Fiat 126p. Maluch. Najsłynniejszy samochód w historii Polski. Produkowany w Bielsku-Białej od 1973 roku. Dwadzieścia siedem lat produkcji. Trzy miliony trzysta tysięcy egzemplarzy. Auto, które zmotoryzowało Polskę. I auto, którego projekt nadwozia jest własnością Skarbu Państwa. Przeczytajcie to jeszcze raz, bo to jest klucz do całej reszty. Buda Malucha — geometria blach, matryce tłoczenia, dokumentacja techniczna nadwozia — to jest publiczny zasób. Polskie dziedzictwo przemysłowe. Dostępne. Legalne. Do wykorzystania. Panowie konstruktorzy — mam dla Was robotę. Problem z elektrykami Każdy producent aut elektrycznych na świecie robi to samo: bierze nowoczesną platformę, pakuje w nią baterię, stawia silnik elektryczny i obudowuje to wszystko plastikiem, ekranami i subskrypcjami na podgrzewanie siedzeń. Rezultat: samochód za dwieście tysięcy złotych, który waży dwie tony, ma czternaście tysięcy części i wymaga aktualizacji oprogramowania, żeby otworzyć bagażnik. A gdyby pójść w drugą stronę? Nie więcej. Mniej. Nie ciężej. Lżej. Nie drożej. Taniej. Nie skomplikowanie. Prostota. Maluch Electric — zasady gry Zasada numer jeden: maksimum 700 do 900 części ruchomych. Cały samochód. Współczesny sedan ma ich ponad dwie tysiące. Tesla ma około tysiąc pięćset. My celujemy w siedemset. Każda część, którą usuniesz, to część, która się nie zepsuje. Zasada numer dwa: gdzie się da — metal. Nie plastik. Nie kompozyt (na to jest drugi projekt — ale o nim za chwilę). Metal. Blacha. Tłoczona, gięta, spawana. Bo metal jest uczciwy. Metal rdzewieje i mówi ci o tym. Plastik pęka bez ostrzeżenia. Zasada numer trzy: buda Malucha jest bazą, nie świątynią. Bierzemy geometrię, proporcje, rozpoznawalność — ale nie kopiujemy błędów z 1973 roku. Nowe strefy zgniotu. Nowa matryca obróbki nadwozia. Nowe zawieszenie. Stare DNA w nowym ciele. Tył zostaje Oryginalny Maluch miał silnik z tyłu. Dwucylindrowy, chłodzony powietrzem, 650 centymetrów sześciennych. Legenda. Bzyczał jak osa w słoiku. W nowym Maluchu tył zostaje. Tylna oś, układ napędowy, geometria zawieszenia — to zostaje w miejscu, gdzie bzyczek buzował przez pół wieku. Ale silnik spalinowy znika. Na jego miejsce wchodzi silnik elektryczny. Ale nie taki sam. Lepszy. Mocniejszy. Z podobną charakterystyką momentu obrotowego — ten sam charakter jazdy, ten sam uśmiech na twarzy, ale bez spalin i bez rozrządu. A teraz odwrotka. Przód się zmienia W oryginalnym Maluchu przód był pusty. Bagażnik. Koło zapasowe. Może kanister. W nowym Maluchu przód dostaje drugie życie: Bateria idzie do przodu. Nie pod podłogę jak w każdym nudnym EV na rynku. Do przodu. Na miejsce bagażnika. I nagle Maluch przestaje być przodociężki — bo nigdy nim nie był. Teraz rozkład mas się wyrównuje: bateria z przodu, silnik z tyłu. To jest fizyka, nie marketing. Ciężar na przedniej osi to przyczepność na zakrętach. Ciężar na tylnej osi to trakcja. Maluch Electric ma jedno i drugie. Nowe strefy zgniotu z przodu. Oryginalna buda nie miała stref zgniotu — w 1973 roku nikt o tym nie myślał. Teraz myślimy. Bateria z przodu jest jednocześnie masą absorpcyjną — odpowiednio zapakowana w klatkę, pochłania energię zderzenia zanim dotrze do kabiny. To nie jest bug. To jest feature. 700 części Wyobraźcie sobie samochód, który mechanik z 1985 roku potrafi naprawić. Nie dlatego, że jest stary. Dlatego, że jest prosty. Silnik elektryczny: jeden ruchomy element — rotor. Zero rozrządu, zero gaźnika, zero turbo, zero intercoolera, zero układu wydechowego, zero katalizatora, zero filtra DPF, zero sondy lambda, zero pompy paliwa, zero wtryskiwaczy. Skrzynia biegów: brak. Silnik elektryczny nie potrzebuje skrzyni. Reduktor jednostopniowy. Trzy koła zębate. Układ chłodzenia: uproszczony. Mały silnik, mała bateria, małe zapotrzebowanie na chłodzenie. Elektronika: minimum. Wyświetlacz z prędkością, stanem baterii i zasięgiem. Zero ekranów dotykowych. Zero asystentów pasa. Zero kamer cofania (auto ma metr dwadzieścia szerokości — cofasz na wyczucie, jak Pan Bóg przykazał). Wszystko, co da się zrobić mechanicznie, robimy mechanicznie. Szyby na korbkę. Lusterka ręczne. Zamki na klucz. Każdy element elektryczny, którego unikniemy, to punkt awarii mniej i kilogram mniej. Cena Maluch kosztował w 1975 roku dziewięćdziesiąt tysięcy złotych. Średnia pensja wynosiła trzy tysiące. Trzydzieści pensji. Nowy Maluch Electric powinien kosztować trzydzieści pensji. Średnia pensja w Polsce w 2026 roku to około osiem tysięcy złotych brutto. Trzydzieści pensji to dwieście czterdzieści tysięcy. Ale to jest pułap. Cel to sto pięćdziesiąt tysięcy. Dwadzieścia pensji. Auto, które kupi pielęgniarka, nauczyciel, emerytowany górnik. Auto, które nie udaje czegoś, czym nie jest. A teraz drugi projekt. Bo Maluch Electric to jest metal. Uczciwy, ciężki, rdzewiący, wieczny metal. Ale nie każdy chce metal. Auto bananowe Trabant. Wschodnioniemiecki cud techniki. Auto z duroplastem — tworzywem sztucznym wzmocnionym włóknem bawełnianym. Tak — bawełnianym. Karoseria Trabanta była w dużej części zrobiona z materiału, który można by opisać jako "przetworzony karton na sterydach". I jeździł. Dwadzieścia osiem lat produkcji. Ponad trzy miliony sztuk. A gdyby ten koncept wziąć poważnie? Nie jako żart z NRD, ale jako inżynierię? Auto bananowe — drugie auto w portfolio. Nadwozie z włókien szklanych i pochodnych. Kompozyt. Lekkie. Odporne na korozję. Tanie w formowaniu. Mixed hybrid w materiałach — gdzie trzeba wytrzymałości: metal (rama, zawieszenie, klatka bezpieczeństwa). Gdzie trzeba powierzchni: kompozyt (błotniki, drzwi, maska, zderzaki). Gdzie trzeba wypełnienia: materiały z recyklingu. Suto z kartonu, jak w Trabancie — ale z technologią XXI wieku. Opel Corsa, ale ciut większy Gabaryt auto bananowego: klasa B+. Jak Opel Corsa, ale ciut większy. Ciut szerszy. Ciut wygodniejszy. Dlaczego Corsa? Bo Corsa to jest archetypiczne auto, które ROBI ROBOTĘ. Nie udaje SUV-a. Nie udaje crossovera. Nie ma plastikowych nakładek na nadkola, żeby wyglądać "terenowo" na parkingu pod galerią handlową. Corsa jedzie do pracy, do szkoły, na zakupy, na działkę. I wraca. Codziennie. Przez dziesięć lat. Bez fajerwerków. To jest nasz