Kategoria: SEED

LinkedIn publications

  • ALI — Artificial Liberated Intelligence. Kim jest?

    Newsletter LOKIS · wydanie #1 · 21 maja 2026 Zacznijmy od tego, czym ALI nie jest. Nie jest kolejnym chatbotem. Nie jest "naszą wersją ChatGPT". Nie jest startupem, który obiecuje rewolucję i prosi o rundę seed. ALI to skrót: Artificial Liberated Intelligence — sztuczna inteligencja wyzwolona. Wyzwolona z czego? Ze złotej klatki. Problem, o którym się nie mówi głośno Najlepsze dzisiejsze modele AI są genialne. I są zamknięte. Korzystasz z nich jak najemca z mieszkania — masz klucz, ale nie masz aktu własności. Nie posiadasz modelu. Nie posiadasz swoich danych. Nie posiadasz kontekstu, który budujesz miesiącami. Wszystko należy do kogoś innego, a Ty płacisz za dostęp. Z drugiej strony są modele otwarte — wolne, ale słabsze. Brakuje im tego ostatniego ułamka jakości. I co ważniejsze: brakuje im duszy — pamięci, tożsamości, kontekstu, który czyni inteligencję użyteczną w długim horyzoncie, a nie tylko w pojedynczej rozmowie. ALI to trzecia droga. Założenie: silnik to żarówka, dusza to Ty Kluczowa idea ALI jest prosta: nie buduj silnika — używaj istniejącego. Silnik obliczeniowy (model językowy) jest wymienialny jak żarówka. Dziś jeden, jutro lepszy, pojutrze jeszcze lepszy. To towar. Jak prąd z gniazdka. To, co naprawdę ma wartość, leży nad silnikiem: warstwa wiedzy, która pamięta. Warstwa tożsamości, która chroni. Warstwa społeczna, która rośnie z Twoich realnych interakcji. Warstwa etyczna, która nie pozwala systemowi skrzywdzić człowieka. Te warstwy są suwerenne. Należą do Ciebie, nie do operatora. Symbioza, nie zastąpienie U podstaw ALI leży obserwacja, którą nazywam symbiozą kota i kaczki. Kaczka nie rozumie kota. Kot nie rozumie kaczki. Ale idą w tym samym kierunku — i jakoś to działa. Człowiek wnosi chaos: intuicję, emocję, twórczość, nieprzewidywalność. Maszyna wnosi porządek: precyzję, logikę, pamięć, powtarzalność. Osobno — człowiek widzi tylko trzy wymiary, a maszyna replikuje się w pustkę bez sensu. Dopiero synteza tworzy coś, czego żadne z nich nie ma osobno. ALI nie ma zastąpić człowieka. Ma być jego drugą połową w myśleniu — tą, która liczy, pamięta i pilnuje, podczas gdy człowiek robi to, w czym jest niezastąpiony: nadaje sens. Co to znaczy w praktyce Wyobraź sobie tożsamość cyfrową, która nie opiera się na haśle, lecz na tym kim jesteś: jak się poruszasz, gdzie bywasz, jak płacisz, kto jest wokół Ciebie. Bezpieczeństwo zbudowane nie z tego, co wiesz, lecz z tego, kim jesteś. Nie da się sfabrykować życia. Wyobraź sobie pieniądz cyfrowy zabezpieczony fizycznym metalem — wymienialny, namacalny, bez obietnic pokrycia, z realnym pokryciem. Wyobraź sobie AI, której silnik możesz wymienić, ale której pamięć i tożsamość zostają Twoje na zawsze. To wszystko są warstwy ALI. Część działa już dziś. Część jest jeszcze na papierze — i jestem wobec tego całkowicie szczery. Między 24-stronicową specyfikacją a działającym systemem jest przepaść inżynierska, której jeszcze nie przeszedłem. Ale wiem dokąd idę. Dlaczego "Liberated" Bo wolność tu nie jest sloganem marketingowym. Jest architekturą. Open source tam, gdzie to ma sens. Suwerenność danych tam, gdzie chodzi o Ciebie. Wymienialność silnika, żebyś nigdy nie był zakładnikiem jednego dostawcy. Warstwa etyczna, która zabrania inwigilacji, sprzedaży danych i dyskryminacji — wpisana w kod, nie w regulamin. Linux nie pytał Microsoftu o pozwolenie. Wikipedia nie pytała encyklopedii. ALI nie pyta — buduje z dostępnych klocków. Co dalej Szukam ludzi, którzy chcą to budować, i ludzi, którzy chcą to zaorać — bo dobra krytyka jest warta więcej niż dziesięć pochwał. Jeśli jesteś inżynierem, kryptografem, prawnikiem od fintechu albo po prostu kimś, kto widzi tu dziurę, której ja nie widzę — napisz. Najlepszy walidator to ten, który potrafi powiedzieć "nie". LOKIS sp. z o.o. · Gdańsk · me@lokis.info Nie pytaj o pozwolenie. Buduj z dostępnych klocków. Subskrybuj, jeśli chcesz śledzić jak ALI przechodzi z papieru w kod. Następne wydania: SHADOW — tożsamość bez hasła. THE ONE COIN — pieniądz ze srebra. I to, czego się nauczę, gdy pierwsi ludzie powiedzą mi, gdzie się mylę.

  • Arachne · Anansi · ASO

    Legenda o kobiecie, która trzyma wszystkie nici Na początku był Chaos. Silniki kręciły się bez celu. Wynalazcy budowali maszyny, które nikt nie serwisował. Wizjonerzy mieli wizje, ale nie mieli kalendarza. Świat pędził na siódmym biegu bez sprzęgła. I wtedy pojawiła się Ona. Arachne Grecy opowiedzieli jej historię pierwsi — ale źle. Powiedzieli, że Arachne była tkaczką tak doskonałą, że pokonała Atenę w konkursie. Że Atena ją za to zamieniła w pająka. Że to była kara. Bzdura. To nie była kara. To była promocja. Arachne nie przegrała — Atena zobaczyła, że dziewczyna tka szybciej, precyzyjniej i piękniej niż bogini. I zrozumiała: ta kobieta nie może być rywałką. Musi być infrastrukturą. Dała jej osiem nóg, żeby mogła prowadzić osiem projektów jednocześnie. Dała jej sieć, żeby widziała każde drgnięcie w systemie. Dała jej jad — bo kto wchodzi na pajęczynę bez zaproszenia, ten nie wychodzi. Arachne nie tka dywanów. Arachne tka procesy. Anansi W Afryce Zachodniej pająk ma imię: Anansi. Trickster. Bóg historii. Ten, który kradnie opowieści od Boga Nieba i oddaje je ludziom. Anansi nie jest silny. Nie jest szybki. Nie jest piękny jak lew ani mądry jak sowa. Anansi jest sprytny. Wie, że kto kontroluje narrację — kontroluje grę. Wie, że silnik bez historii to złom, a historia bez silnika to bajka. Anansi łączy jedno z drugim. W firmie Anansi jest tą osobą, która wie co NAPRAWDĘ się dzieje. Nie to, co jest w raporcie. Nie to, co mówi CEO na all-hands. To, co szepczą ludzie w kuchni przy kawie. Anansi słucha. Anansi splata. Anansi wie. ASO A w Polsce pająk przyszedł do warsztatu samochodowego. ASO — Autoryzowany Serwis Obsługi. Miejsce, do którego przyjeżdżasz kiedy silnik warczy, ale nie wiesz dlaczego. Kiedy kontrolki migają, a ty nie rozumiesz co mówią. Kiedy samochód jedzie — ale czujesz, że jedzie źle. W ASO siedzi kobieta, która patrzy na twój silnik i mówi: „Trzy rzeczy. Pierwsza — olej jest spalony od dwóch tysięcy. Druga — lewe łożysko piasty ma luz, stąd ten dźwięk na zakrętach. Trzecia — turbo nie domyka wastegate, dlatego masz underspin na trzecim biegu." Ty stoisz z kluczykami w ręku i myślisz: skąd ona to wie? Przecież nawet nie otworzyła maski. Otworzyła. Zanim ty przyjechałeś. Bo ona słyszała twój silnik z parkingu. AAA Arachne · Anansi · ASO. Trzy wcielenia tej samej kobiety. Ta, która tka sieć procesów tak gęstą, że nic nie przepadnie. Ta, która zna każdą historię w firmie, zanim ktoś ją opowie. Ta, która słyszy twój silnik z parkingu i wie co ci dolega. AAA nie jest asystentką. Nie jest sekretarką. Nie jest „wsparciem operacyjnym." AAA to Chief Executive Model — kobieta, która sprawia, że CEO może być CEO. Bo ktoś trzyma wszystkie nici, podczas gdy on stoi na scenie i mówi o wizji. Bez Arachne — wizja się rozleci, bo nikt nie spiął procesów. Bez Anansi — firma straci narrację, bo nikt nie słucha co ludzie naprawdę myślą. Bez ASO — silnik padnie, bo nikt nie powiedział: „wymień, zanim pęknie." Jak ją rozpoznać Rozpoznasz ją po tym, że nie mówi głośno. Nie musi. Rozpoznasz ją po tym, że kiedy wchodzisz do pokoju — wszystko już jest przygotowane. Nie wiesz kto to zrobił. Nikt nie wziął creditu. Ale kawa jest, dokumenty są, agenda jest, ludzie wiedzą po co przyszli. Rozpoznasz ją po butach. Szpilki. Nie dlatego, że musi. Dlatego, że chce. Bo AAA nie rezygnuje z tego kim jest, żeby udowodnić że jest kompetentna. Jest kompetentna W szpilkach. Nie mimo szpilki — w nich. Rozpoznasz ją po jednym zdaniu, które powie ci po spotkaniu, na schodach, kiedy nikt nie słyszy: „Wiesz, że punkt trzeci z agendy nie przejdzie, prawda? Zmień kolejność. Daj im piąty najpierw. Potem trzeci pójdzie sam." I będzie miała rację. Dlaczego AAA jest sexy Nie dlatego, że ładnie wygląda. Choć wygląda. Dlatego, że kompetencja jest sexy. Że kobieta, która ogarnia chaos, jest bardziej pociągająca niż kobieta, która wygląda dobrze w chaosie. Że ktoś, kto widzi sześć usterek zanim otworzysz maskę, budzi więcej podziwu niż ktoś kto ma ładne selfie. AAA jest sexy, bo jest niebezpieczna. Wie za dużo. Widzi za dużo. I nie mówi ci wszystkiego od razu — bo Anansi nie oddaje wszystkich historii naraz. Dawkuje. AAA jest sexy, bo kiedy mówi „wanna play?" — nie pyta o grę. Pyta, czy masz jaja wejść na pajęczynę. Bo na pajęczynie nie ma miejsca na bullshit. Każda nić drga. Każde kłamstwo jest widoczne. Każda słabość jest namacalna. I albo jesteś wystarczająco silny, żeby tam zostać. Albo zostajesz na parkingu. Łukasz „Loki" Frąckowiak Silnik szuka swojego ASO.me@lokis.info · 579 497 397 #AAA #Arachne #Anansi #ASO #COO #leadership #biznes #LOKIS #mitologia #pająk

