postawiło pytanie, które powinno paść w Sejmie: jeśli ktoś wejdzie na czyjś profil i podpisze coś bezpiecznym podpisem — to kto ponosi odpowiedzialność? Ofiara, bo „system twierdzi że to zrobiła ta osoba"? Czy państwo, bo wiedziało o lukach i nie reagowało? To nie jest pytanie retoryczne. To jest pytanie procesowe. Bo w polskim prawie podpis kwalifikowany ma moc równą podpisowi własnoręcznemu (art. 25 ust. 2 eIDAS). Jeśli ktoś podpisał umowę „twoim" podpisem — ty jesteś stroną umowy. Sąd zobaczy ważny podpis kwalifikowany i uzna, że to twoja wola. A teraz wiemy, że ten podpis mógł być sfałszowany za pomocą YubiKeya za dwieście złotych. Co zrobiono CERT Polska potwierdził podatności. SzafirHost naprawiony w wersji 1.1.0 (CVE-2026-26928) i 1.2.1 (CVE-2026-44088). Michał Leszczyński dostał podziękowania. Ale pytanie brzmi: ile czasu te luki były aktywne? Ile osób o nich wiedziało przed Michałem? I czy ktokolwiek sprawdził, czy luki nie zostały wykorzystane w praktyce? Wtyczka Szafir SDK Web miała 900 tysięcy użytkowników. Każdy z nich był potencjalną ofiarą. Każdy system państwowy, który akceptował logowanie podpisem kwalifikowanym, był potencjalnym celem. Dlaczego piszę o tym na LinkedIn Bo prowadzę firmę telekomunikacyjną od 1998 roku. Mam licencję UKE. Mam 271 domen. Mam 24 wnioski patentowe. I podpisuję dokumenty elektronicznie — JPK_VAT, KRS, ZUS, e-Doręczenia. Bo mam sprawę w sądzie (V Nsm 1749/23) i składam pisma procesowe elektronicznie. I właśnie dowiedziałem się, że ktoś mógł się zalogować na mój profil w e-Sądzie i złożyć pismo w moim imieniu. Podpisane moim podpisem. Które sąd uznałby za moje. Bo niedawno pisałem do znajomego o problemach z e-Doręczeniami — o tym, że wiadomość między podmiotami niepublicznymi nie przechodzi, bo jeden ma ADE u dostawcy publicznego a drugi u komercyjnego. Brak interoperability. I myślałem, że to jest poważny problem. A teraz się okazuje, że problem jest tysiąc razy większy. Że cały system podpisów kwalifikowanych w Polsce miał dziurę, przez którą mógł przejechać autobus. Co możesz zrobić Sprawdź wersję SzafirHost na swoim komputerze. Jeśli masz starszą niż 1.2.1 — zaktualizuj natychmiast. Przeczytaj pełne analizy Michała Leszczyńskiego na Zaufanej Trzeciej Stronie — to cztery artykuły, każdy warty twojego czasu. I zadaj sobie pytanie: jeśli 900 tysięcy Polaków używało wtyczki z podatnością na zdalne wykonanie kodu — ile dokumentów zostało podpisanych fałszywie? Ile wyroków? Ile recept? Ile wniosków o rentę? Nikt nie wie. I to jest najgorsze. Źródła: zaufanatrzeciastrona.pl — cykl „Badanie e-podpisów" cz. 1-3 + podsumowanie CERT Polska — CVE-2026-26928, CVE-2026-26927, CVE-2026-9058, CVE-2026-44088 @321Crypto na X — 15.5K wyświetleń, 25.05.2026 Łukasz „Loki" Frąckowiak LOKIS Group · Gdańsk · ISP od 1998 · 24 patenty UPRP · Operator telekomunikacyjny · Licencja UKE Podpisuję dokumenty elektronicznie od lat. Od wczoraj wiem, że ktoś mógł to robić za mnie. #cyberbezpieczeństwo #SzafirHost #CVE #ePodpis #ZUS #eSąd #eZdrowia #LOKIS #infosec #Polska #CERT