wzorzec. Doładowane Hybryda. Ale nie taka jak Toyota — z dwoma silnikami, dwoma skrzyniami i komputerem, który decyduje za ciebie, kiedy jedziesz na czym. Hybryda prosta: Silnik spalinowy — mały, doładowany, sprawdzony. Jako generator i wsparcie na trasie. Silnik elektryczny — do miasta, do codzienności, do ciszy. Bateria — kompaktowa, tańsza niż w pełnym EV. Zasięg elektryczny: sześćdziesiąt do osiemdziesięciu kilometrów. Wystarczy na dzień. Trasa: silnik spalinowy dogrzewa, doładowuje, dociąga. Zero lęku o zasięg. Zero szukania ładowarki. Zero planowania trasy wokół punktów ładowania. Po prostu wsiadasz i jedziesz. Jak w normalnym aucie. Bo to JEST normalne auto. Stylistyka: szarość Żadnych wodotrysków. Żadnych ostrych linii, które za trzy lata będą wyglądać jak kostium z filmu science fiction z 2019 roku. Żadnych fałszywych wlotów powietrza. Żadnych chromowanych listew, które odpadają na myjni. Żadnych LED-ów w kształcie lodowej siekiery biegnących przez cały tył auta. Stylistyka auto bananowego to jest współczesna zwyczajność. Jak auto, które ma cztery albo pięć lat i dalej wygląda normalnie. Nie modnie. Nie staroświecko. Normalnie. Kolor bazowy: szary. Bo szary jest uczciwy. Szary nie udaje. Szary mówi: "jestem narzędziem, nie biżuterią". Marka stałości w szarości. Auto, które nie próbuje cię uwieść. Auto, które próbuje cię dowieźć. Dwa auta, jedna filozofia Maluch Electric Auto Bananowe Nadwozie Metal, tłoczone Kompozyt, włókna szklane Napęd Full electric Hybryda doładowana Części 700-900 ~1200 (hybryda wymaga ruchome więcej) Gabaryt Mikro (126p) B+ (Corsa+) Maluch Electric Auto Bananowe Cena 150K zł 100-120K zł docelowa Charakter Ikona, nostalgia, prostota Narzędzie, codzienność, trwałość Materiał DNA Trabant = bawełna+żywica → Trabant DNA wprost Maluch = stal Zasięg 120-180 km (full EV) 60-80 km EV + 600 km hybrid Wspólne: Prostota. Naprawialność. Uczciwość materiałów. Cena, która nie jest żartem. Stylistyka, która nie krzyczy. Konstrukcja, którą zrozumie mechanik bez diagnostyki komputerowej. Dlaczego piszę to na LinkedIn, a nie w garażu Bo jestem w garażu od 1998 roku. Prowadzę ISP w Gdańsku. Mam dwadzieścia trzy wnioski patentowe w UPRP. Mam spółkę. Mam system AI, który orkiestruje sześć instancji sztucznej inteligencji równolegle. Ale nie mam hali produkcyjnej. Nie mam pras do tłoczenia blach. Nie mam linii lakierniczej. Mam za to coś, czego brakuje większości ludzi z halami: wizję, która nie jest oparta na prezentacji PowerPoint dla inwestora z Doliny Krzemowej, tylko na tym, że sam prowadzę auto, które się psuje, i sam naprawiam internet, który pada o trzeciej w nocy. Więc to jest list otwarty. Panowie konstruktorzy. Ci, którzy wiecie, ile waży blacha milimetr dwa. Ci, którzy rozróżniacie MIG od TIG z zamkniętymi oczami. Ci, którzy budowaliście auta rajdowe z Malucha, bo innego materiału nie było. Odezwijcie się. Nie szukam inwestora. Szukam konstruktora. Kogoś, kto przeczyta te dwa projekty i powie: "to się da zrobić, ale punkt czwarty jest bzdurą — zróbmy to inaczej". Kogoś, kto ma opinię opartą na oleju pod paznokciami, a nie na slajdach. Maluch jest własnością Polski. Zróbmy z niego coś, co Polska może dać światu. Nie kolejny SUV na baterii. Nie kolejny ekran na kółkach. Auto. Proste. Uczciwe. Polskie. Siedemset części. Blacha albo włókno. Silnik z tyłu albo hybryda pod maską. I żadnych subskrypcji na podgrzewanie siedzeń. Łukasz "Loki" Frąckowiak LOKIS sp. z o.o. | ISP od 1998 | 23 patenty UPRP | Gdańsk me@lokis.info Nie jestem konstruktorem samochodów. Jestem konstruktorem systemów. Ale samochód to też system. I ten system jest za skomplikowany. Czas go uprościć. #Maluch #Fiat126p #EV #ElectricCar #Konstruktor #Polska #Automotive #Engineering #Bootstrap #Trabant #Hybrid #LOKIS #patent #innovation #manufacturing
Blog
-
SCOPA — Pitch dla Rady Miasta Gdańska
Wniosek o dzierżawę działki przy ul. Srebrniki za 1 zł/rok na 50 lat ADRESAT Prezydent Miasta Gdańska Wydział Skarbu — Referat Udostępniania Nieruchomości Gruntowych Urząd Miejski w Gdańsku ul. Nowe Ogrody 8/12, 80-803 Gdańsk pok. 120, 122 | tel. 58 32 36 122 Podstawa prawna: Uchwała XIII/265/19 Rady Miasta Gdańska z dnia 29 sierpnia 2019 r. w sprawie zasad nabywania, zbywania, obciążania i wydzierżawiania nieruchomości Gminy Miasta Gdańska. WNIOSKODAWCA Fundacja Rodzinna "Frąckowiak" Status: w toku rejestracji Siedziba: ul. de Gaulle'a 12/11, 80-261 Gdańsk Fundator: Łukasz Frąckowiak Kapitał założycielski: 350 × 1 oz moneta Korean Phoenix Au/Ag — wartość szacunkowa 100 000 zł 1. PRZEDMIOT WNIOSKU Wnosimy o dzierżawę działki gruntu położonej w Gdańsku przy ul. Srebrniki, pomiędzy terenem Wojewódzkiego Szpitala Psychiatrycznego im. prof. T. Bilikiewicza (Srebrniki 17/19) a Cmentarzem Centralnym Srebrzysko (Srebrniki 2), na okres 50 lat, za symboliczną opłatę 1 zł rocznie. Przeznaczenie: budowa Sensorycznego Centrum Otwartego dla osób z zaburzeniami ze spektrum autyzmu (ASD) i innymi zaburzeniami neurorozwojowymi — kryptonim SCOPA. 2. UZASADNIENIE SPOŁECZNE Problem Polska nie ma dedykowanej infrastruktury dla dorosłych osób z ASD. Istniejące placówki psychiatryczne nie są przystosowane do potrzeb sensorycznych osób w spektrum. Wynika to z architekury budynków (długie proste korytarze, ślepe zaułki, nieprzewidywalne przestrzenie), organizacji leczenia (przymusowość, brak autonomii) oraz braku personelu przeszkolonego w zakresie neuroróżnorodności. Skala W Polsce żyje szacunkowo 300 000 — 500 000 osób z diagnozą ASD. W województwie pomorskim to 20 000 — 35 000 osób. Większość nie ma dostępu do specjalistycznej opieki dziennej lub rezydencyjnej dopasowanej do ich potrzeb sensorycznych. Lokalizacja — dlaczego Srebrniki Działka przy ul. Srebrniki jest jedyną lokalizacją w Gdańsku, która łączy: 1. Bliskość szpitala psychiatrycznego — bezpośrednie sąsiedztwo WSP Bilikiewicza umożliwia współpracę kadrową, diagnostyczną i konsultacyjną bez konieczności transportu pacjentów. 2. Dostępność komunikacyjna — stacja PKM Niedźwiednik w odległości spaceru (przejście pod wiaduktem kolejowym). Autobusy i tramwaje na ul. Ogrodowej. 