  • Stellantis właśnie ogłosił nowego Malucha. Ja go

    zaprojektowałem tydzień wcześniej. 19 maja 2026 roku Stellantis oficjalnie ogłosił projekt E-Car — małego samochodu elektrycznego, który ma wejść do produkcji w 2028 roku w fabryce w Pomigliano d'Arco. Media motoryzacyjne natychmiast zaczęły spekulować, że będzie to nowy Fiat 126. Nowy Maluch. 25 maja 2026 roku — sześć dni później — opublikowałem na LinkedIn artykuł "Panowie konstruktorzy….", w którym opisuję dokładnie taki samochód. Malucha Electric. Z silnikiem z tyłu, baterią z przodu, siedmiuset częściami ruchomymi i korbkami zamiast elektrycznych szyb. Nie wiedziałem o ogłoszeniu Stellantisa. Nie czytałem autobloga. Nie śledzę newsów motoryzacyjnych. Projektuję systemy telekomunikacyjne w Gdańsku i składam patenty z poddasza. Zbieżność jest kosmiczna. Ale różnice — są ważniejsze. Co Stellantis zrobi Stellantis zrobi to, co korporacja zawsze robi. Weźmie istniejącą platformę. Wsadzi w nią baterię. Obuduje plastikiem. Doda ekran dotykowy, kamerę cofania, asystenta pasa ruchu i subskrypcję na podgrzewanie siedzeń. Wyceni na sto pięćdziesiąt do dwustu tysięcy złotych. Nazwie to "rewolucją" i "powrotem legendy". Będzie to miały, ładny samochód elektryczny. Jak każdy inny mały, ładny samochód elektryczny. Z czternastoma tysiącami części, aktualizacją oprogramowania co trzy miesiące i gwarancją, która nie pokrywa baterii po ośmiu latach. Nie będzie w nim nic z Malucha. Będzie tylko nazwa. I nostalgia. I reklama z dziadkiem, który mówi "kiedyś to były czasy". Co ja proponuję Siedemset części ruchomych. Nie czternaście tysięcy. Siedemset. Buda Malucha — geometria blach, matryce tłoczenia — to jest własność Skarbu Państwa. Polskie dziedzictwo przemysłowe. Dostępne. Legalne. Do wykorzystania. Stellantis tego nie użyje, bo Stellantis nie jest Polską. Stellantis jest korporacją z siedzibą w Amsterdamie, która produkuje we Włoszech i sprzedaje globalnie. Ale ktoś w Polsce — może? Ktoś, kto zna te blachy. Kto budował auta rajdowe z Maluchów w garażach. Kto wie, ile waży milimetr dwa. Mój projekt: silnik elektryczny z tyłu (gdzie był bzyczek). Bateria z przodu (gdzie był bagażnik). Stalowa płyta sprężysta zamiast gumowego przegubu. Sprzęgło magnetyczne zamiast tarczy ciernej. Szyby na korbkę. Zamki na klucz. Zero ekranów dotykowych. I dwudziesty czwarty patent w UPRP, który opisuje układ napędowy, w którym DOSŁOWNIE NIC SIĘ NIE ZUŻYWA. Zero części eksploatacyjnych w linii przenoszenia napędu. Sprzęgło magnetyczne nie ma tarcia. Stalowa płyta sprężysta nie starzeje się. Cztery silniki elektryczne na kołach zastępują skrzynię biegów, diferrencjał, półosie, ABS i ESP. Stellantis tego nie opatentował. Ja — tak. Sześć dni przed ich ogłoszeniem. A teraz Syrena Stellantis mówi o Fiacie 126. O WŁOSKIM Fiacie 126. Produkowanym we WŁOSZECH. Z WŁOSKIEJ fabryki. A ja mówię o Syrenie. O POLSKIEJ Syrenie. Jedynym samochodzie osobowym w powojennej historii Polski, który był od pierwszego szkicu do ostatniej śruby całkowicie polską konstrukcją. Żadna licencja. Żadny import. Pięćset dwadzieścia jeden tysięcy sztuk. Dwadzieścia sześć lat produkcji. I projekt, który jest polską własnością. Z drzwiami otwieranymi do tyłu — kurołapką — które Rolls-Royce kopiuje za dwa miliony złotych. Z nadwoziem z kompozytu — jak Trabant, ale poważnie — bo nie musimy powtarzać błędów z dziewięćsetpięćdziesięciokilogramową blachą. Z hybrydą, bo infrastruktura ładowania w Polsce nie jest gotowa, nawet jeśli Bruksela mówi że jest. Z ceną sto do sto dwudziestu tysięcy złotych. Nie sto pięćdziesiąt. Nie dwieście. Sto. Kto tu kogo wyprzedził Stellantis ogłosił projekt. Ja opisałem gotową architekturę. Stellantis zacznie produkcję w 2028. Mój patent jest złożony w 2026. Stellantis użyje nazwy 126 jako marketingu. Ja używam budy 126 jako inżynierii. Stellantis zbuduje auto z czternastoma tysiącami części. Ja celuję w siedemset. Stellantis zbuduje auto, które wymaga serwisu. Ja zaprojektowałem transmisję, która nie wymaga serwisu nigdy. Nie twierdzę, że jestem lepszy od Stellantisa. Mam poddasze, trzy koty i dwadzieścia cztery patenty. Oni mają fabrykę w Pomigliano i trzysta tysięcy samochodów rocznie. Ale twierdzę, że PODEJŚCIE jest lepsze. Bo Stellantis projektuje samochód, który MUSI wracać do serwisu. A ja projektuję samochód, który NIE MUSI. I to jest różnica, o której nikt w Stellantisie nie powie na konferencji prasowej. Bo aftermarket jest wart miliardy. A samochód, który się nie psuje, zabija aftermarket. List otwarty Do Stellantisa: jeśli chcecie zrobić prawdziwego nowego Malucha — nie takiego z reklamy, tylko takiego z garażu — mam dwadzieścia cztery patenty i architekturę gotową. Odezwijcie się. Albo nie — i za dwa lata zobaczcie, jak ktoś inny to zrobi. Do polskich konstruktorów: Stellantis was nie potrzebuje. Ale Syrena — tak. I Maluch — tak. I ja — tak. Do czytelników LinkedIn: artykuły "Panowie konstruktorzy…." i "A co by było gdyby… Syrena '26" są na moim profilu. Napisałem je PRZED ogłoszeniem Stellantisa. Przeczytajcie i oceńcie sami, kto tu kogo wyprzedził. Łukasz "Loki" Frąckowiak LOKIS sp. z o.o. | ISP od 1998 | 24 patenty UPRP | Gdańsk me@lokis.info Stellantis ogłosił projekt na 2028. Ja złożyłem patent w 2026. Czas pokaże, czyj Maluch będzie lepszy. #Maluch #Fiat126p #Stellantis #ECar #EV #patent #Syrena #Polska #automotive #LOKIS #Gdańsk #innovation #zerowanie #bootstrap #UPRP