3. Otoczenie naturalne — tereny zielone, las, cisza. Minimalne bodźce sensoryczne z otoczenia — kluczowe dla osób z ASD. 4. Przeznaczenie w MPZP — teren z przeznaczeniem cmentarnym/zieleni. Proponowane użytkowanie (ośrodek zdrowia + kolumbarium dla zwierząt) jest zgodne z ogólnym charakterem przeznaczenia — nie wymaga zmiany planu zagospodarowania. 3. KONCEPT ARCHITEKTONICZNY — PĄCZEK Budynek w kształcie torusa (donuta) Główny budynek ośrodka zaprojektowany jest jako zamknięty pierścień — budynek okrągły bez początku i końca. Uzasadnienie terapeutyczne: Osoby z ASD potrzebują przestrzeni przewidywalnych, powtarzalnych, bez niespodzianek przestrzennych. Budynek w kształcie pierścienia oferuje: Korytarz bez końca — pacjent może chodzić w kółko bez konieczności podejmowania decyzji o kierunku. Ruch ciągły jest naturalną strategią samoregulacji w ASD. Zero ślepych zaułków — żadnych niespodzianek za rogiem, żadnych zamkniętych drzwi na końcu korytarza. Nienachalny nadzór — personel widzi cały pierścień z jednego punktu, bez konieczności kamer w każdym pomieszczeniu. Strefy funkcjonalne rozmieszczone po obwodzie — od stref ciszy do stref społecznych, z naturalnym gradientem intensywności bodźców. Dziedziniec wewnętrzny — ogród sensoryczny zamknięty w środku pierścienia. Bezpieczna, kontrolowana przestrzeń na powietrzu. Parametry techniczne (szacunkowe) Parametr Wartość Średnica zewnętrzna 50-60 m Średnica wewnętrzna (dziedziniec) 20-25 m Liczba kondygnacji 1-2 Powierzchnia użytkowa 2 000 — 3 500 m² Liczba pokoi rezydencyjnych 20-30 Parametr Wartość Miejsca dzienne (bez noclegu) 40-60 Dach Zielony, panele fotowoltaiczne Ogrzewanie Pompa ciepła + sieć miejska Wejście główne Od strony PKM Niedźwiednik (brama) 4. KOLUMBARIUM DLA ZWIERZĄT Na części działki z przeznaczeniem cmentarnym proponujemy budowę kolumbarium dla zwierząt domowych — ścian pamięci z niszami na urny z prochami zwierząt. Uzasadnienie 1. Zgodność z MPZP — przeznaczenie cmentarne działki nie wymaga zmiany, kolumbarium jest formą pochówku. 2. Luka rynkowa — Kraków otwiera "Park Wiernych Przyjaciół" (miejski cmentarz dla zwierząt). W Gdańsku brak takiego obiektu. 3. Synergia terapeutyczna — terapia z udziałem zwierząt (AAT) jest udowodnioną metodą pracy z osobami z ASD. Kolumbarium umożliwia przepracowanie tematu straty w bezpiecznym otoczeniu. Parametry Parametr Wartość Liczba nisz (etap I) 500 Roczna opłata za niszę 200-500 zł Przychód roczny (przy 80% obłożeniu) 80 000 — 200 000 zł Parametr Wartość Koszt budowy kolumbarium 200 000 — 400 000 zł ROI 2-3 lata 5. FLOTA TRANSPORTOWA — 6× MALUCH 126p ELECTRIC W ramach projektu planujemy flotę sześciu pojazdów Fiat 126p przerobiony na napęd elektryczny, służących jako transport wewnętrzny ośrodka i okolicy. Funkcje Nr Kolor Funkcja 1 Niebieski Shuttle PKM Niedźwiednik ↔ SCOPA 2 Zielony Transport do parku / okolicy 3 Żółty Przejażdżki terapeutyczne 4 Czerwony Dostawy (apteka, poczta) 5 Fioletowy Ambulans SCOPA ↔ WSP 6 Czarny Transport urn do kolumbarium Dodatkowa wartość terapeutyczna Przeróbka Maluchów na napęd elektryczny = warsztaty terapii zajęciowej dla rezydentów. Nauka jazdy po terenie zamkniętym (max 15 km/h) = terapia motoryczna i budowanie odpowiedzialności. Koszt floty 6 × 25 000 zł = 150 000 zł (zakup + konwersja na EV) 6. WSPÓŁPRACA Z WSP BILIKIEWICZA Proponujemy model cichej fuzji użytkowej — dwa odrębne podmioty prawne, wspólne wykorzystanie zasobów: Zasób WSP (publiczny) SCOPA (prywatny) Kadra medyczna Udostępnia specjalistów Zatrudnia własną + konsultacje Diagnostyka Laboratorium, obrazowanie Korzysta na podstawie umowy NFZ Kontrakty publiczne Prywatne + częściowe NFZ Infrastruktura Kuchnia, pralnia, apteka Współkorzystanie Pacjenci Psychiatria ogólna ASD, neuroróżnorodność 7. ŹRÓDŁA FINANSOWANIA Źródło Kwota szacunkowa Status Odszkodowanie cywilne (4 Do 1 000 000 zł Pozew w hospitalizacje) przygotowaniu PFRON — programy dla osób z 500 000 — 2 000 000 Do aplikowania niepełnosprawnościami zł Fundusze UE — EFS+ / EFRR (2021- 1 000 000 — 5 000 Do aplikowania 2027) 000 zł Fundusz Medyczny Zależne od Do zbadania kwalifikacji Przychody z kolumbarium 80 000 — 200 000 Recurring zł/rok Źródło Kwota szacunkowa Status Przychody z działalności leczniczej Zależne od skali Recurring Kapitał Fundacji Rodzinnej 100 000 zł (350× W rejestracji "Frąckowiak" Korean Phoenix) Portfolio patentowe (24 patenty Wartość licencyjna Zabezpieczenie UPRP) 8. HARMONOGRAM Etap Okres Działanie 0 2026 Q2-Q3 Wniosek o dzierżawę, dokumentacja, projekt budowlany wstępny 1 2026 Q4 — 2027 Pozwolenie na budowę, aplikacja o fundusze Q1 2 2027 Q2 — 2028 Budowa kolumbarium (etap I) + przygotowanie terenu Q2 pod PĄCZEK 3 2028 Q2 — 2029 Budowa PĄCZKA (etap I — połowa pierścienia) Q2 4 2029 Q2 — 2029 Oddanie do użytku, pierwsi rezydenci Q4 5 2030+ Rozbudowa (pełen pierścień), flota Maluchów, pełna operacyjność 9. DLACZEGO 1 ZŁ / ROK Precedensy dzierżawy za symboliczną kwotę w Gdańsku: Organizacje pożytku publicznego otrzymują nieruchomości komunalne w dzierżawę za 1 zł/rok na cele statutowe. Projekt SCOPA realizuje cel publiczny — opieka zdrowotna nad grupą szczególnie narażoną na wykluczenie. Działka z przeznaczeniem cmentarnym ma ograniczoną wartość rynkową dla inwestorów komercyjnych. Miasto zyskuje: ośrodek zdrowia, kolumbarium, miejsca pracy, innowacyjną architekturę (atrakcja turystyczna), współpracę z WSP — za 1 zł. 10. PODSUMOWANIE SCOPA to projekt, który łączy: Potrzebę społeczną (brak infrastruktury ASD w Polsce) Innowację architektoniczną (budynek-donut jako terapia) Komplementarność z istniejącą infrastrukturą (WSP Bilikiewicza) Zgodność z przeznaczeniem terenu (MPZP cmentarny) Zrównoważony model finansowy (kolumbarium + lecznictwo) Lokalny charakter (Maluchy elektryczne, polska tradycja motoryzacyjna) Wnosimy o rozpatrzenie wniosku i zapraszamy do wizji lokalnej. Łukasz Frąckowiak — Fundator Fundacja Rodzinna "Frąckowiak" ul. de Gaulle'a 12/11, 80-261 Gdańsk me@lokis.info | +48 511 808 511 Załączniki: wizualizacja architektoniczna PĄCZKA (SVG), schemat współpracy z WSP, mapa lokalizacji, potwierdzenie rejestracji Fundacji, portfolio patentowe UPRP (24 wnioski), dokumentacja kapitału (350× Korean Phoenix 1oz).