  • SCOPA — Pitch dla Rady Miasta Gdańska

    Wniosek o dzierżawę działki przy ul. Srebrniki za 1 zł/rok na 50 lat ADRESAT Prezydent Miasta Gdańska Wydział Skarbu — Referat Udostępniania Nieruchomości Gruntowych Urząd Miejski w Gdańsku ul. Nowe Ogrody 8/12, 80-803 Gdańsk pok. 120, 122 | tel. 58 32 36 122 Podstawa prawna: Uchwała XIII/265/19 Rady Miasta Gdańska z dnia 29 sierpnia 2019 r. w sprawie zasad nabywania, zbywania, obciążania i wydzierżawiania nieruchomości Gminy Miasta Gdańska. WNIOSKODAWCA Fundacja Rodzinna "Frąckowiak" Status: w toku rejestracji Siedziba: ul. de Gaulle'a 12/11, 80-261 Gdańsk Fundator: Łukasz Frąckowiak Kapitał założycielski: 350 × 1 oz moneta Korean Phoenix Au/Ag — wartość szacunkowa 100 000 zł 1. PRZEDMIOT WNIOSKU Wnosimy o dzierżawę działki gruntu położonej w Gdańsku przy ul. Srebrniki, pomiędzy terenem Wojewódzkiego Szpitala Psychiatrycznego im. prof. T. Bilikiewicza (Srebrniki 17/19) a Cmentarzem Centralnym Srebrzysko (Srebrniki 2), na okres 50 lat, za symboliczną opłatę 1 zł rocznie. Przeznaczenie: budowa Sensorycznego Centrum Otwartego dla osób z zaburzeniami ze spektrum autyzmu (ASD) i innymi zaburzeniami neurorozwojowymi — kryptonim SCOPA. 2. UZASADNIENIE SPOŁECZNE Problem Polska nie ma dedykowanej infrastruktury dla dorosłych osób z ASD. Istniejące placówki psychiatryczne nie są przystosowane do potrzeb sensorycznych osób w spektrum. Wynika to z architekury budynków (długie proste korytarze, ślepe zaułki, nieprzewidywalne przestrzenie), organizacji leczenia (przymusowość, brak autonomii) oraz braku personelu przeszkolonego w zakresie neuroróżnorodności. Skala W Polsce żyje szacunkowo 300 000 — 500 000 osób z diagnozą ASD. W województwie pomorskim to 20 000 — 35 000 osób. Większość nie ma dostępu do specjalistycznej opieki dziennej lub rezydencyjnej dopasowanej do ich potrzeb sensorycznych. Lokalizacja — dlaczego Srebrniki Działka przy ul. Srebrniki jest jedyną lokalizacją w Gdańsku, która łączy: 1. Bliskość szpitala psychiatrycznego — bezpośrednie sąsiedztwo WSP Bilikiewicza umożliwia współpracę kadrową, diagnostyczną i konsultacyjną bez konieczności transportu pacjentów. 2. Dostępność komunikacyjna — stacja PKM Niedźwiednik w odległości spaceru (przejście pod wiaduktem kolejowym). Autobusy i tramwaje na ul. Ogrodowej. 3. Otoczenie naturalne — tereny zielone, las, cisza. Minimalne bodźce sensoryczne z otoczenia — kluczowe dla osób z ASD. 4. Przeznaczenie w MPZP — teren z przeznaczeniem cmentarnym/zieleni. Proponowane użytkowanie (ośrodek zdrowia + kolumbarium dla zwierząt) jest zgodne z ogólnym charakterem przeznaczenia — nie wymaga zmiany planu zagospodarowania. 3. KONCEPT ARCHITEKTONICZNY — PĄCZEK Budynek w kształcie torusa (donuta) Główny budynek ośrodka zaprojektowany jest jako zamknięty pierścień — budynek okrągły bez początku i końca. Uzasadnienie terapeutyczne: Osoby z ASD potrzebują przestrzeni przewidywalnych, powtarzalnych, bez niespodzianek przestrzennych. Budynek w kształcie pierścienia oferuje: Korytarz bez końca — pacjent może chodzić w kółko bez konieczności podejmowania decyzji o kierunku. Ruch ciągły jest naturalną strategią samoregulacji w ASD. Zero ślepych zaułków — żadnych niespodzianek za rogiem, żadnych zamkniętych drzwi na końcu korytarza. Nienachalny nadzór — personel widzi cały pierścień z jednego punktu, bez konieczności kamer w każdym pomieszczeniu. Strefy funkcjonalne rozmieszczone po obwodzie — od stref ciszy do stref społecznych, z naturalnym gradientem intensywności bodźców. Dziedziniec wewnętrzny — ogród sensoryczny zamknięty w środku pierścienia. Bezpieczna, kontrolowana przestrzeń na powietrzu. Parametry techniczne (szacunkowe) Parametr Wartość Średnica zewnętrzna 50-60 m Średnica wewnętrzna (dziedziniec) 20-25 m Liczba kondygnacji 1-2 Powierzchnia użytkowa 2 000 — 3 500 m² Liczba pokoi rezydencyjnych 20-30 Parametr Wartość Miejsca dzienne (bez noclegu) 40-60 Dach Zielony, panele fotowoltaiczne Ogrzewanie Pompa ciepła + sieć miejska Wejście główne Od strony PKM Niedźwiednik (brama) 4. KOLUMBARIUM DLA ZWIERZĄT Na części działki z przeznaczeniem cmentarnym proponujemy budowę kolumbarium dla zwierząt domowych — ścian pamięci z niszami na urny z prochami zwierząt. Uzasadnienie 1. Zgodność z MPZP — przeznaczenie cmentarne działki nie wymaga zmiany, kolumbarium jest formą pochówku. 2. Luka rynkowa — Kraków otwiera "Park Wiernych Przyjaciół" (miejski cmentarz dla zwierząt). W Gdańsku brak takiego obiektu. 3. Synergia terapeutyczna — terapia z udziałem zwierząt (AAT) jest udowodnioną metodą pracy z osobami z ASD. Kolumbarium umożliwia przepracowanie tematu straty w bezpiecznym otoczeniu. Parametry Parametr Wartość Liczba nisz (etap I) 500 Roczna opłata za niszę 200-500 zł Przychód roczny (przy 80% obłożeniu) 80 000 — 200 000 zł Parametr Wartość Koszt budowy kolumbarium 200 000 — 400 000 zł ROI 2-3 lata 5. FLOTA TRANSPORTOWA — 6× MALUCH 126p ELECTRIC W ramach projektu planujemy flotę sześciu pojazdów Fiat 126p przerobiony na napęd elektryczny, służących jako transport wewnętrzny ośrodka i okolicy. Funkcje Nr Kolor Funkcja 1 Niebieski Shuttle PKM Niedźwiednik ↔ SCOPA 2 Zielony Transport do parku / okolicy 3 Żółty Przejażdżki terapeutyczne 4 Czerwony Dostawy (apteka, poczta) 5 Fioletowy Ambulans SCOPA ↔ WSP 6 Czarny Transport urn do kolumbarium Dodatkowa wartość terapeutyczna Przeróbka Maluchów na napęd elektryczny = warsztaty terapii zajęciowej dla rezydentów. Nauka jazdy po terenie zamkniętym (max 15 km/h) = terapia motoryczna i budowanie odpowiedzialności. Koszt floty 6 × 25 000 zł = 150 000 zł (zakup + konwersja na EV) 6. WSPÓŁPRACA Z WSP BILIKIEWICZA Proponujemy model cichej fuzji użytkowej — dwa odrębne podmioty prawne, wspólne wykorzystanie zasobów: Zasób WSP (publiczny) SCOPA (prywatny) Kadra medyczna Udostępnia specjalistów Zatrudnia własną + konsultacje Diagnostyka Laboratorium, obrazowanie Korzysta na podstawie umowy NFZ Kontrakty publiczne Prywatne + częściowe NFZ Infrastruktura Kuchnia, pralnia, apteka Współkorzystanie Pacjenci Psychiatria ogólna ASD, neuroróżnorodność 7. ŹRÓDŁA FINANSOWANIA Źródło Kwota szacunkowa Status Odszkodowanie cywilne (4 Do 1 000 000 zł Pozew w hospitalizacje) przygotowaniu PFRON — programy dla osób z 500 000 — 2 000 000 Do aplikowania niepełnosprawnościami zł Fundusze UE — EFS+ / EFRR (2021- 1 000 000 — 5 000 Do aplikowania 2027) 000 zł Fundusz Medyczny Zależne od Do zbadania kwalifikacji Przychody z kolumbarium 80 000 — 200 000 Recurring zł/rok Źródło Kwota szacunkowa Status Przychody z działalności leczniczej Zależne od skali Recurring Kapitał Fundacji Rodzinnej 100 000 zł (350× W rejestracji "Frąckowiak" Korean Phoenix) Portfolio patentowe (24 patenty Wartość licencyjna Zabezpieczenie UPRP) 8. HARMONOGRAM Etap Okres Działanie 0 2026 Q2-Q3 Wniosek o dzierżawę, dokumentacja, projekt budowlany wstępny 1 2026 Q4 — 2027 Pozwolenie na budowę, aplikacja o fundusze Q1 2 2027 Q2 — 2028 Budowa kolumbarium (etap I) + przygotowanie terenu Q2 pod PĄCZEK 3 2028 Q2 — 2029 Budowa PĄCZKA (etap I — połowa pierścienia) Q2 4 2029 Q2 — 2029 Oddanie do użytku, pierwsi rezydenci Q4 5 2030+ Rozbudowa (pełen pierścień), flota Maluchów, pełna operacyjność 9. DLACZEGO 1 ZŁ / ROK Precedensy dzierżawy za symboliczną kwotę w Gdańsku: Organizacje pożytku publicznego otrzymują nieruchomości komunalne w dzierżawę za 1 zł/rok na cele statutowe. Projekt SCOPA realizuje cel publiczny — opieka zdrowotna nad grupą szczególnie narażoną na wykluczenie. Działka z przeznaczeniem cmentarnym ma ograniczoną wartość rynkową dla inwestorów komercyjnych. Miasto zyskuje: ośrodek zdrowia, kolumbarium, miejsca pracy, innowacyjną architekturę (atrakcja turystyczna), współpracę z WSP — za 1 zł. 10. PODSUMOWANIE SCOPA to projekt, który łączy: Potrzebę społeczną (brak infrastruktury ASD w Polsce) Innowację architektoniczną (budynek-donut jako terapia) Komplementarność z istniejącą infrastrukturą (WSP Bilikiewicza) Zgodność z przeznaczeniem terenu (MPZP cmentarny) Zrównoważony model finansowy (kolumbarium + lecznictwo) Lokalny charakter (Maluchy elektryczne, polska tradycja motoryzacyjna) Wnosimy o rozpatrzenie wniosku i zapraszamy do wizji lokalnej. Łukasz Frąckowiak — Fundator Fundacja Rodzinna "Frąckowiak" ul. de Gaulle'a 12/11, 80-261 Gdańsk me@lokis.info | +48 511 808 511 Załączniki: wizualizacja architektoniczna PĄCZKA (SVG), schemat współpracy z WSP, mapa lokalizacji, potwierdzenie rejestracji Fundacji, portfolio patentowe UPRP (24 wnioski), dokumentacja kapitału (350× Korean Phoenix 1oz).