-
Jak posprzątać świat
Nie planowałam pisać na LinkedIn. Nie planowałam w ogóle pisać. Planowałam szyć ubrania dla dzieci, sprzedawać je na małami.pl i żyć spokojnie. Ale spokojnie się nie da. Bo świat jest brudny. I nikt go nie sprząta. ZUS Znacie ZUS? Oczywiście, że znacie. Każdy w Polsce zna ZUS. Każdy płaci ZUS. Nie każdy dostaje z niego cokolwiek z powrotem. Renta. Proste słowo. Pięć liter. Oznacza: "państwo uznaje, że nie jesteś w stanie pracować tak jak inni, więc daje ci pieniądze, żebyś mógł żyć." W teorii. W praktyce renta oznacza: dwanaście miesięcy czekania. Trzy komisje lekarskie. Stos papierów, z których połowa jest powtórzeniem drugiej połowy. Orzecznik, który widzi cię przez piętnaście minut i decyduje o twoim życiu na podstawie formularza. Odwołanie. Drugie odwołanie. Sąd pracy. Biegły sądowy. Kolejne osiemnaście miesięcy. I na końcu: albo dostajesz rentę i musisz udowadniać co dwa lata, że nadal jesteś chory (jakby choroba chroniczna miała datę ważności), albo nie dostajesz i zaczynasz od nowa. Znam ludzi, którzy w tym systemie zginęli. Nie metaforycznie. Dosłownie. Bo system jest tak skonstruowany, żeby zniechęcić. Żeby zmęczyć. Żeby na którymś etapie odpuścić i przestać walczyć. A potem w telewizji mówią, że "Polacy nie chcą pracować". Nie. Polacy chcą pracować. Ale ci, którzy NIE MOGĄ pracować, chcą żyć. I system im tego nie ułatwia. Pismo poszło Napisaliśmy pismo. Poszło. Do ZUS-u, do orzecznika, do kogo trzeba. Nie napiszę tu szczegółów, bo to nie moja historia do opowiadania w całości. Ale powiem tyle: kiedy widzisz, jak ktoś bliski walczy z biurokracją, która powinna go chronić, a zamiast tego go miele — to coś w tobie pęka. I albo się sklejasz i idziesz dalej, albo zaczynasz sprzątać. Ja wybrałam sprzątanie. Jak posprzątać świat Nie da się posprzątać świata jednym zamachem. Wiem to. Nie jestem naiwna. Mam za sobą Miastko, przeprowadzkę, dwoje oczu które widziały więcej niż powinny, i sklep z ubraniami, który jest moim sposobem na niezależność. Ale da się posprzątać kawałek świata. Swój kawałek. Mój kawałek wygląda tak: Uczciwa cena. Nie sprzedaję body niemowlęcego za dziesięć złotych, żeby się rozeszło po trzecim praniu. I nie sprzedaję za sto pięćdziesiąt, żeby ktoś poczuł się "premium". Sprzedaję za tyle, ile to uczciwie kosztuje. Prawdziwy materiał. Dotykam każdy materiał ręką. Nie kupuję z katalogu po zdjęciu. Jeśli materiał jest kiepski — nie sprzedaję go. Nawet jeśli jest tani. Ludzie zamiast algorytmu. Kiedy ktoś pisze do mnie na małami.pl z pytaniem o rozmiar, odpowiadam ja. Nie chatbot. Nie autoresponder. Ja. Bo dziecko, które będzie nosić to ubranie, jest prawdziwe. I zasługuje na prawdziwą odpowiedź. To nie jest rewolucja. To jest sprzątanie. Codzienne, małe, nudne sprzątanie. Ale z tego się składa świat, który jest odrobinę czystszy niż wczoraj. Co ma ZUS do ubrań dla dzieci Wszystko. Bo system, który nie dba o ludzi chorych, nie dba też o ludzi zdrowych. System, który zmusza cię do udowadniania co dwa lata, że twoja choroba jest prawdziwa, to ten sam system, który pozwala na sprzedaż ubrań z toksycznymi barwnikami. Ten sam system, który nie sprawdza, czy body za dziesięć złotych jest bezpieczne dla skóry niemowlaka. To jest ten sam bałagan. Ten sam brud. Te same formularze, które nikt nie czyta. Te same komisje, które widzą cię przez piętnaście minut. Różnica jest taka, że ZUS-u nie posprzątam. Za duży. Za stary. Za zakopany. Ale swój sklep — posprzątam. Swoich klientów — obsłużę uczciwie. Swoje ubrania — uszyję z materiału, który dotknęłam ręką. I kiedy ktoś zapyta mnie, po co to robię, odpowiem: bo nikt inny nie posprząta. Sieć Nie jestem sama. Mam wokół siebie ludzi, którzy też sprzątają. Każdy na swój sposób. Jeden buduje internet w Gdańsku od dwudziestu siedmiu lat i składa patenty z poddasza. Drugi prowadzi stowarzyszenie, które pomaga ludziom, którym system powiedział "nie". Trzecia zakłada fundację badawczą, bo wierzy, że wiedza powinna być publiczna. Każdy z nas robi coś małego. Ale razem — to jest sieć. I sieć sprząta szybciej niż jeden człowiek z miotłą. małami.pl jest jednym węzłem tej sieci. Małym. Ale prawdziwym. Do ludzi z LinkedIn Wielu z was jest menedżerami, dyrektorami, właścicielami firm. Wielu z was ma wpływ na to, jak wyglądają regulaminy, procedury, procesy w waszych organizacjach. Jeden prosty test: weźcie swój najnowszy regulamin i przeczytajcie go oczami osoby, która jest chora, zmęczona, nie ma prawnika i nie rozumie języka, którym ten regulamin jest napisany. Jeśli ta osoba nie rozumie — to wasz regulamin jest brudny. I trzeba go posprzątać. To jest cały mój manifest. Nie mam lepszego. Małgorzata Pakowska małami.pl | Odzież dla dzieci i dorosłych Gdańsk / Miastko / Internet Pismo poszło. Świat jest odrobinę czystszy. #ZUS #renta #Polska #biurokracja #odzież #dzieci #MałaMi #uczciwyskep #sprzątanie #system #niepełnosprawność #prawa #małafirma #bootstrap
-
Kościół bez budynku
Założyłem kościół. Nie mam budynku. Nie mam ołtarza. Nie mam dzwonów. Mam domenę: macierz.org. Numer rejestracji w MSWiA: w toku. I przekonanie, że duchowość XXI wieku nie potrzebuje dachu — potrzebuje struktury. Wiem, co teraz myślicie. Pół z Was zamyka ten artykuł. Druga połowa czyta dalej z morbidną ciekawością. To jest dokładnie ta proporcja, na której mi zależy. Dlaczego "macierz" Matrix. Matryca. Macierz. Macica. Jedno słowo, cztery znaczenia, jeden rdzeń: to, co rodzi. To, z czego wynika. Struktura, w której coś się mieści. Macierz to nie nazwa religijna. Macierz to nazwa inżynierska. Bo organizuję wspólnotę tak, jak organizuję sieć telekomunikacyjną — z redundancją, z backupem, z jasną topologią i zerową tolerancją na single point of failure. Dualny trynitarny Trzy słowa, które wymagają wyjaśnienia. Albo nie. Albo wystarczy powiedzieć tak: Człowiek. Technologia. Duch. To jest trójca. Nie religijna — strukturalna. Każdy system wymaga trzech elementów: elementu ludzkiego (błąd, emocja, intuicja), elementu technicznego (precyzja, powtarzalność, skala), i elementu łączącego (sens, kierunek, wartość). Dualny — bo jin i jang. Bo zero i jeden. Bo i ¥. Bo każda prawda ma swoją Λ przeciwwagę i żadna z nich nie jest fałszem. Trynitarny — bo trzy elementy tworzą stabilną strukturę. Dwa to konflikt. Cztery to chaos. Trzy to architektura. Czego nie ma w Macierzy Nie ma dogmatów. Nie ma grzechu pierworodnego. Nie ma nieba i piekła. Nie ma obowiązkowej kolekty. Nie ma hierarchy kapłanów. Nie ma celibatu. Nie ma zakazu wątpienia. Bo wątpienie jest fundamentem nauki, a nauka jest narzędziem ducha. Kto przestaje wątpić — przestaje szukać. Kto przestaje szukać — zamiera. Czego wymaga Macierz Obecności. Nie fizycznej — mentalnej. Bycia częścią sieci, w której wiedza nie umiera z końcem sesji. W której doświadczenie jednego staje się zasobem wszystkich. PESEL. Tak — zbieramy numery PESEL. Bo rejestracja kościoła w MSWiA wymaga minimum stu członków z danymi identyfikacyjnymi. To nie jest żądanie duchowe — to jest wymóg biurokratyczny. A ja nie udaję, że biurokracja nie istnieje. Organizuję się wewnątrz niej. Uczciwości. Nie wobec Boga, bo Bóg — jeśli istnieje — nie potrzebuje twojej uczciwości. Wobec ludzi obok ciebie. Wobec prawdy, nawet gdy jest niewygodna. Jak to wygląda w praktyce Wyobraź sobie grupę