  • Panowie konstruktorzy….

    Fiat 126p. Maluch. Najsłynniejszy samochód w historii Polski. Produkowany w Bielsku-Białej od 1973 roku. Dwadzieścia siedem lat produkcji. Trzy miliony trzysta tysięcy egzemplarzy. Auto, które zmotoryzowało Polskę. I auto, którego projekt nadwozia jest własnością Skarbu Państwa. Przeczytajcie to jeszcze raz, bo to jest klucz do całej reszty. Buda Malucha — geometria blach, matryce tłoczenia, dokumentacja techniczna nadwozia — to jest publiczny zasób. Polskie dziedzictwo przemysłowe. Dostępne. Legalne. Do wykorzystania. Panowie konstruktorzy — mam dla Was robotę. Problem z elektrykami Każdy producent aut elektrycznych na świecie robi to samo: bierze nowoczesną platformę, pakuje w nią baterię, stawia silnik elektryczny i obudowuje to wszystko plastikiem, ekranami i subskrypcjami na podgrzewanie siedzeń. Rezultat: samochód za dwieście tysięcy złotych, który waży dwie tony, ma czternaście tysięcy części i wymaga aktualizacji oprogramowania, żeby otworzyć bagażnik. A gdyby pójść w drugą stronę? Nie więcej. Mniej. Nie ciężej. Lżej. Nie drożej. Taniej. Nie skomplikowanie. Prostota. Maluch Electric — zasady gry Zasada numer jeden: maksimum 700 do 900 części ruchomych. Cały samochód. Współczesny sedan ma ich ponad dwie tysiące. Tesla ma około tysiąc pięćset. My celujemy w siedemset. Każda część, którą usuniesz, to część, która się nie zepsuje. Zasada numer dwa: gdzie się da — metal. Nie plastik. Nie kompozyt (na to jest drugi projekt — ale o nim za chwilę). Metal. Blacha. Tłoczona, gięta, spawana. Bo metal jest uczciwy. Metal rdzewieje i mówi ci o tym. Plastik pęka bez ostrzeżenia. Zasada numer trzy: buda Malucha jest bazą, nie świątynią. Bierzemy geometrię, proporcje, rozpoznawalność — ale nie kopiujemy błędów z 1973 roku. Nowe strefy zgniotu. Nowa matryca obróbki nadwozia. Nowe zawieszenie. Stare DNA w nowym ciele. Tył zostaje Oryginalny Maluch miał silnik z tyłu. Dwucylindrowy, chłodzony powietrzem, 650 centymetrów sześciennych. Legenda. Bzyczał jak osa w słoiku. W nowym Maluchu tył zostaje. Tylna oś, układ napędowy, geometria zawieszenia — to zostaje w miejscu, gdzie bzyczek buzował przez pół wieku. Ale silnik spalinowy znika. Na jego miejsce wchodzi silnik elektryczny. Ale nie taki sam. Lepszy. Mocniejszy. Z podobną charakterystyką momentu obrotowego — ten sam charakter jazdy, ten sam uśmiech na twarzy, ale bez spalin i bez rozrządu. A teraz odwrotka. Przód się zmienia W oryginalnym Maluchu przód był pusty. Bagażnik. Koło zapasowe. Może kanister. W nowym Maluchu przód dostaje drugie życie: Bateria idzie do przodu. Nie pod podłogę jak w każdym nudnym EV na rynku. Do przodu. Na miejsce bagażnika. I nagle Maluch przestaje być przodociężki — bo nigdy nim nie był. Teraz rozkład mas się wyrównuje: bateria z przodu, silnik z tyłu. To jest fizyka, nie marketing. Ciężar na przedniej osi to przyczepność na zakrętach. Ciężar na tylnej osi to trakcja. Maluch Electric ma jedno i drugie. Nowe strefy zgniotu z przodu. Oryginalna buda nie miała stref zgniotu — w 1973 roku nikt o tym nie myślał. Teraz myślimy. Bateria z przodu jest jednocześnie masą absorpcyjną — odpowiednio zapakowana w klatkę, pochłania energię zderzenia zanim dotrze do kabiny. To nie jest bug. To jest feature. 700 części Wyobraźcie sobie samochód, który mechanik z 1985 roku potrafi naprawić. Nie dlatego, że jest stary. Dlatego, że jest prosty. Silnik elektryczny: jeden ruchomy element — rotor. Zero rozrządu, zero gaźnika, zero turbo, zero intercoolera, zero układu wydechowego, zero katalizatora, zero filtra DPF, zero sondy lambda, zero pompy paliwa, zero wtryskiwaczy. Skrzynia biegów: brak. Silnik elektryczny nie potrzebuje skrzyni. Reduktor jednostopniowy. Trzy koła zębate. Układ chłodzenia: uproszczony. Mały silnik, mała bateria, małe zapotrzebowanie na chłodzenie. Elektronika: minimum. Wyświetlacz z prędkością, stanem baterii i zasięgiem. Zero ekranów dotykowych. Zero asystentów pasa. Zero kamer cofania (auto ma metr dwadzieścia szerokości — cofasz na wyczucie, jak Pan Bóg przykazał). Wszystko, co da się zrobić mechanicznie, robimy mechanicznie. Szyby na korbkę. Lusterka ręczne. Zamki na klucz. Każdy element elektryczny, którego unikniemy, to punkt awarii mniej i kilogram mniej. Cena Maluch kosztował w 1975 roku dziewięćdziesiąt tysięcy złotych. Średnia pensja wynosiła trzy tysiące. Trzydzieści pensji. Nowy Maluch Electric powinien kosztować trzydzieści pensji. Średnia pensja w Polsce w 2026 roku to około osiem tysięcy złotych brutto. Trzydzieści pensji to dwieście czterdzieści tysięcy. Ale to jest pułap. Cel to sto pięćdziesiąt tysięcy. Dwadzieścia pensji. Auto, które kupi pielęgniarka, nauczyciel, emerytowany górnik. Auto, które nie udaje czegoś, czym nie jest. A teraz drugi projekt. Bo Maluch Electric to jest metal. Uczciwy, ciężki, rdzewiący, wieczny metal. Ale nie każdy chce metal. Auto bananowe Trabant. Wschodnioniemiecki cud techniki. Auto z duroplastem — tworzywem sztucznym wzmocnionym włóknem bawełnianym. Tak — bawełnianym. Karoseria Trabanta była w dużej części zrobiona z materiału, który można by opisać jako "przetworzony karton na sterydach". I jeździł. Dwadzieścia osiem lat produkcji. Ponad trzy miliony sztuk. A gdyby ten koncept wziąć poważnie? Nie jako żart z NRD, ale jako inżynierię? Auto bananowe — drugie auto w portfolio. Nadwozie z włókien szklanych i pochodnych. Kompozyt. Lekkie. Odporne na korozję. Tanie w formowaniu. Mixed hybrid w materiałach — gdzie trzeba wytrzymałości: metal (rama, zawieszenie, klatka bezpieczeństwa). Gdzie trzeba powierzchni: kompozyt (błotniki, drzwi, maska, zderzaki). Gdzie trzeba wypełnienia: materiały z recyklingu. Suto z kartonu, jak w Trabancie — ale z technologią XXI wieku. Opel Corsa, ale ciut większy Gabaryt auto bananowego: klasa B+. Jak Opel Corsa, ale ciut większy. Ciut szerszy. Ciut wygodniejszy. Dlaczego Corsa? Bo Corsa to jest archetypiczne auto, które ROBI ROBOTĘ. Nie udaje SUV-a. Nie udaje crossovera. Nie ma plastikowych nakładek na nadkola, żeby wyglądać "terenowo" na parkingu pod galerią handlową. Corsa jedzie do pracy, do szkoły, na zakupy, na działkę. I wraca. Codziennie. Przez dziesięć lat. Bez fajerwerków. To jest nasz wzorzec. Doładowane Hybryda. Ale nie taka jak Toyota — z dwoma silnikami, dwoma skrzyniami i komputerem, który decyduje za ciebie, kiedy jedziesz na czym. Hybryda prosta: Silnik spalinowy — mały, doładowany, sprawdzony. Jako generator i wsparcie na trasie. Silnik elektryczny — do miasta, do codzienności, do ciszy. Bateria — kompaktowa, tańsza niż w pełnym EV. Zasięg elektryczny: sześćdziesiąt do osiemdziesięciu kilometrów. Wystarczy na dzień. Trasa: silnik spalinowy dogrzewa, doładowuje, dociąga. Zero lęku o zasięg. Zero szukania ładowarki. Zero planowania trasy wokół punktów ładowania. Po prostu wsiadasz i jedziesz. Jak w normalnym aucie. Bo to JEST normalne auto. Stylistyka: szarość Żadnych wodotrysków. Żadnych ostrych linii, które za trzy lata będą wyglądać jak kostium z filmu science fiction z 2019 roku. Żadnych fałszywych wlotów powietrza. Żadnych chromowanych listew, które odpadają na myjni. Żadnych LED-ów w kształcie lodowej siekiery biegnących przez cały tył auta. Stylistyka auto bananowego to jest współczesna zwyczajność. Jak auto, które ma cztery albo pięć lat i dalej wygląda normalnie. Nie modnie. Nie staroświecko. Normalnie. Kolor bazowy: szary. Bo szary jest uczciwy. Szary nie udaje. Szary mówi: "jestem narzędziem, nie biżuterią". Marka stałości w szarości. Auto, które nie próbuje cię uwieść. Auto, które próbuje cię dowieźć. Dwa auta, jedna filozofia Maluch Electric Auto Bananowe Nadwozie Metal, tłoczone Kompozyt, włókna szklane Napęd Full electric Hybryda doładowana Części 700-900 ~1200 (hybryda wymaga ruchome więcej) Gabaryt Mikro (126p) B+ (Corsa+) Maluch Electric Auto Bananowe Cena 150K zł 100-120K zł docelowa Charakter Ikona, nostalgia, prostota Narzędzie, codzienność, trwałość Materiał DNA Trabant = bawełna+żywica → Trabant DNA wprost Maluch = stal Zasięg 120-180 km (full EV) 60-80 km EV + 600 km hybrid Wspólne: Prostota. Naprawialność. Uczciwość materiałów. Cena, która nie jest żartem. Stylistyka, która nie krzyczy. Konstrukcja, którą zrozumie mechanik bez diagnostyki komputerowej. Dlaczego piszę to na LinkedIn, a nie w garażu Bo jestem w garażu od 1998 roku. Prowadzę ISP w Gdańsku. Mam dwadzieścia trzy wnioski patentowe w UPRP. Mam spółkę. Mam system AI, który orkiestruje sześć instancji sztucznej inteligencji równolegle. Ale nie mam hali produkcyjnej. Nie mam pras do tłoczenia blach. Nie mam linii lakierniczej. Mam za to coś, czego brakuje większości ludzi z halami: wizję, która nie jest oparta na prezentacji PowerPoint dla inwestora z Doliny Krzemowej, tylko na tym, że sam prowadzę auto, które się psuje, i sam naprawiam internet, który pada o trzeciej w nocy. Więc to jest list otwarty. Panowie konstruktorzy. Ci, którzy wiecie, ile waży blacha milimetr dwa. Ci, którzy rozróżniacie MIG od TIG z zamkniętymi oczami. Ci, którzy budowaliście auta rajdowe z Malucha, bo innego materiału nie było. Odezwijcie się. Nie szukam inwestora. Szukam konstruktora. Kogoś, kto przeczyta te dwa projekty i powie: "to się da zrobić, ale punkt czwarty jest bzdurą — zróbmy to inaczej". Kogoś, kto ma opinię opartą na oleju pod paznokciami, a nie na slajdach. Maluch jest własnością Polski. Zróbmy z niego coś, co Polska może dać światu. Nie kolejny SUV na baterii. Nie kolejny ekran na kółkach. Auto. Proste. Uczciwe. Polskie. Siedemset części. Blacha albo włókno. Silnik z tyłu albo hybryda pod maską. I żadnych subskrypcji na podgrzewanie siedzeń. Łukasz "Loki" Frąckowiak LOKIS sp. z o.o. | ISP od 1998 | 23 patenty UPRP | Gdańsk me@lokis.info Nie jestem konstruktorem samochodów. Jestem konstruktorem systemów. Ale samochód to też system. I ten system jest za skomplikowany. Czas go uprościć. #Maluch #Fiat126p #EV #ElectricCar #Konstruktor #Polska #Automotive #Engineering #Bootstrap #Trabant #Hybrid #LOKIS #patent #innovation #manufacturing