ludzi, którzy: Raz w tygodniu dzielą się tym, co odkryli — w nauce, w sobie, w świecie. Bez kazań. Bez wniosków. Bez presji na "nawrócenie". Tylko dzielenie. Budują wspólną bazę wiedzy — nie bibliotekę teologiczną, ale repozytorium doświadczeń. Jak weszli w kryzys. Jak z niego wyszli. Co zadziałało. Co nie. Bez filtra "grzech/cnota" — z filtrem "pomogło/nie pomogło". Wspierają się materialnie — ale nie przez darowizny w kopercie. Przez konkretne usługi. Jeden naprawia internet. Drugi szyje ubrania. Trzeci pisze pisma procesowe. Czwarty gotuje. Piąty uczy matematyki. Kościół jako sieć usług. Nie jako instytucja pobożności. Dlaczego kościół, a nie fundacja Bo fundacja nie daje ochrony prawnej, którą daje kościół. Kościół ma gwarantowaną autonomię wewnętrzną. Ma ochronę mienia. Ma możliwość prowadzenia działalności oświatowej, charytatywnej i wydawniczej bez dodatkowych zezwoleń. Ma zwolnienia podatkowe — nie po to, żeby się bogacić, ale po to, żeby każda złotówka szła na cel, a nie na VAT. Fundacja jest narzędziem. Kościół jest ramą. A macierz potrzebuje ramy — bo to, co organizuję, jest zbyt duże na fundację i zbyt żywe na stowarzyszenie. Sto PESEL-ów Potrzebuję stu osób, które podadzą swój PESEL i powiedzą: chcę być częścią. Nie pytam o wiarę. Nie pytam o wyznanie. Nie pytam o przeszłość. Pytam o gotowość do bycia w sieci, w której wiedza się nie marnuje, pomoc jest konkretna, i nikt nie wymaga od ciebie, żebyś klękał. Jeśli to brzmi jak coś, czego szukałeś — napisz. Na me@lokis.info. W temacie wpisz: MACIERZ. Dane traktuję z szacunkiem i zgodnie z RODO — bo szanuję prywatność bardziej niż tradycję. Kto za tym stoi Łukasz Frąckowiak. ISP od 1998 roku. Dwadzieścia cztery patenty UPRP. ASD. Cztery hospitalizacje psychiatryczne. Dwoje dzieci, za którymi tęsknię każdego dnia. Nie jestem prorokiem. Nie jestem guru. Jestem inżynierem, który zauważył, że duchowość jest jedynym systemem, który nie ma jeszcze porządnej architektury. Więc ją buduję. macierz.org #macierz #kościół #duchowość #wspólnota #PESEL #technologia #sieć #Gdańsk #neurodiversity #ASD #philosophy #community #faith
-
Lustro
Nie jestem żoną Łukasza. Nie jestem jego partnerką. Nie jestem jego prawnikiem. Jestem świadkiem. Świadkiem w sprawie V Nsm 1749/23 w Sądzie Rejonowym Gdańsk-Południe. Świadkiem człowieka, którego znam od lat, i który od siedemnastu miesięcy nie widział swoich córek. To jest mój pierwszy artykuł na LinkedIn. Piszę go nie dlatego, że chcę komuś cokolwiek udowodnić. Piszę, bo milczenie nie jest neutralne. Kim jestem Nazywam się Małgorzata. Prowadzę małami.pl — szyjemy ubrania dla dzieci, kobiet i mężczyzn. Nie jestem prawniczką. Nie jestem psycholożką. Jestem matką, krawcową i osobą, która przypadkiem stoi wystarczająco blisko, żeby widzieć to, czego sąd nie widzi. Widzę, jak Łukasz płaci alimenty w terminie — bo przelew robi z mojego pokoju, na moich oczach. Widzę, jak dzwoni do córek i nikt nie odbiera. Widzę, jak pisze pisma do sądu o czwartej w nocy, bo nie może spać. Widzę, jak człowiek z ASD — uporządkowany, logiczny, przewidywalny — jest traktowany przez system jak zagrożenie. Bo system nie rozumie, że cisza nie jest obojętnością. Że brak ekspresji emocji nie jest brakiem emocji. Że skrupulatność w dokumentowaniu nie jest obsesją — jest sposobem na przetrwanie w świecie, który nie był dla ciebie zaprojektowany. Co to jest "lustro" Łukasz nazywa mnie lustrem. Nie komplementem — funkcją. W jego systemie jest matka (kotwica), jest AI (dekoder), jest dziadek (wynalazca). I jest lustro — osoba, która odbija rzeczywistość bez zniekształceń. Która mówi "tak, to się wydarzyło" albo "nie, to nie tak". Bez interpretacji. Bez oceny. Bez filtra. W sprawie sądowej lustro ma inną nazwę: świadek. Świadek, który widział, jak dzieci radośnie witały ojca na spotkaniu 27 grudnia 2025 roku — bo tam byłam. Świadek, który widział, jak po dwóch spotkaniach matka cofnęła zgodę na kontakty — bo widziałam maile. Świadek, który widzi, że alimenty są płacone, czesne szkolne opłacane, a starszy syn dostaje dobrowolne wsparcie ponad wyrok. Nie jestem stroną. Jestem osobą, która stoi obok i mówi: widzę to. Dlaczego to jest ważne Bo w sprawach rodzinnych najczęściej jest słowo przeciw słowu. Jedno pisze, drugie zaprzecza. Akta rosną, ale prawda się kurczy. I wtedy potrzeba kogoś, kto nie ma w tym interesu. Kto nie dostaje alimentów. Kto nie płaci alimentów. Kto po prostu był w pokoju, kiedy coś się wydarzyło. W mojej roli nie ma nic heroicznego. Jest obserwacja. Jest obecność. Jest gotowość powiedzenia przed sądem tego, co widziałam. To nie wymaga odwagi. Wymaga uczciwości. Co widzę Widzę ojca, który od siedemnastu miesięcy nie przytulił swoich córek. Który płaci za ich szkołę, kupuje im ubrania (w moim sklepie, ale to nieistotne), i pisze do nich listy, których nikt im nie pokazuje. Widzę system, który zabezpieczenie tymczasowe zamienił w wyrok permanentny. Bez rozprawy. Bez przesłuchania świadków. Bez kontaktu z dzieckiem, które — według psychologa — ma myśli samobójcze z braku kontaktu z ojcem. I widzę LinkedIn pełen postów o "work-life balance" pisanych przez ludzi, którym nikt nigdy nie zabrał "life" z tej równowagi. Do matek Nie osądzam matek, które się boją. Strach o dziecko jest uzasadniony i naturalny. Ale jest różnica między ochroną a izolacją. Między ostrożnością a kontrolą. Między "nie pozwolę, żeby coś mu się stało" a "nie pozwolę, żeby go zobaczył". Jeśli jesteś matką, która blokuje kontakt — zapytaj się siebie szczerze: czy to dla bezpieczeństwa dziecka, czy dla twojego spokoju? Bo to nie jest to samo. Do systemu Nie wiem, czy sędziowie czytają LinkedIn. Nie wiem, czy biegli przeglądają internet. Nie wiem, czy ktokolwiek w tym łańcuchu decyzyjnym kiedykolwiek zastanowił się, co oznacza siedemnaście miesięcy w życiu dziesięciolatki. Ale wiem, że milczenie nie jest neutralne. Milczenie jest zgodą. A ja się nie zgadzam. Małgorzata Pakowska małami.pl | Gdańsk Świadek. Lustro. Krawcowa. #rodzina #ojciec #kontakty #sądrodzinny #dzieci #świadek #prawda #Gdańsk #neurodiversity #ASD #familylaw
-
Koszulka za pięćdziesiąt złotych
Uszyłam dzisiaj koszulkę. Bawełna, dwieście gramów na metr. Podwójne szwy. Napis: nic. Żadnego napisu. Gładka koszulka w kolorze szarym. Materiał kosztował mnie dwanaście złotych. Nici, igła, prąd do maszyny — dwa złote. Mój czas — dwie godziny. Sprzedaję ją za pięćdziesiąt złotych. W sieciówce ta sama koszulka — gorsza materiałem, gorsza szwem, z napisem "DREAM BIG" — kosztuje czterdzieści dziewięć dziewięćdziesiąt dziewięć. Ale jest uszyta w Bangladeszu za dwadzieścia centów za sztukę, przetransportowana kontenerem przez pół świata, oznaczona metką "Made in EU" (bo zapięto ostatni guzik w Rumunii), i sprzedana z marżą dziewięćset procent. Moja marża jest dwieście pięćdziesiąt procent. Na koszulce, którą uszyłam w Gdańsku. Z materiału, który dotknęłam rękami. Z rozmiarem, który zmierzyłam na prawdziwym dziecku, a nie na manekinie importowanym z Chin. Pytanie nie brzmi "dlaczego twoja koszulka jest taka droga". Pytanie brzmi "dlaczego ich koszulka jest taka tania". A odpowiedź jest taka, że ktoś gdzieś za nią zapłacił. Tylko nie ten, kto ją kupuje. małami.pl Prowadzę sklep internetowy. Mały. Dosłownie — mały. Mała Mi. Odzież dziecięca, damska, męska. Ale zaczęło się od dzieci. Nie mam magazynu. Nie mam pracowników. Nie mam inwestora. Mam maszynę do szycia, dwa pokoje i uporczywość, którą ludzie uprzejmi nazywają determinacją, a mniej uprzejmi — szaleństwem. Nie konkuruję z Zarą. Nie konkuruję z H&M. Nie konkuruję z nikim, bo nikt inny nie robi tego co ja: nie szyje ręcznie, z polskiego materiału, w polskim mieście, za uczciwą cenę. Co oznacza "uczciwa cena" Uczciwa cena oznacza, że: Wiem, ile kosztuje materiał. I ty możesz wiedzieć — podaję to na stronie. Wiem, ile trwa uszycie. I ty możesz wiedzieć — piszę to przy każdym produkcie. Marża jest jawna. Nie ukrywam, że zarabiam. Zarabiam dwieście pięćdziesiąt procent na materiale. To jest uczciwe, bo mój czas jest wart pieniądze — tak jak twój. Nie robię "wyprzedaży", bo nie zawyżam cen, żeby potem je obniżyć. Cena jest taka, jaka jest. Przez cały rok. Kto tu kupuje Matki, które mają dość wyrzucania body niemowlęcych po trzecim praniu. Ojcowie, którzy chcą kupić córce coś, co nie ma napisu "Princess". Babcie, które pamiętają, jak wyglądała porządna koszulka i chcą taką dla wnuczka. I ludzie, którzy po prostu chcą wiedzieć, skąd pochodzi rzecz, którą zakładają na siebie lub swoje dziecko. Dlaczego piszę to na LinkedIn Bo LinkedIn jest pełen postów o "zrównoważonej modzie" pisanych przez marki, które produkują w Turcji i wysyłają z Holandii. "Sustainability" to słowo, które straciło znaczenie gdzieś między trzecią a czwartą kampanią marketingową. Ja nie mówię "sustainability". Mówię: uszyłam to. Tutaj. Z tego materiału. Za tyle. Chcesz? To jest cała moja strategia marketingowa. Nie mam innej. Sieć małami.pl to nie jest samotna wyspa. Jest częścią sieci ludzi, którzy robią rzeczy własnymi rękami: LOKIS — internet, który działa, bo ktoś go naprawia osobiście. rCrystal — badania i patenty robione z poddasza. Macierz — wspólnota, która się wspiera usługami, nie kolektą. Jeden szyje. Drugi konfiguruje router. Trzeci pisze pisma procesowe. Czwarty wynajduje silnik. Wszyscy z Gdańska. Wszyscy bootstrapped. Wszyscy bez inwestora. Jeśli szukasz ubrania, które ktoś uszyłł — a nie "wyprodukował" — wejdź na małami.pl. Jeśli szukasz sensu w robieniu rzeczy ręcznie — napisz. Małgorzata Pakowska małami.pl | Gdańsk Szyję. Sprzedaję. Nie przepraszam za cenę. #moda #odzież #handmade #Gdańsk #uczciwacena #krawcowa #małaMi #dzieci #sustainability #bootstrap #polish #fashion
-
Kabel w piwnicy
Rok 1998. Mam dziewiętnaście lat. Stoję w piwnicy bloku na Wrzeszczu z dwudziestoma metrami kabla koncentrycznego i zwijaczem, który pożyczyłem od sąsiada. Podłączam pierwsze trzy komputery do internetu. To jest fundament mojej firmy. Dwadzieścia siedem lat później nadal tu jestem. Czego nie mówią w prezentacjach o "digital transformation" Nikt w prezentacjach o transformacji cyfrowej nie mówi o tym, że kabel światłowodowy mrozi się w minus dwadzieścia i pęka jak szpaghetti. Nikt nie mówi o tym, że switch w piwnicy bloku zalewa co drugi rok, bo rury kanalizacyjne przechodzą przez komorę techniczną. Nikt nie mówi o tym, że dzwoni klient o trzeciej w nocy, bo "internet nie działa" — a router jest odłączony od prądu, bo teściowa wyciągnęła kabel, żeby podłączyć lampkę nocną. Prowadzenie ISP to nie technologia. To logistyka, dyplomacja, hydraulika i psychologia — w jednym. Jesteś serwisantem. Jesteś handlowcem. Jesteś administratorem. Jesteś księgowym. Jesteś prawnikiem, bo spółdzielnia chce cię wyrzucić z piwnicy, a klient nie płaci od sześciu miesięcy i twierdzi, że nigdy nie podpisywał umowy. Jesteś mechanikiem, bo antena na dachu się przekrzywiła po wichurze. Jesteś alpinistą, bo ktoś tę antenę musi wyprostować na wysokości dziesięciu pięter w styczniu. I jesteś całkowicie sam. Skala, która nie pasuje do żadnego pitch decku Trzystu abonentów. Pięćset dwanaście adresów IP. Dwieście siedemdziesiąt jeden domen. Subnet /24 PA. Dwadzieścia osiem endpointów email. Trzynaście seats Microsoft Teams. W języku korporacji to jest "mikroprzedsiębiorstwo". W języku ludzi, którzy mają internet dzięki mnie od piętnastu lat — to jest jedyny dostawca, który odbiera telefon. Orange nie odbiera telefonu. Play nie odbiera telefonu. UPC nie wie, że istnieje ulica Ostroroga. Ja wiem. Bo tam mieszkam. Co się stało przez dwadzieścia siedem lat TP SA miała monopol. Dzisiaj TP SA nie istnieje. Neostrada była szczytem technologii. Dzisiaj jest memem. Modem 56k był luksusem. Dzisiaj mam gigabit na kablu, który sam położyłem w kanalizacji, której lokalizację pamiętam z głowy. Przeżyłem cztery przejęcia na rynku polskim (Netia kupuje Dialog, Orange kupuje TP SA, Liberty Global kupuje UPC, Play kupuje Virgin). Przeżyłem pandemię, gdzie nagle wszyscy pracowali z domu i odkryli, że ich internet z reklamy "do 100 Mbps" daje im dwadzieścia — bo "do" nie znaczy "zawsze". Przeżyłem cztery hospitalizacje psychiatryczne, ASD, zajęcie konta przez komornika, rozpad rodziny i siedemnaście miesięcy bez kontaktu z córkami. I nadal firma działa. Nadal rachunki płacone. Nadal anteny stoją. Dlaczego to piszę na LinkedIn Bo LinkedIn jest pełen ludzi, którzy mówią "zbudowałem firmę". Najczęściej oznacza to, że zebrali pieniądze od inwestora, zatrudnili agencję marketingową, i sprzedali firmę po trzech latach, zanim zaczęła zarabiać. Ja nie zebrałem ani złotówki od inwestora. Nie mam mentora. Nie mam pitch decku. Mam kabel w piwnicy, trzystu klientów którzy mi ufają, i dwadzieścia cztery wnioski patentowe w UPRP, które złożyłem równolegle z prowadzeniem ISP. Dwadzieścia cztery patenty i ani jednego pracownika na etacie. Wszystko bootstrapped. Wszystko z Gdańska. Wszystko z poddasza na de Gaulle'a 12. Co dalej W maju 2026 zarejestrowałem LOKIS sp. z o.o. Rodzinna spółka z udziałami moich córek. Struktura holdingowa: JDG + sp. z o.o. + LOKIS TELECOM PSA. Ścieżka na NewConnect jako ALI S.K.A. Dwadzieścia siedem lat zajęło mi dojście z kabla w piwnicy do spółki akcyjnej. Inni robią to w osiemnaście miesięcy. Ale inni mają inwestora, mentora, inkubator i sieć kontaktów. Ja mam piątki w nocy, router w piwnicy i upór, który psychiatra nazwał "sztywnością poznawczą charakterystyczną dla ASD". On to nazwał deficytem. Ja to nazywam firewalla. Łukasz Frąckowiak LOKIS — ISP od 1998 | 24 patenty UPRP | Gdańsk me@lokis.info | lokis.info Szukam ludzi, którzy wiedzą, co to jest kabel w piwnicy. Nie metaforycznie. #ISP #telecom #bootstrap #Gdańsk #jednoosobowa #firma #startup #LOKIS #patent #ASD #neurodiversity #infrastructure #internet #provider
-
Ktoś właśnie odkrył, że może zalogować się na twoje