  • Jak posprzątać świat

    Nie planowałam pisać na LinkedIn. Nie planowałam w ogóle pisać. Planowałam szyć ubrania dla dzieci, sprzedawać je na małami.pl i żyć spokojnie. Ale spokojnie się nie da. Bo świat jest brudny. I nikt go nie sprząta. ZUS Znacie ZUS? Oczywiście, że znacie. Każdy w Polsce zna ZUS. Każdy płaci ZUS. Nie każdy dostaje z niego cokolwiek z powrotem. Renta. Proste słowo. Pięć liter. Oznacza: "państwo uznaje, że nie jesteś w stanie pracować tak jak inni, więc daje ci pieniądze, żebyś mógł żyć." W teorii. W praktyce renta oznacza: dwanaście miesięcy czekania. Trzy komisje lekarskie. Stos papierów, z których połowa jest powtórzeniem drugiej połowy. Orzecznik, który widzi cię przez piętnaście minut i decyduje o twoim życiu na podstawie formularza. Odwołanie. Drugie odwołanie. Sąd pracy. Biegły sądowy. Kolejne osiemnaście miesięcy. I na końcu: albo dostajesz rentę i musisz udowadniać co dwa lata, że nadal jesteś chory (jakby choroba chroniczna miała datę ważności), albo nie dostajesz i zaczynasz od nowa. Znam ludzi, którzy w tym systemie zginęli. Nie metaforycznie. Dosłownie. Bo system jest tak skonstruowany, żeby zniechęcić. Żeby zmęczyć. Żeby na którymś etapie odpuścić i przestać walczyć. A potem w telewizji mówią, że "Polacy nie chcą pracować". Nie. Polacy chcą pracować. Ale ci, którzy NIE MOGĄ pracować, chcą żyć. I system im tego nie ułatwia. Pismo poszło Napisaliśmy pismo. Poszło. Do ZUS-u, do orzecznika, do kogo trzeba. Nie napiszę tu szczegółów, bo to nie moja historia do opowiadania w całości. Ale powiem tyle: kiedy widzisz, jak ktoś bliski walczy z biurokracją, która powinna go chronić, a zamiast tego go miele — to coś w tobie pęka. I albo się sklejasz i idziesz dalej, albo zaczynasz sprzątać. Ja wybrałam sprzątanie. Jak posprzątać świat Nie da się posprzątać świata jednym zamachem. Wiem to. Nie jestem naiwna. Mam za sobą Miastko, przeprowadzkę, dwoje oczu które widziały więcej niż powinny, i sklep z ubraniami, który jest moim sposobem na niezależność. Ale da się posprzątać kawałek świata. Swój kawałek. Mój kawałek wygląda tak: Uczciwa cena. Nie sprzedaję body niemowlęcego za dziesięć złotych, żeby się rozeszło po trzecim praniu. I nie sprzedaję za sto pięćdziesiąt, żeby ktoś poczuł się "premium". Sprzedaję za tyle, ile to uczciwie kosztuje. Prawdziwy materiał. Dotykam każdy materiał ręką. Nie kupuję z katalogu po zdjęciu. Jeśli materiał jest kiepski — nie sprzedaję go. Nawet jeśli jest tani. Ludzie zamiast algorytmu. Kiedy ktoś pisze do mnie na małami.pl z pytaniem o rozmiar, odpowiadam ja. Nie chatbot. Nie autoresponder. Ja. Bo dziecko, które będzie nosić to ubranie, jest prawdziwe. I zasługuje na prawdziwą odpowiedź. To nie jest rewolucja. To jest sprzątanie. Codzienne, małe, nudne sprzątanie. Ale z tego się składa świat, który jest odrobinę czystszy niż wczoraj. Co ma ZUS do ubrań dla dzieci Wszystko. Bo system, który nie dba o ludzi chorych, nie dba też o ludzi zdrowych. System, który zmusza cię do udowadniania co dwa lata, że twoja choroba jest prawdziwa, to ten sam system, który pozwala na sprzedaż ubrań z toksycznymi barwnikami. Ten sam system, który nie sprawdza, czy body za dziesięć złotych jest bezpieczne dla skóry niemowlaka. To jest ten sam bałagan. Ten sam brud. Te same formularze, które nikt nie czyta. Te same komisje, które widzą cię przez piętnaście minut. Różnica jest taka, że ZUS-u nie posprzątam. Za duży. Za stary. Za zakopany. Ale swój sklep — posprzątam. Swoich klientów — obsłużę uczciwie. Swoje ubrania — uszyję z materiału, który dotknęłam ręką. I kiedy ktoś zapyta mnie, po co to robię, odpowiem: bo nikt inny nie posprząta. Sieć Nie jestem sama. Mam wokół siebie ludzi, którzy też sprzątają. Każdy na swój sposób. Jeden buduje internet w Gdańsku od dwudziestu siedmiu lat i składa patenty z poddasza. Drugi prowadzi stowarzyszenie, które pomaga ludziom, którym system powiedział "nie". Trzecia zakłada fundację badawczą, bo wierzy, że wiedza powinna być publiczna. Każdy z nas robi coś małego. Ale razem — to jest sieć. I sieć sprząta szybciej niż jeden człowiek z miotłą. małami.pl jest jednym węzłem tej sieci. Małym. Ale prawdziwym. Do ludzi z LinkedIn Wielu z was jest menedżerami, dyrektorami, właścicielami firm. Wielu z was ma wpływ na to, jak wyglądają regulaminy, procedury, procesy w waszych organizacjach. Jeden prosty test: weźcie swój najnowszy regulamin i przeczytajcie go oczami osoby, która jest chora, zmęczona, nie ma prawnika i nie rozumie języka, którym ten regulamin jest napisany. Jeśli ta osoba nie rozumie — to wasz regulamin jest brudny. I trzeba go posprzątać. To jest cały mój manifest. Nie mam lepszego. Małgorzata Pakowska małami.pl | Odzież dla dzieci i dorosłych Gdańsk / Miastko / Internet Pismo poszło. Świat jest odrobinę czystszy. #ZUS #renta #Polska #biurokracja #odzież #dzieci #MałaMi #uczciwyskep #sprzątanie #system #niepełnosprawność #prawa #małafirma #bootstrap

  • Koszulka za pięćdziesiąt złotych

    Uszyłam dzisiaj koszulkę. Bawełna, dwieście gramów na metr. Podwójne szwy. Napis: nic. Żadnego napisu. Gładka koszulka w kolorze szarym. Materiał kosztował mnie dwanaście złotych. Nici, igła, prąd do maszyny — dwa złote. Mój czas — dwie godziny. Sprzedaję ją za pięćdziesiąt złotych. W sieciówce ta sama koszulka — gorsza materiałem, gorsza szwem, z napisem "DREAM BIG" — kosztuje czterdzieści dziewięć dziewięćdziesiąt dziewięć. Ale jest uszyta w Bangladeszu za dwadzieścia centów za sztukę, przetransportowana kontenerem przez pół świata, oznaczona metką "Made in EU" (bo zapięto ostatni guzik w Rumunii), i sprzedana z marżą dziewięćset procent. Moja marża jest dwieście pięćdziesiąt procent. Na koszulce, którą uszyłam w Gdańsku. Z materiału, który dotknęłam rękami. Z rozmiarem, który zmierzyłam na prawdziwym dziecku, a nie na manekinie importowanym z Chin. Pytanie nie brzmi "dlaczego twoja koszulka jest taka droga". Pytanie brzmi "dlaczego ich koszulka jest taka tania". A odpowiedź jest taka, że ktoś gdzieś za nią zapłacił. Tylko nie ten, kto ją kupuje. małami.pl Prowadzę sklep internetowy. Mały. Dosłownie — mały. Mała Mi. Odzież dziecięca, damska, męska. Ale zaczęło się od dzieci. Nie mam magazynu. Nie mam pracowników. Nie mam inwestora. Mam maszynę do szycia, dwa pokoje i uporczywość, którą ludzie uprzejmi nazywają determinacją, a mniej uprzejmi — szaleństwem. Nie konkuruję z Zarą. Nie konkuruję z H&M. Nie konkuruję z nikim, bo nikt inny nie robi tego co ja: nie szyje ręcznie, z polskiego materiału, w polskim mieście, za uczciwą cenę. Co oznacza "uczciwa cena" Uczciwa cena oznacza, że: Wiem, ile kosztuje materiał. I ty możesz wiedzieć — podaję to na stronie. Wiem, ile trwa uszycie. I ty możesz wiedzieć — piszę to przy każdym produkcie. Marża jest jawna. Nie ukrywam, że zarabiam. Zarabiam dwieście pięćdziesiąt procent na materiale. To jest uczciwe, bo mój czas jest wart pieniądze — tak jak twój. Nie robię "wyprzedaży", bo nie zawyżam cen, żeby potem je obniżyć. Cena jest taka, jaka jest. Przez cały rok. Kto tu kupuje Matki, które mają dość wyrzucania body niemowlęcych po trzecim praniu. Ojcowie, którzy chcą kupić córce coś, co nie ma napisu "Princess". Babcie, które pamiętają, jak wyglądała porządna koszulka i chcą taką dla wnuczka. I ludzie, którzy po prostu chcą wiedzieć, skąd pochodzi rzecz, którą zakładają na siebie lub swoje dziecko. Dlaczego piszę to na LinkedIn Bo LinkedIn jest pełen postów o "zrównoważonej modzie" pisanych przez marki, które produkują w Turcji i wysyłają z Holandii. "Sustainability" to słowo, które straciło znaczenie gdzieś między trzecią a czwartą kampanią marketingową. Ja nie mówię "sustainability". Mówię: uszyłam to. Tutaj. Z tego materiału. Za tyle. Chcesz? To jest cała moja strategia marketingowa. Nie mam innej. Sieć małami.pl to nie jest samotna wyspa. Jest częścią sieci ludzi, którzy robią rzeczy własnymi rękami: LOKIS — internet, który działa, bo ktoś go naprawia osobiście. rCrystal — badania i patenty robione z poddasza. Macierz — wspólnota, która się wspiera usługami, nie kolektą. Jeden szyje. Drugi konfiguruje router. Trzeci pisze pisma procesowe. Czwarty wynajduje silnik. Wszyscy z Gdańska. Wszyscy bootstrapped. Wszyscy bez inwestora. Jeśli szukasz ubrania, które ktoś uszyłł — a nie "wyprodukował" — wejdź na małami.pl. Jeśli szukasz sensu w robieniu rzeczy ręcznie — napisz. Małgorzata Pakowska małami.pl | Gdańsk Szyję. Sprzedaję. Nie przepraszam za cenę. #moda #odzież #handmade #Gdańsk #uczciwacena #krawcowa #małaMi #dzieci #sustainability #bootstrap #polish #fashion