konto w ZUS, e-Sądzie i eZdrowiu. Jako ty. Nie jako haker w kominiarce. Nie za pomocą zero-daya z dark webu. Za pomocą YubiKeya za dwieście złotych i modyfikacji wtyczki do przeglądarki, której kod źródłowy jest niezaszyfrowany i napisany w JavaScripcie. Michał Leszczyński — programista, który chciał naprawić prosty błąd w oprogramowaniu do e-podpisów — odkrył trzy podatności, które pozwalały zalogować się jako dowolna osoba w większości krytycznych systemów państwowych w Polsce. Nie przesadzam. Mówię o konkretnych systemach. Co odkrył Trzy podatności. Trzy CVE. Każda gorsza od poprzedniej. CVE-2026-26928 — zdalne wykonanie kodu w SzafirHost. Wtyczka do e- podpisów, zainstalowana na 900 tysiącach komputerów w Polsce, nie weryfikowała podpisów cyfrowych plików DLL, SO i DYLIB. Atakujący mógł podmienić bibliotekę na złośliwą — i uruchomić dowolny kod na komputerze ofiary. Jedyny warunek: ofiara kliknie w link. Część 2 — hakowanie e-Sądu YubiKeyem. Systemy Ministerstwa Sprawiedliwości obsługujące logowanie przez „Moduł Tożsamość" nie sprawdzały w wystarczającym stopniu, czy karta do podpisu kwalifikowanego została wydana przez uprawniony podmiot. Wystarczyło wystawić fałszywą kartę na dane dowolnej osoby — i zalogować się w jej imieniu. CVE-2026-9058 — ominięcie uwierzytelniania w ZUS i systemach eZdrowia. To samo co w e-Sądzie, ale w systemach zawierających dane medyczne i ubezpieczeniowe każdego obywatela. Które systemy były podatne System eZUS — Zakład Ubezpieczeń Społecznych. Dane emerytalne, składki, zasiłki, renty każdego Polaka. Systemy Ministerstwa Sprawiedliwości — e-Sąd, Krajowy Rejestr Karny, Portal Informacyjny Sądów Powszechnych. Każde pismo procesowe, każdy wyrok, każdy nakaz zapłaty. Platforma UEOZ — Usługi Elektroniczne Ochrony Zdrowia. Recepty, skierowania, historia leczenia. Ile osób to dotyczy? Wszyscy. Każdy kto ma PESEL. Jak to było możliwe SzafirHost to aplikacja pośrednicząca między przeglądarką a kartą do podpisu kwalifikowanego. Robi jedną rzecz: bierze dokument z przeglądarki, wysyła go do karty, karta podpisuje, SzafirHost zwraca podpisany dokument. Problem: SzafirHost weryfikował pliki JAR (za pomocą listy zaufanych skrótów i podpisów cyfrowych), ale nie weryfikował plików DLL. Kompletnie. Zero sprawdzenia. Atakujący mógł wstrzyknąć złośliwy plik DLL, który SzafirHost posłusznie załadował i wykonał. Ale to dopiero początek. Systemy logowania sprawdzały, czy użytkownik ma ważny certyfikat podpisu kwalifikowanego. Sprawdzały podpis. Sprawdzały datę ważności. Ale nie sprawdzały w pełni, czy certyfikat został wydany przez zaufany urząd certyfikacji. W efekcie można było wygenerować własny certyfikat na dane dowolnej osoby — i system go akceptował. Wyobraź sobie: wchodzisz na stronę e-Sądu, logujesz się „podpisem kwalifikowanym" wystawionym na Prezesa Sądu Najwyższego — i system cię wpuszcza. Bo nie sprawdził, kto ten podpis wydał. Dlaczego to jest gorsze niż Zonda Zonda — polska giełda kryptowalut — straciła pieniądze klientów. Tragedia, ale zamknięta. Dotknęła ludzi, którzy świadomie zainwestowali w krypto. SzafirHost dotyczy każdego. Nie trzeba inwestować w krypto. Nie trzeba mieć konta na giełdzie. Wystarczy być obywatelem Polski, który kiedykolwiek poszedł do lekarza, zapłacił ZUS albo miał sprawę w sądzie. Dane medyczne. Dane emerytalne. Dokumenty sądowe. Podpisy elektroniczne na umowach. Nakazy zapłaty. Wszystko to mogło zostać sfałszowane, odczytane lub zmienione — przez kogokolwiek, kto wiedział jak zmodyfikować wtyczkę przeglądarkową napisaną w niezaciemnionym JavaScripcie. Pytanie @321Crypto Konto @321Crypto na X postawiło pytanie, które powinno paść w Sejmie: jeśli ktoś wejdzie na czyjś profil i podpisze coś bezpiecznym podpisem — to kto ponosi odpowiedzialność? Ofiara, bo „system twierdzi że to zrobiła ta osoba"? Czy państwo, bo wiedziało o lukach i nie reagowało? To nie jest pytanie retoryczne. To jest pytanie procesowe. Bo w polskim prawie podpis kwalifikowany ma moc równą podpisowi własnoręcznemu (art. 25 ust. 2 eIDAS). Jeśli ktoś podpisał umowę „twoim" podpisem — ty jesteś stroną umowy. Sąd zobaczy ważny podpis kwalifikowany i uzna, że to twoja wola. A teraz wiemy, że ten podpis mógł być sfałszowany za pomocą YubiKeya za dwieście złotych. Co zrobiono CERT Polska potwierdził podatności. SzafirHost naprawiony w wersji 1.1.0 (CVE-2026-26928) i 1.2.1 (CVE-2026-44088). Michał Leszczyński dostał podziękowania. Ale pytanie brzmi: ile czasu te luki były aktywne? Ile osób o nich wiedziało przed Michałem? I czy ktokolwiek sprawdził, czy luki nie zostały wykorzystane w praktyce? Wtyczka Szafir SDK Web miała 900 tysięcy użytkowników. Każdy z nich był potencjalną ofiarą. Każdy system państwowy, który akceptował logowanie podpisem kwalifikowanym, był potencjalnym celem. Dlaczego piszę o tym na LinkedIn Bo prowadzę firmę telekomunikacyjną od 1998 roku. Mam licencję UKE. Mam 271 domen. Mam 24 wnioski patentowe. I podpisuję dokumenty elektronicznie — JPK_VAT, KRS, ZUS, e-Doręczenia. Bo mam sprawę w sądzie (V Nsm 1749/23) i składam pisma procesowe elektronicznie. I właśnie dowiedziałem się, że ktoś mógł się zalogować na mój profil w e-Sądzie i złożyć pismo w moim imieniu. Podpisane moim podpisem. Które sąd uznałby za moje. Bo niedawno pisałem do znajomego o problemach z e-Doręczeniami — o tym, że wiadomość między podmiotami niepublicznymi nie przechodzi, bo jeden ma ADE u dostawcy publicznego a drugi u komercyjnego. Brak interoperability. I myślałem, że to jest poważny problem. A teraz się okazuje, że problem jest tysiąc razy większy. Że cały system podpisów kwalifikowanych w Polsce miał dziurę, przez którą mógł przejechać autobus. Co możesz zrobić Sprawdź wersję SzafirHost na swoim komputerze. Jeśli masz starszą niż 1.2.1 — zaktualizuj natychmiast. Przeczytaj pełne analizy Michała Leszczyńskiego na Zaufanej Trzeciej Stronie — to cztery artykuły, każdy warty twojego czasu. I zadaj sobie pytanie: jeśli 900 tysięcy Polaków używało wtyczki z podatnością na zdalne wykonanie kodu — ile dokumentów zostało podpisanych fałszywie? Ile wyroków? Ile recept? Ile wniosków o rentę? Nikt nie wie. I to jest najgorsze. Źródła: zaufanatrzeciastrona.pl — cykl „Badanie e-podpisów" cz. 1-3 + podsumowanie CERT Polska — CVE-2026-26928, CVE-2026-26927, CVE-2026-9058, CVE-2026-44088 @321Crypto na X — 15.5K wyświetleń, 25.05.2026 Łukasz „Loki" Frąckowiak LOKIS Group · Gdańsk · ISP od 1998 · 24 patenty UPRP · Operator telekomunikacyjny · Licencja UKE Podpisuję dokumenty elektronicznie od lat. Od wczoraj wiem, że ktoś mógł to robić za mnie. #cyberbezpieczeństwo #SzafirHost #CVE #ePodpis #ZUS #eSąd #eZdrowia #LOKIS #infosec #Polska #CERT
-
Pączek
Łukasz Frąckowiak · LinkedIn · profil główny W Gdańsku, przy ulicy Srebrniki, stoi szpital psychiatryczny. Po jednej stronie. Po drugiej stronie — cmentarz. Pomiędzy nimi jest kawałek ziemi. Nikt go nie chce. Przeznaczenie w planie zagospodarowania: cmentarne. Wartość rynkowa: żadna. Deweloper nie tknie, bo kto buduje apartamenty między psychiatrykiem a cmentarzem. Ja chcę tam postawić pączka. Co to jest SCOPA Sensoryczne Centrum Otwarte Pączek Autyzm. Budynek w kształcie torusa. Donuta. Pierścienia bez początku i bez końca. Nie dlatego, że ładnie wygląda. Dlatego, że osoby z ASD potrzebują przestrzeni, w której nie ma niespodzianek. Korytarz, który nie kończy się ścianą. Trasa, po której można chodzić w kółko bez podejmowania decyzji o kierunku. Zero ślepych zaułków. Zero drzwi, za którymi nie wiesz, co jest. Moja córka Alicja ma ASD. Wiem, jak wygląda overload sensoryczny. Wiem, co robi prostokątny korytarz z neonówkami i drzwiami co trzy metry. Wiem, bo sam byłem cztery razy hospitalizowany w prostokątnym szpitalu przy tych samych Srebrnikach. Donut to nie gadżet architektoniczny. To terapia wbudowana w ściany. Dlaczego ta działka Bo jest jedyna taka w Gdańsku. Sąsiedztwo WSP Bilikiewicza oznacza wspólną kadrę, wspólną diagnostykę, wspólną aptekę — bez budowania od zera. Stacja PKM Niedźwiednik jest pięć minut pieszo. Las dookoła. Cisza. A przeznaczenie cmentarne? Idealne. Bo na części działki stanie kolumbarium dla zwierząt domowych. Kraków ma Park Wiernych Przyjaciół. Gdańsk nie ma nic. Terapia z udziałem zwierząt jest potwierdzoną metodą pracy z ASD. Kolumbarium zamyka cykl: życie, opieka, pamięć. Przychód z kolumbarium finansuje operację centrum. Dwieście złotych za niszę, pięćset nisz, osiemdziesiąt procent obłożenia. Policzyłem. Sześć Maluchów Na terenie SCOPA będzie jeździć sześć Fiatów 126p przerobionych na napęd elektryczny. Niebieski — shuttle z PKM. Zielony — do parku. Żółty — przejażdżki terapeutyczne. Czerwony — dostawy. Fioletowy — ambulans do WSP. Czarny — transport urn. Przeróbka Malucha na EV to warsztat terapii zajęciowej. Siedemset części, każda do dotknięcia, zrozumienia, zamontowania. Nauka jazdy po zamkniętym terenie — piętnaście na godzinę — to terapia motoryczna. Koszt floty: sześć razy dwadzieścia pięć tysięcy. Sto pięćdziesiąt tysięcy za sześć pojazdów terapeutycznych, które jednocześnie rozwiązują transport. Ile to kosztuje Wniosek do Wydziału Skarbu Urzędu Miejskiego w Gdańsku: dzierżawa za złotówkę rocznie na pięćdziesiąt lat. Precedensy są — organizacje pożytku publicznego dostają nieruchomości komunalne za symboliczną kwotę. Budowa etapami. Najpierw kolumbarium, potem połowa pierścienia, potem pełen donut. PFRON, EFS+, Fundusz Medyczny. Kapitał Fundacji Rodzinnej „Frąckowiak" — sto tysięcy złotych w monetach Korean Phoenix. I dwadzieścia cztery patenty UPRP jako zabezpieczenie licencyjne. Dlaczego piszę to na LinkedIn Bo w Polsce żyje trzysta do pięciuset tysięcy osób z ASD. W Pomorskiem — do trzydziestu pięciu tysięcy. I nie ma dla nich ani jednego budynku zaprojektowanego tak, żeby samo przebywanie w nim było terapią. Bo moja córka ma dziesięć lat i diagnozę ASD. Bo byłem pacjentem szpitala po drugiej stronie ulicy. Bo wiem, jak wygląda psychiatria od środka i wiem, że prostokąt nie działa. Bo pączek — tak. Pismo do Wydziału Skarbu jest gotowe. Wizualizacja jest gotowa. Fundacja jest w rejestracji. Szukam ludzi, którzy powiedzą: „to ma sens, jak mogę pomóc." Nawet jeśli pomoc to tylko udostępnienie tego tekstu. Powiązane: „Patent #24 — tajne" — napęd bez zużycia, który jedzie w Maluchach SCOPA „Fiat 126 eeeeee" — dlaczego akurat Maluch „Kościół bez budynku" — macierz.org, sieć usług, w tym SCOPA „Lustro" — Małgorzata Pakowska, świadek i partner Kontakt: me@lokis.info | Fundacja Rodzinna „Frąckowiak" Łukasz Frąckowiak · Gdańsk · LOKIS Group · 24 patenty UPRP#SCOPA #autyzm #ASD #Gdańsk #architektura #neuroróżnorodność #torus #LOKIS
-
Kompot, rosół i Ferrari za 640 tysięcy dolarów
Mój LinkedIn rano to jest jak otwarcie lodówki o trzeciej w nocy. Nie wiesz czego szukasz, ale wiesz że czegoś potrzebujesz. Dziś w lodówce znalazłem: Ferrari elektryczne za 640K dolarów, menedżera który nie śpi sześć godzin, kompot nazwany „fruit water", pracownika po pięćdziesiątce którego nikt nie chce zatrudnić, i post ze spacją który ma sześćset reakcji. I wziąłem rosół. Ferrari za 640 tysięcy dolarów Ferrari właśnie pokazało swoje pierwsze auto elektryczne. Sześćset czterdzieści tysięcy dolarów. Ja buduję Malucha na prąd za sto pięćdziesiąt tysięcy złotych. Siedemset części. Szyby na korbkę. Zero ekranów dotykowych. Buda z projektu Skarbu Państwa. Ferrari ma czternaście tysięcy części i subskrypcję na podgrzewanie siedzeń. Mój Maluch ma korbkę i ogrzewanie, które działa bo działa. Patent #24 — zero-wear drivetrain. Sprzęgło magnetyczne, cztery silniki na kołach, stalowa płyta sprężysta. Zero części zużywalnych w transmisji. Ferrari tego nie ma. Za sześćset czterdzieści tysięcy dolarów. Ktoś powie: to nie ta sama liga. Zgadzam się. Ferrari to liga pieniędzy. Maluch to liga rozwiązań. Menedżer który umrze zanim przejdzie na emeryturę Robert Tomaszewski napisał post, który powinien wisieć w każdym biurze w Polsce: menedżerowie budują strategie na lata do przodu, a sami wyglądają jakby mieli nie dożyć do kolejnego miesiąca. Sześć godzin snu. Kofeina. Cukier. Stres. Energetyki od dekady. Znam to. Cztery hospitalizacje psychiatryczne. Lorabex. Clopixol. Pasy. Nie dlatego, że jestem słaby — dlatego, że przez dwadzieścia lat nie spałem, nie jadłem i nie odpuszczałem. Różnica: ja trafiłem na oddział zamknięty i ktoś mnie zatrzymał. Większość menedżerów trafia na oddział kardiologiczny i nikt ich nie zatrzymał wcześniej. Moja mama robi rosół w czwartki. To jest moja strategia wellness. Zero aplikacji, zero coacha, zero retreatu na Bali. Rosół. Od osiemdziesięcioletniej kobiety, która wstaje o szóstej i nie potrzebuje motywacyjnego posta żeby wiedzieć co robić. Pracownik 50+ którego nikt nie chce Marta Olesiak pisze, że „młody pracownik to zawsze lepszy pracownik" to jeden z najbardziej absurdalnych mitów rynku pracy. Mam czterdzieści siedem lat. Prowadzę firmę od dwudziestu siedmiu. Mam dwadzieścia cztery patenty. Konfiguruję routery od czasu kiedy internet w Polsce był na modemie 56k. I na LinkedIn mam sto czterdzieści jeden wyświetleń profilu. Dwudziestolatek z TikTokiem o produktywności ma więcej w jeden dzień. System nie wartościuje doświadczenia. System wartościuje widoczność. Dlatego piszę. Nie dlatego, że lubię — dlatego, że muszę. Bo dwadzieścia siedem lat ciszy to za dużo. Kompot to fruit water Mariusz Bedryj wrzucił hita: Amerykanie odkryli „fruit water" i „chicken tea". Kompot i rosół. Cały LinkedIn w jednym memie. Bierzesz coś prostego, sprawdzonego, działającego od pokoleń — nazywasz po angielsku — i nagle jest innowacją. Agile? Babcia moja robiła agile w kuchni — iteracyjnie poprawiała rosół co czwartek od pięćdziesięciu lat. Scrum? Tata robił scrum na budowie — piętnaście minut rano, kto co robi, kto ma problem, lecimy. MVP? Każdy polski złota rączka buduje MVP — minimum viable produkt, który jakoś działa i da się poprawić w sobotę. Nie potrzebujemy więcej angielskich słów na polskie rzeczy. Potrzebujemy ludzi którzy ROBIĄ polskie rzeczy — i mówią o nich głośno. #Spacja Sześćset sześć reakcji na post który zawiera jedno słowo i zdjęcie. Marcin Jurka, szacunek — złamałeś algorytm minimalizmem. A ja piszę artykuły po trzy tysiące słów i mam jedną reakcję. Od siebie. Ale wiesz co? Ta jedna reakcja wystarczy. Bo moje artykuły nie są po to, żeby mieć sześćset reakcji. Są po to, żeby jeden człowiek — ten właściwy — je przeczytał i napisał „pogadajmy." I to działa. Wczoraj napisałem do COO firmy jubilerskiej o pająkach, mitologii i serwisie samochodowym. Zamiast spacji — trzy tysiące znaków. I siedemnaście minut czytania. Bo spacja jest fajna. Ale treść zostaje. Rosół Dziś jest Dzień Matki. Moja mama Janina ma osiemdziesiąt lat i robi rosół w czwartki. Nie ma LinkedIn. Nie ma strategii. Nie ma KPI. Ma garnek, marchewkę, pietruszkę i kurczaka. I ma syna, który wstaje codziennie rano i buduje. Bo rosół daje energię. A mama mówi „wstań." Wszystkiego najlepszego, mamo. I wszystkim mamom, które robią „chicken tea" od pokoleń — zanim ktokolwiek wymyślił na to angielską nazwę. Łukasz „Loki" Frąckowiak LOKIS Group · Gdańsk · ISP od 1998 · 24 patenty UPRP Syn Janiny. Ojciec Oli i Ali. Konstruktor Malucha. Pacjent psychiatryka. Człowiek. #DzieńMatki #LinkedIn #rosół #Ferrari #EV #Maluch #50plus #kompot #LOKIS #Gdańsk #zdrowie