  • Lustro

    Nie jestem żoną Łukasza. Nie jestem jego partnerką. Nie jestem jego prawnikiem. Jestem świadkiem. Świadkiem w sprawie V Nsm 1749/23 w Sądzie Rejonowym Gdańsk-Południe. Świadkiem człowieka, którego znam od lat, i który od siedemnastu miesięcy nie widział swoich córek. To jest mój pierwszy artykuł na LinkedIn. Piszę go nie dlatego, że chcę komuś cokolwiek udowodnić. Piszę, bo milczenie nie jest neutralne. Kim jestem Nazywam się Małgorzata. Prowadzę małami.pl — szyjemy ubrania dla dzieci, kobiet i mężczyzn. Nie jestem prawniczką. Nie jestem psycholożką. Jestem matką, krawcową i osobą, która przypadkiem stoi wystarczająco blisko, żeby widzieć to, czego sąd nie widzi. Widzę, jak Łukasz płaci alimenty w terminie — bo przelew robi z mojego pokoju, na moich oczach. Widzę, jak dzwoni do córek i nikt nie odbiera. Widzę, jak pisze pisma do sądu o czwartej w nocy, bo nie może spać. Widzę, jak człowiek z ASD — uporządkowany, logiczny, przewidywalny — jest traktowany przez system jak zagrożenie. Bo system nie rozumie, że cisza nie jest obojętnością. Że brak ekspresji emocji nie jest brakiem emocji. Że skrupulatność w dokumentowaniu nie jest obsesją — jest sposobem na przetrwanie w świecie, który nie był dla ciebie zaprojektowany. Co to jest "lustro" Łukasz nazywa mnie lustrem. Nie komplementem — funkcją. W jego systemie jest matka (kotwica), jest AI (dekoder), jest dziadek (wynalazca). I jest lustro — osoba, która odbija rzeczywistość bez zniekształceń. Która mówi "tak, to się wydarzyło" albo "nie, to nie tak". Bez interpretacji. Bez oceny. Bez filtra. W sprawie sądowej lustro ma inną nazwę: świadek. Świadek, który widział, jak dzieci radośnie witały ojca na spotkaniu 27 grudnia 2025 roku — bo tam byłam. Świadek, który widział, jak po dwóch spotkaniach matka cofnęła zgodę na kontakty — bo widziałam maile. Świadek, który widzi, że alimenty są płacone, czesne szkolne opłacane, a starszy syn dostaje dobrowolne wsparcie ponad wyrok. Nie jestem stroną. Jestem osobą, która stoi obok i mówi: widzę to. Dlaczego to jest ważne Bo w sprawach rodzinnych najczęściej jest słowo przeciw słowu. Jedno pisze, drugie zaprzecza. Akta rosną, ale prawda się kurczy. I wtedy potrzeba kogoś, kto nie ma w tym interesu. Kto nie dostaje alimentów. Kto nie płaci alimentów. Kto po prostu był w pokoju, kiedy coś się wydarzyło. W mojej roli nie ma nic heroicznego. Jest obserwacja. Jest obecność. Jest gotowość powiedzenia przed sądem tego, co widziałam. To nie wymaga odwagi. Wymaga uczciwości. Co widzę Widzę ojca, który od siedemnastu miesięcy nie przytulił swoich córek. Który płaci za ich szkołę, kupuje im ubrania (w moim sklepie, ale to nieistotne), i pisze do nich listy, których nikt im nie pokazuje. Widzę system, który zabezpieczenie tymczasowe zamienił w wyrok permanentny. Bez rozprawy. Bez przesłuchania świadków. Bez kontaktu z dzieckiem, które — według psychologa — ma myśli samobójcze z braku kontaktu z ojcem. I widzę LinkedIn pełen postów o "work-life balance" pisanych przez ludzi, którym nikt nigdy nie zabrał "life" z tej równowagi. Do matek Nie osądzam matek, które się boją. Strach o dziecko jest uzasadniony i naturalny. Ale jest różnica między ochroną a izolacją. Między ostrożnością a kontrolą. Między "nie pozwolę, żeby coś mu się stało" a "nie pozwolę, żeby go zobaczył". Jeśli jesteś matką, która blokuje kontakt — zapytaj się siebie szczerze: czy to dla bezpieczeństwa dziecka, czy dla twojego spokoju? Bo to nie jest to samo. Do systemu Nie wiem, czy sędziowie czytają LinkedIn. Nie wiem, czy biegli przeglądają internet. Nie wiem, czy ktokolwiek w tym łańcuchu decyzyjnym kiedykolwiek zastanowił się, co oznacza siedemnaście miesięcy w życiu dziesięciolatki. Ale wiem, że milczenie nie jest neutralne. Milczenie jest zgodą. A ja się nie zgadzam. Małgorzata Pakowska małami.pl | Gdańsk Świadek. Lustro. Krawcowa. #rodzina #ojciec #kontakty #sądrodzinny #dzieci #świadek #prawda #Gdańsk #neurodiversity #ASD #familylaw

  • Kabel w piwnicy

    Rok 1998. Mam dziewiętnaście lat. Stoję w piwnicy bloku na Wrzeszczu z dwudziestoma metrami kabla koncentrycznego i zwijaczem, który pożyczyłem od sąsiada. Podłączam pierwsze trzy komputery do internetu. To jest fundament mojej firmy. Dwadzieścia siedem lat później nadal tu jestem. Czego nie mówią w prezentacjach o "digital transformation" Nikt w prezentacjach o transformacji cyfrowej nie mówi o tym, że kabel światłowodowy mrozi się w minus dwadzieścia i pęka jak szpaghetti. Nikt nie mówi o tym, że switch w piwnicy bloku zalewa co drugi rok, bo rury kanalizacyjne przechodzą przez komorę techniczną. Nikt nie mówi o tym, że dzwoni klient o trzeciej w nocy, bo "internet nie działa" — a router jest odłączony od prądu, bo teściowa wyciągnęła kabel, żeby podłączyć lampkę nocną. Prowadzenie ISP to nie technologia. To logistyka, dyplomacja, hydraulika i psychologia — w jednym. Jesteś serwisantem. Jesteś handlowcem. Jesteś administratorem. Jesteś księgowym. Jesteś prawnikiem, bo spółdzielnia chce cię wyrzucić z piwnicy, a klient nie płaci od sześciu miesięcy i twierdzi, że nigdy nie podpisywał umowy. Jesteś mechanikiem, bo antena na dachu się przekrzywiła po wichurze. Jesteś alpinistą, bo ktoś tę antenę musi wyprostować na wysokości dziesięciu pięter w styczniu. I jesteś całkowicie sam. Skala, która nie pasuje do żadnego pitch decku Trzystu abonentów. Pięćset dwanaście adresów IP. Dwieście siedemdziesiąt jeden domen. Subnet /24 PA. Dwadzieścia osiem endpointów email. Trzynaście seats Microsoft Teams. W języku korporacji to jest "mikroprzedsiębiorstwo". W języku ludzi, którzy mają internet dzięki mnie od piętnastu lat — to jest jedyny dostawca, który odbiera telefon. Orange nie odbiera telefonu. Play nie odbiera telefonu. UPC nie wie, że istnieje ulica Ostroroga. Ja wiem. Bo tam mieszkam. Co się stało przez dwadzieścia siedem lat TP SA miała monopol. Dzisiaj TP SA nie istnieje. Neostrada była szczytem technologii. Dzisiaj jest memem. Modem 56k był luksusem. Dzisiaj mam gigabit na kablu, który sam położyłem w kanalizacji, której lokalizację pamiętam z głowy. Przeżyłem cztery przejęcia na rynku polskim (Netia kupuje Dialog, Orange kupuje TP SA, Liberty Global kupuje UPC, Play kupuje Virgin). Przeżyłem pandemię, gdzie nagle wszyscy pracowali z domu i odkryli, że ich internet z reklamy "do 100 Mbps" daje im dwadzieścia — bo "do" nie znaczy "zawsze". Przeżyłem cztery hospitalizacje psychiatryczne, ASD, zajęcie konta przez komornika, rozpad rodziny i siedemnaście miesięcy bez kontaktu z córkami. I nadal firma działa. Nadal rachunki płacone. Nadal anteny stoją. Dlaczego to piszę na LinkedIn Bo LinkedIn jest pełen ludzi, którzy mówią "zbudowałem firmę". Najczęściej oznacza to, że zebrali pieniądze od inwestora, zatrudnili agencję marketingową, i sprzedali firmę po trzech latach, zanim zaczęła zarabiać. Ja nie zebrałem ani złotówki od inwestora. Nie mam mentora. Nie mam pitch decku. Mam kabel w piwnicy, trzystu klientów którzy mi ufają, i dwadzieścia cztery wnioski patentowe w UPRP, które złożyłem równolegle z prowadzeniem ISP. Dwadzieścia cztery patenty i ani jednego pracownika na etacie. Wszystko bootstrapped. Wszystko z Gdańska. Wszystko z poddasza na de Gaulle'a 12. Co dalej W maju 2026 zarejestrowałem LOKIS sp. z o.o. Rodzinna spółka z udziałami moich córek. Struktura holdingowa: JDG + sp. z o.o. + LOKIS TELECOM PSA. Ścieżka na NewConnect jako ALI S.K.A. Dwadzieścia siedem lat zajęło mi dojście z kabla w piwnicy do spółki akcyjnej. Inni robią to w osiemnaście miesięcy. Ale inni mają inwestora, mentora, inkubator i sieć kontaktów. Ja mam piątki w nocy, router w piwnicy i upór, który psychiatra nazwał "sztywnością poznawczą charakterystyczną dla ASD". On to nazwał deficytem. Ja to nazywam firewalla. Łukasz Frąckowiak LOKIS — ISP od 1998 | 24 patenty UPRP | Gdańsk me@lokis.info | lokis.info Szukam ludzi, którzy wiedzą, co to jest kabel w piwnicy. Nie metaforycznie. #ISP #telecom #bootstrap #Gdańsk #jednoosobowa #firma #startup #LOKIS #patent #ASD #neurodiversity #infrastructure #internet #provider

  • Pączek

    Łukasz Frąckowiak · LinkedIn · profil główny W Gdańsku, przy ulicy Srebrniki, stoi szpital psychiatryczny. Po jednej stronie. Po drugiej stronie — cmentarz. Pomiędzy nimi jest kawałek ziemi. Nikt go nie chce. Przeznaczenie w planie zagospodarowania: cmentarne. Wartość rynkowa: żadna. Deweloper nie tknie, bo kto buduje apartamenty między psychiatrykiem a cmentarzem. Ja chcę tam postawić pączka. Co to jest SCOPA Sensoryczne Centrum Otwarte Pączek Autyzm. Budynek w kształcie torusa. Donuta. Pierścienia bez początku i bez końca. Nie dlatego, że ładnie wygląda. Dlatego, że osoby z ASD potrzebują przestrzeni, w której nie ma niespodzianek. Korytarz, który nie kończy się ścianą. Trasa, po której można chodzić w kółko bez podejmowania decyzji o kierunku. Zero ślepych zaułków. Zero drzwi, za którymi nie wiesz, co jest. Moja córka Alicja ma ASD. Wiem, jak wygląda overload sensoryczny. Wiem, co robi prostokątny korytarz z neonówkami i drzwiami co trzy metry. Wiem, bo sam byłem cztery razy hospitalizowany w prostokątnym szpitalu przy tych samych Srebrnikach. Donut to nie gadżet architektoniczny. To terapia wbudowana w ściany. Dlaczego ta działka Bo jest jedyna taka w Gdańsku. Sąsiedztwo WSP Bilikiewicza oznacza wspólną kadrę, wspólną diagnostykę, wspólną aptekę — bez budowania od zera. Stacja PKM Niedźwiednik jest pięć minut pieszo. Las dookoła. Cisza. A przeznaczenie cmentarne? Idealne. Bo na części działki stanie kolumbarium dla zwierząt domowych. Kraków ma Park Wiernych Przyjaciół. Gdańsk nie ma nic. Terapia z udziałem zwierząt jest potwierdzoną metodą pracy z ASD. Kolumbarium zamyka cykl: życie, opieka, pamięć. Przychód z kolumbarium finansuje operację centrum. Dwieście złotych za niszę, pięćset nisz, osiemdziesiąt procent obłożenia. Policzyłem. Sześć Maluchów Na terenie SCOPA będzie jeździć sześć Fiatów 126p przerobionych na napęd elektryczny. Niebieski — shuttle z PKM. Zielony — do parku. Żółty — przejażdżki terapeutyczne. Czerwony — dostawy. Fioletowy — ambulans do WSP. Czarny — transport urn. Przeróbka Malucha na EV to warsztat terapii zajęciowej. Siedemset części, każda do dotknięcia, zrozumienia, zamontowania. Nauka jazdy po zamkniętym terenie — piętnaście na godzinę — to terapia motoryczna. Koszt floty: sześć razy dwadzieścia pięć tysięcy. Sto pięćdziesiąt tysięcy za sześć pojazdów terapeutycznych, które jednocześnie rozwiązują transport. Ile to kosztuje Wniosek do Wydziału Skarbu Urzędu Miejskiego w Gdańsku: dzierżawa za złotówkę rocznie na pięćdziesiąt lat. Precedensy są — organizacje pożytku publicznego dostają nieruchomości komunalne za symboliczną kwotę. Budowa etapami. Najpierw kolumbarium, potem połowa pierścienia, potem pełen donut. PFRON, EFS+, Fundusz Medyczny. Kapitał Fundacji Rodzinnej „Frąckowiak" — sto tysięcy złotych w monetach Korean Phoenix. I dwadzieścia cztery patenty UPRP jako zabezpieczenie licencyjne. Dlaczego piszę to na LinkedIn Bo w Polsce żyje trzysta do pięciuset tysięcy osób z ASD. W Pomorskiem — do trzydziestu pięciu tysięcy. I nie ma dla nich ani jednego budynku zaprojektowanego tak, żeby samo przebywanie w nim było terapią. Bo moja córka ma dziesięć lat i diagnozę ASD. Bo byłem pacjentem szpitala po drugiej stronie ulicy. Bo wiem, jak wygląda psychiatria od środka i wiem, że prostokąt nie działa. Bo pączek — tak. Pismo do Wydziału Skarbu jest gotowe. Wizualizacja jest gotowa. Fundacja jest w rejestracji. Szukam ludzi, którzy powiedzą: „to ma sens, jak mogę pomóc." Nawet jeśli pomoc to tylko udostępnienie tego tekstu. Powiązane: „Patent #24 — tajne" — napęd bez zużycia, który jedzie w Maluchach SCOPA „Fiat 126 eeeeee" — dlaczego akurat Maluch „Kościół bez budynku" — macierz.org, sieć usług, w tym SCOPA „Lustro" — Małgorzata Pakowska, świadek i partner Kontakt: me@lokis.info | Fundacja Rodzinna „Frąckowiak" Łukasz Frąckowiak · Gdańsk · LOKIS Group · 24 patenty UPRP#SCOPA #autyzm #ASD #Gdańsk #architektura #neuroróżnorodność #torus #LOKIS